Los Angeles Lakers znów grzebią w G League, szukając złota tam, gdzie inni widzą jedynie pył. Tym razem uwaga mediów (i tatusiów) skupia się na młodym Bronnym Jamesie, który na zapleczu ligi NBA staje przed zadaniem udowodnienia, że nie jest tylko nazwiskiem. Czy South Bay Lakers staje się poligonem doświadczalnym, czy raczej kuźnią talentów, które przejdą tę ostateczną próbę ognia?
Lakerland idzie na zaplecze: Po co mistrzowie nurkują w South Bay?
Los Angeles Lakers, drużyna od dawna przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi, ostatnio coraz śmielej korzysta ze swojego satelickiego klubu, South Bay Lakers. To nie jest już tylko rutynowa regeneracja sił – to pełnoprawny, krytyczny element rozwoju zawodników, zwłaszcza tych młodych i tych, którzy na głównej scenie gubią się w rotacji. W ostatnich tygodniach kluczowi gracze, tacy jak Drew Timme, Nick Smith Jr. i Chris Manon, regularnie meldują się w G League, by wykręcać minuty, których brakuje w Staples Center. W tym powrocie do rzeczywistości, gdzie każda strata jest boleśniejsza, a każdy celny rzut na wagę złota, bryluje także kilka innych postaci. Młody Adou Thiero wraca po kontuzji, a co najważniejsze, to właśnie Bronny James stał się stałym bywalcem parkietów G League, nieustannie demonstrując ewolucję swojej, na razie jeszcze niedoskonałej, gry.
Występy Bronny’ego: Szlifowanie diamentu, czy tylko cykliczne popisy?
James w ostatnim okresie zanotował wyjątkowo intensywny czas w barwach South Bay – cztery mecze w ciągu zaledwie sześciu dni, w tym dwumecze przeciwko Texas Legends i Valley Suns. Jego najnowsze wyczyny są intrygujące. W starciu z Suns (młodszymi braćmi Phoenix Suns) 21-latek zakończył mecz z 12 punktami, dwoma zbiórkami i asystą, trafiając 5 z 10 rzutów z gry, co świadczy o pewnej efektywności. Co więcej, w tych 23 minutach pokazał rosnące umiejętności defensywne, notując dwa przechwyty przy pewnym zwycięstwie South Bay 129-98.
Ale to występ sprzed kilku dni zwrócił na niego szczególną uwagę. Przeciwko tym samym Suns, Bronny zanotował swój tegoroczny rekord punktowy – 21 oczek! Tego dnia trafił 9 z 14 rzutów z pola, w tym jeden za trzy, a do tego dorzucił trzy zbiórki, dwie asysty i rekordowe cztery przechwyty. To jest obraz gracza, który walczy o swoje, nie oglądając się na nazwisko ojca.
Obiektywnie spójrzmy na całokształt sezonu w G League: po 13 występach James statystycznie notuje średnio 13,1 punktu, 3,6 zbiórki, 4,6 asysty i 1,0 przechwytu, trafiając przyzwoite 47,2% z gry, ale wciąż z trójki ledwo 31%. Jednak gdy zawężamy analizę tylko do siedmiu meczów sezonu zasadniczego, gdzie statystyki są najczęściej pod lupą działów skautingowych, jego punkty skaczą do 16,2 na mecz, a skuteczność za łukiem podskakuje do imponujących 39,5%. Co równie ważne, jego South Bay Lakers wygrali każde z dziewięciu ostatnich spotkań, w których on brał udział. Czy to przypadek? W koszykówce rzadko kiedy.
Tożsamość defensywna: Czy to jest bilet do NBA?
Statystyki punktowe, choć poprawiają się, wciąż są nieco niższe niż jego fenomenalna końcówka zeszłego sezonu, kiedy to plasował się w okolicach 21,9 punktu na mecz ze znacznie lepszą efektywnością z dystansu. Jednakże, to co teraz pokazuje James, wskazuje na coś głębszego niż tylko sezonowe wahania formy – chodzi o zmianę priorytetów.
Można odnieść wrażenie, że James świadomie przesuwa akcenty z czystej gry ofensywnej na aspekty, które często decydują o tym, czy młody zawodnik dostanie szansę w NBA. Mówimy tu o grze defensywnej, forsownych zagraniach (hustle plays) i zakłócaniu linii podań – aspektach, które często nie są widoczne w tradycyjnym box score. Ta defensywna przemiana może okazać się jego najjaśniejszą ścieżką do regularnych minut w najlepszej lidze świata.
Już w meczu przeciwko San Antonio Spurs przed All-Star, gdzie zanotował najlepszy wynik w sezonie pod względem punktów (12, ale dodał do tego 3 zbiórki, 6 asyst i blok), pokazał ten wszechstronny obraz. Po tamtym wydarzeniu sam zresztą zdefiniował swoją rolę, mówiąc reporterom:
„Powiedziałbym, że defensywa to rola, w której chcę błyszczeć. Mamy mnóstwo chłopaków, Lukę, LeBrona, AR (Austin Reaves). Ci faceci potrafią zdobywać punkty, kiedy tylko ich potrzebujemy. Ale potrzebują kogoś takiego jak ja, jak Vando (Torrey Craig), Jake (Morrow), kogoś, kto potrafi bronić.”
Taka mentalność jest dokładnie tym, czego ligowe organizacje szukają u młodszych graczy. Solidność w obronie, wysiłek i wszechstronność często decydują o tym, kto dostanie wezwanie („call-up”) i długoterminowy kontrakt, zwłaszcza gdy ofensywa wciąż jest w fazie szlifowania. James, pomimo swojego wzrostu 6 stóp i 2 cali (około 188 cm), notuje kilka przechwytów na mecz i regularnie notuje bloki. Zbilansowana, pracowita gra w obronie może być jego biletem na Wielkie Występy. South Bay, dzięki tym i innym młodym talentom, umocniło swoją pozycję, notując teraz 15 zwycięstw przy 8 porażkach i wygrywając pięć meczów z rzędu, co jest kluczowe na tym etapie sezonu.









