Ostatnie występy Bronny’ego Jamesa w Los Angeles Lakers wzbudzają mieszane uczucia, ale najnowsze doniesienia wskazują, że młody zawodnik poczuł wreszcie „flow” w realiach NBA. Czy to tylko chwilowa poprawa nastroju, czy może realny krok w budowaniu kariery niezależnej od cienia ojca? Dyskusja na temat jego przyszłości w lidze staje się gorętsza niż kiedykolwiek.
Czy Bronny odnalazł swój rytm za linią trzech punktów?
Kontrowersje wokół wyboru Bronny’ego Jamesa przez Los Angeles Lakers wydają się nie mieć końca. Z jednej strony, pozyskanie go było niemal wymuszone – gest, który miał zadowolić jego legendarnego ojca, LeBrona. Z drugiej strony, wyniki na parkiecie rodziły poważne pytania o jego przydatność w elitarnym gronie NBA. Jednak ostatnie mecze, w tym występy w G-League, przyniosły pozytywne sygnały, które utwierdzają młodego Jamesa w przekonaniu, żeera się adaptuje.
Sam zawodnik podzielił się swoimi odczuciami, podkreślając znaczenie regularnych treningów i pracy nad mechaniką rzutu. Jak relacjonował dla ESPN Dave McMenamin, Bronny wyznał:
„Dostałem coraz więcej rzutów, co pozwoliło mi poczuć się komfortowo z oddawaniem rzutów zza linii NBA. Stało się dla mnie naturalne po prostu rzucać, bez nadmiernego zastanawiania się. Nic wielkiego, po prostu nabieranie rutyny i dalsza ciężka praca nad moim rzemiosłem.”
Warto podkreślić, że problemy kardiologiczne, które skróciły jego karierę uniwersytecką, nie są wystarczająco często brane pod uwagę przy ocenie jego progresu. Dla każdego młodego talentu powrót po tak długiej przerwie na parkiet jest wyzwaniem, a Lakers mądrze wykorzystali G-League, aby dać Jamesowi potrzebny czas na boisku i odbudowanie pewności siebie.
Jak Lakers zarządzali rozwojem Jamesa? Cisza przed burzą?
Fakt, że Lakers są w grze o najwyższe cele, automatycznie oznacza marginalizację minut dla młodych, rozwijających się graczy na rzecz sprawdzonych weteranów. Dlatego decyzja o wysyłaniu Bronny’ego do South Bay Lakers w G-League okazała się kluczowa. To tam, przy większej swobodzie i większej liczbie minut, jego statystyki zaczęły mówić same za siebie.
Najważniejszym aspektem, bez którego nie ma mowy o utrzymaniu się w NBA, jest rzut z dystansu, a tu Bronny pokazał znaczący regres. Trafianie na poziomie 42% za trzy punkty w niższej lidze to sygnał, że uczy się ligowej koszykówki. Ta sprawność strzelecka jest kluczowa, jeśli chce utrzymać się w rotacji.
W zeszłych dwóch meczach po powrocie do pierwszego zespołu, trener Lakers, JJ Redick, zaczął mu ufać, dając mu ograniczone, ale widoczne minuty. W tych dwóch spotkaniach, łącznie grając przez 17 minut, zdobył 7 punktów przy 50% skuteczności z gry. To niewiele, ale fakt, że Redick wystawia go obok gwiazd, nawet jeśli są to mecze jednostronne, jest istotny. Jeśli Lakers przypieczętują wyższe rozstawienie, możemy zobaczyć więcej minut dla Jamesa pod koniec sezonu zasadniczego, zwłaszcza gdy LeBron i inni kluczowi gracze będą oszczędzani przed play-offami.
Czy Bronny ma realną ścieżkę do bycia graczem NBA, gdy odejdzie LeBron?
To jest sedno sprawy, prawdziwe „pytanie za milion dolarów”. Czy jakikolwiek zespół zdecyduje się zatrzymać Bronny’ego w składzie, gdy jego ojciec przestanie dyktować warunki transferowe i kadrowe? Żeby utrzymać się w rotacji bez statusu „syna gwiazdy”, musisz być albo wybitnym specjalistą, albo fundamentem defensywy.
Poprawiony rzut z G-League to świetny prognostyk, ale teraz musi przenieść te momenty na parkiet NBA. W przypadku zawodnika z ograniczoną rolą ofensywną, obrona staje się jego przepustką. To właśnie wszechstronna i twarda gra w defensywie będzie jego najkrótszą drogą do stałego miejsca w składzie.
Oczekiwania wobec Bronny’ego będą jasne: kilka celnych trójek i absolutna dyscyplina w obronie. Jego deklaracje o poczuciu komfortu w NBA mogą zwiastować owocniejszy sezon przyszły. Dodatkowo, zbliżająca się wolna agentura Austina Reavesa i LeBrona sprawia, że skład Lakers czeka przebudowa. To stwarza szansę dla Bronny’ego – albo na więcej minut w LA, albo na potencjalny transfer razem z ojcem do innej organizacji, która potrzebuje świeżej krwi (i medialnego szumu). Czas pokaże, czy presja sławy go zniszczy, czy ukształtuje w twardego koszykarza.









