Całe środowisko NBA huczy od plotek, a Nowy Jork, jak zawsze, jest w centrum medialnej burzy. Czy ambitny projekt New York Knicks, prowadzony przez Leona Rose’a, okaże się epicką porażką, jeśli nie zdobędą greckiego Fenomenu, Giannisa Antetokounmpo? Czy szansa na pozyskanie MVP przeminęła, a kosztem tego jest potencjalny tytuł dla tej drużyny?
Czy niezdobycie Giannisa to już porażka Knicks? Ostra ocena analityków
Wydaje się, że w Nowym Jorku postawiono wszystko albo nic, choć formalnie Milwaukee Bucks wcale nie rzucili jeszcze ręcznika. Według Zacha Harpera z The Athletic, dla kierownictwa Knicks, którego twarzą jest Leon Rose, niepowodzenie w transferze Antetokounmpo będzie miało posmak kompletnej klęski. Harper umieścił Knicks w kategorii „kupujących” w swoim przeglądzie przed trade deadline, głównie ze względu na doniesienia, że Giannis wyraża zainteresowanie grą w Wielkim Jabłku. Harper podkreśla:
„To w dużej mierze opiera się na pomyśle polowania na Giannisa Antetokounmpo, jeśli w końcu trafi na rynek. Można spojrzeć na ten zespół Knicks i złożoność wymiany Giannisa i myśleć, że go nie potrzebują. I może nie potrzebują. Jednak celem tego, co zbudowali Leon Rose i spółka, było zdobycie supergwiazdy takiej jak Giannis, gdyby stał się dostępny”.
To jest ta esencja, która definiuje ambicje front office. Nie chodzi tylko o budowanie solidnego, konkurencyjnego składu zdolnego do wygrywania na Wschodzie. Chodzi o skok na sam szczyt, o zdobycie „ciężkiego kalibru”, który natychmiast zmienia status drużyny z ‘dobrej’ na ‘mistrzowską’. Harper idzie dalej, stwierdzając:
„Jeśli Knicks tego nie zrobią, pojawi się element porażki w ich kampanii, co brzmi absurdalnie, gdy uznamy, że ten zespół jest wystarczająco dobry, by wygrać Wschód bez niego”.
To mocne słowa. Nawet jeśli Knicks z Jalenem Brunsonem mogliby walczyć o najwyższe cele, brak Giannisa jest postrzegany jako niewykorzystany potencjał, który powinien przyświecać każdej strategicznej decyzji Rose’a.
Czy Knicks przegapili swój „moment prawdy” z Bucks?
Rewelacje z zeszłego lata sugerują, że okazja na transfer była bliżej niż się wydaje, a następnie uleciała jak dym znad Madison Square Garden. Jak donosili Shams Charania (ESPN) i Brian Windhorst, latem miały miejsce dwutygodniowe rozmowy między Knicks a Bucks, po tym jak Antetokounmpo rzekomo sygnalizował chęć przeniesienia się do Nowego Jorku. Charania opowiadał o tym w podcaście Flagrant:
„Był dwutygodniowy okres, w którym Knicks wiedzieli, że Giannis chce tam grać, podobnie jak Bucks. Rozmowy trwały, składano oferty. Nie zostało to sfinalizowane, ale Knicks mieli swoją szansę”.
Jednakże, jak dodał Windhorst, atmosfera była niepewna. Drużyny „nigdy nie doszły do konkretnego porozumienia co do transakcji”, ponieważ Knicks byli nieprzekonani, czy Bucks faktycznie chcą rozstać się ze swoim dwukrotnym MVP. Ta niepewność mogła okazać się decydująca. Czy to wahanie kosztowało ich sprowadzenie gracza, który kompletnie odmieniłby oblicze ligi?
Warto zauważyć, że paradoksalnie, pomimo szumu wokół potencjalnej wymiany, bukmacherzy wciąż widzą Knicks jako faworytów do pozyskania Antetokounmpo przed terminem 5 lutego. Oczywiście, problemem jest brak własnych wyborów w pierwszej rundzie, co wymusza kreatywność. Pakiet musiałby być zbudowany wokół graczy takich jak Karl-Anthony Towns, OG Anunoby i Mikal Bridges, potencjalnie angażując zespół trzeci w celu zdobycia brakujących aktywów draftowych. To twarda matematyka NBA.
Spokój w Nowym Jorku: Skupienie na teraźniejszości
Mimo tej ciągłej spekulacji, obecny stan drużyny Mike’a Browna wydaje się uspokajać zarząd. Knicks (bilans 18-7) notują fantastyczną passę, wygrywając dziewięć z ostatnich dziesięciu spotkań, a ich celem jest teraz zdobycie trzeciego z rzędu tytułu NBA Cup, którego finał odbędzie się we wtorek. Ian Begley z SNY donosi, że atmosfera w szatni i biurach jest zaskakująco spokojna:
„Knicks ‘lubią swój obecny zespół’ i nie czują presji, by dążyć do wymiany greckiego supergwiazdora”.
To klasyczna sytuacja: kiedy drużyna wygrywa, szum transferowy staje się mniej istotny. Jalen Brunson i reszta składu udowadniają, że są w stanie rywalizować na najwyższym poziomie bez Giannisa w składzie. Ostatecznie, czy to będzie mistrzostwo zdobyte siłą obecnego kolektywu, czy też „porażka” w kontekście niezdobycia supergwiazdy. Czas pokaże, czy Rose i spółka pożałują, że nie poszli „all-in” latem, gdy mieli Giannisa na wyciągnięcie ręki.









