Wielkie dynastie NBA rzadko odchodzą bez echa, a sztab szkoleniowy Golden State Warriors to prawdziwa maszyna do produkcji talentów trenerskich. Teraz kolejna postać z kręgu Steve’a Kerra rusza na podbój, ale tym razem zmierzy się z zupełnie nowym wyzwaniem, poza męską elitą, w rozwijającej się lidze WNBA. Czy to kolejny dowód na dominację „Wojowników” w kształtowaniu koszykarskich umysłów?
Od wideo koordynatora do trenera WNBA: Fenomen Chrisa DeMarco
Golden State Warriors przez ostatnią dekadę byli synonimem pasma sukcesów. Zaczęło się od pierwszego tytułu w 2015 roku przeciwko Cleveland Cavaliers, a zakończyło na czterech mistrzostwach w ciągu dziewięciu lat – cóż, to klasyczna definicja dynastii. Nawet gdy na parkiecie dzieje się inaczej, ich wpływy w całej lidze trwają. Steve Kerr ma ten niezwykły dar – jego asystenci masowo przechodzą na główne stanowiska trenerskie w NBA. A teraz ta trenerska „drzewko” rozgałęzia się dalej.
Chris DeMarco, który przez ostatnie czternaście lat pełnił najróżniejsze funkcje w organizacji Dubs, zasuwał na pełnych obrotach. Jego droga była klasycznym przykładem systemowego rozwoju: zaczynał jako koordynator wideo w 2012 roku, by przed sezonem 2022/23 awansować na pełnoprawnego asystenta trenera. Przez ostatnie cztery kampanie zasiadał obok Kerra, chłonąc wiedzę. Teraz zmierza na szczyt trenerski w nowym środowisku: media donoszą, że DeMarco obejmie stanowisko głównego trenera New York Liberty w WNBA. To spora zmiana perspektywy, ale i dowód na zaufanie.
Nie jest on jedynym niedawno mianowanym trenerem z kręgu NBA, co sugeruje pewien trend. Zaledwie chwilę wcześniej, 30-letni asystent Cleveland Cavaliers, Alex Sarama, zgodził się zostać „człowiekiem u steru” w Portland Fire. Wszyscy ci specjaliści mają za sobą doświadczenie globalne lub solidne podstawy pracy z elitą. DeMarco wnosi ze sobą coś jeszcze: doświadczenie międzynarodowe na najwyższym poziomie.
Międzynarodowe szlify i presja bycia „tym od Curry’ego”
Warto pamiętać, że Chris DeMarco obecnie pełni także rolę pierwszego trenera męskiej reprezentacji Bahamów. To nie jest funkcja honorowa; z tą kadrą niemal dokonał historycznego czynu. Latem ubiegłego roku, w trakcie turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich, jego drużyna była o krok od zakwalifikowania się na najważniejszą imprezę sportową globu. Zwycięstwo 82-75 nad Argentyną postawiło ich na krawędzi, ale ostatecznie porażka z Hiszpanią zamknęła drzwi do debiutu. „To jest właśnie typ trenera, jakiego szukają zespoły. Ktoś z doświadczeniem na każdym froncie,” komentowano wówczas. Taka determinacja i bliskość sukcesu na poziomie reprezentacyjnym to potężny argument za jego kandydaturą.
Przenosiny do Nowego Jorku to jednak skok na głęboką wodę, zwłaszcza w WNBA, gdzie presja sukcesu narasta lawinowo. New York Liberty, które zdobyły tytuł zaledwie dwa lata temu, zaliczyły zimny prysznic w postaci pierwszej rundy play-offów przeciwko Phoenix Mercury w zeszłym sezonie, co doprowadziło do zwolnienia Sandy Brondello. W takim klimacie kluby szukają „powiewu świeżości”, odwracając się od utartych ścieżek. DeMarco ma natychmiast udowodnić swoją wartość – w tak dużym rynku i w lidze, gdzie rotacja na ławkach trenerskich jest ostatnio wyjątkowo dynamiczna.
Co dalej z gwiazdami Liberty pod wodzą nowego trenera?
Kiedy Chris DeMarco zamknie za sobą drzwi Oracle Arena i odłoży na bok analizy gry Stephena Curry’ego, Draymonda Greena czy nawet porównania z Jimmy’m Butlerem, czeka go monumentalne zadanie przebudowy składu Liberty. To nie będzie spokojne wejście.
Problem jest kardynalny: większość kluczowego składu jest obecnie na skraju wygaśnięcia kontraktów. Z dwoma zawodniczkami związanymi umowami na 2026 rok, nadchodzące tygodnie będą kluczowe dla odbudowy potęgi. Wśród graczek z niepodpisanymi kontraktami znajdują się absolutne filary: Sabrina Ionescu, przyszła członkini Galerii Sław Breanna Stewart oraz była MVP Jonquel Jones. Najpierw musi zostać skompletowany roster, a dopiero potem DeMarco będzie mógł zacząć implementować swoje filozofie.
W obecnych realiach WNBA, gdzie trenerzy są zwalniani po pojedynczych, nieudanych sezonach, presja na natychmiastowe rezultaty jest niemal brutalna. Zadanie numer jeden to zabezpieczenie kluczowych gwiazd długoterminowymi umowami. Następnie trzeba wrócić do walki, by zdetronizować Las Vegas Aces, które ponownie stanęły na szczycie. Wszyscy życzymy Chrisowi DeMarco powodzenia w tym nowym etapie. Kolejny absolwent kadry Warriors wyrusza w bój trenerski.









