Sezon 2025-2026 w NBA zdominowany jest przez niespodziewane gwiazdy, a konkurs rzutów za trzy punkty zapowiada się niczym zjazd asów po odświeżeniu kadry. Czy na horyzoncie pojawili się nowi pretendenci, którzy rzucą wyzwanie elitom, czy może to tylko chwilowy blask? Bierzemy pod lupę kandydatów, którzy swoimi celnymi bombami zasłużyli na zaproszenie do All-Star Saturday Night.
Sam Merrill: Nieoczekiwany kandydat z Cleveland, który namieszał w statystykach
Rozpocznijmy od postaci, która absolutnie zdominowała nagłówki na wschodzie ligi: Sam Merrill z Cleveland Cavaliers. To jest definicja przełomu. Były 60. wybór draftu prezentuje się w tym sezonie niczym materiał na All-Stara, a jego skuteczność rzutowa, jak na kogoś z tak niskiego numeru, jest wręcz historyczna. 19 listopada Merrill zajmował imponujące 12. miejsce w lidze pod względem celnych trójek. Co ciekawe, jego obecność na parkiecie roztoczyła takie „grawitacyjne pole”, że Donovan Mitchell, partner z drużyny, zalicza prywatnie najlepszy początek kariery, notując rekordowe występy.
Merrill nie jest nowicjuszem w kontekście konkursów rzutowych – dwa lata temu został zaproszony, choć ostatecznie nie mógł wziąć udziału, co dodaje mu pewnego rodzaju „ulicznego uznania”. Ostatnio dał o sobie znać w pewnej zagrywce z AJ Greenem, przypominając mu, ile trójek już w niego posłał. To ten typ gracza, który nie tylko trafia, ale i gra na psychice przeciwnika.
Wschodzący strzelcy: Kto dołączy do królewskiej rywalizacji?
Jeśli chodzi o konkurs za trzy, nie ma co czekać na oficjalne ogłoszenia; możemy prognozować na podstawie bieżącej formy. Oprócz Merrilla, na parkiecie widowiska z pewnością widzielibyśmy kilku kandydatów, których obecność byłaby równie uzasadniona co smakowita.
Weźmy na przykład AJ Greena z Milwaukee Bucks. Jako starter po raz pierwszy, Green pokazuje kosmiczną efektywność, trafiając 47,4% rzutów za trzy, przy blisko siedmiu próbach na mecz. Jeśli ten były nie-draftowany zawodnik z Northern Iowa nie dostanie zaproszenia, byłby to gigantyczny skandal.
Kolejny na liście musi być Kon Knueppel z Charlotte Hornets. Ten zawodnik przeżywa prawdziwą dyspozycję przez cały rok, w zespole, który polega na swojej młodej sile. Knueppel, absolwent Duke, trafia 40% z dystansu, decydując się na aż osiem prób na mecz. Jego gra z obwodu jest elektryzująca – zasługuje na udział równie mocno jak każdy inny.
Nie możemy pominąć Normana Powella, weterana, który w barwach Miami Heat rozkwitł jako numer jeden opcji ofensywnej, szczególnie że Tyler Herro wciąż czeka na swój debiut. Powell, mimo nieco niższej próby wolumenu, notuje ponad trzy celne trójki na mecz przy niesamowitym 46-procentowym wskaźniku. „Byłoby rozrywkowo zobaczyć nowego gwiazdora Miami w tym konkursie” – słusznie zauważono.
Elita ma swoje miejsce, ale czy obroni pozycję przed debiutantami?
Nieśmiertelny Stephen Curry z Golden State Warriors jest najlepszym strzelcem w dziejach, i nikt tego nie kwestionuje. Mimo że jego procent nieznacznie spadł w okolice 39%, rzuca 12 trójek na noc i po prostu jest obecny tam, gdzie chce. „Jest miejsce dla Stepha, kiedy tylko tego zapragnie” – to święte słowa w świecie koszykówki.
Jednak Curry nie jest jedynym uznanym strzelcem. Lauri Markkanen z Utah Jazz, już dwukrotnie zapraszany do konkursu, przeżywa fenomenalny sezon, notując średnią 30 punktów, w tym cztery trafione trójki. Po meczach na 40 i 51 punktów, Markkanen zasługuje, by rywalizować z najlepszymi.
Na koniec, Grayson Allen z Phoenix Suns. Jego niezawodność jest zaskakująca, biorąc pod uwagę, że nigdy nie brał udziału w tym konkursie. Wcześniej został pierwszym graczem Suns, który trafił 10 trójek w jednym meczu, i jest jednym z pięciu graczy z minimum 50 celnymi rzutami w lidze. Biorąc pod uwagę cztery sezony z efektywnością powyżej 40%, jego brak udziału jest zdumiewający i czas to naprawić.
A co z Cleveland? Lista, która zaczęła się od Merrilla, powinna zakończyć się Donovanem Mitchellem. Obaj gracze Cavaliers zasługują na obecność w konkursie 2025-26. Mitchell jest nie tylko w czołówce ligi pod względem celnych rzutów, ale utrzymuje prawie 39% skuteczności, rywalizując tempem z Currym i Tyrese’em Maxeyem. Mitchell, który już dwukrotnie brał udział w tym wydarzeniu, powinien być faworytem, a nie tylko zastępstwem.









