Choć Boston Celtics wchodzili w niedzielę bez Super Bowl na fali pięciu zwycięstw z rzędu, energia z TD Garden nagle wyparowała po starciu z New York Knicks. Ta dotkliwa porażka (111-89) nie tylko przerwała serię, ale również uwypukliła rosnącą frustrację jednego z liderów zespołu, Jaylena Browna, którego uwaga skupiła się na kontrowersyjnych gwizdkach sędziowskich.
Dlaczego Celtics nagle stracili impet i co z tymi faulami?
Boston Celtics, po widowiskowym powrocie przeciwko Miami Heat, wyglądali na zespół gotowy na przerwę All-Star. Niestety, Knicks przejęli kontrolę nad meczem od pierwszej kwarty i nie pozwolili gospodarzom choćby zbliżyć się na dystans. Jalen Brunson zaserwował 31 punktów i 8 asyst, a Nowy Jork z dominującą skutecznością 40% za trzy punkty, zakończył wieczór pogromem 111-89.
Po tej bolesnej wpadce, uwaga mediów, a zwłaszcza Browna, skupiła się na powracającym problemie: drawingu fauli ofensywnych przez obrońców rywali. Browna ewidentnie nurtuje narracja, w której jego naturalny ruch rzutowy jest tłumiony przez defensorów, którzy celowo wchodzą w jego przestrzeń strzelecką.
W swoim wymownym wystąpieniu po meczu, gwiazda Celtics nie gryzła się w język:
„Nazywają to 50/50, w zależności od czego? Obrońcy po prostu wsadzają swoją twarz, a ja mam prawo wykonać mój normalny ruch rzutowy” – stwierdził Brown.
Jego irytacja była niemal namacalna. Brown jasno przedstawił swoją perspektywę, kwestionując standardy sędziowania, które wydają się faworyzować te taktyki, choć teoria NBA mówi o równości tych sytuacji:
„Tylko dlatego, że ich twarz tam jest, dają im faul ofensywny. Nie zgadzam się, ale wysłaliśmy nawet klipy do ligi, ale nie ma… oni za każdym razem nazywają to 50/50, niespójnie. Ale facet nie powinien móc wsadzić tam swojej twarzy i wyłapać faul ofensywny. Jeśli wykonuję mój normalny ruch rzutowy, to czy jego twarz tam jest, czy jej nie ma, to jest jego problem” – dodał sfrustrowany skrzydłowy.
Brown powiązał tę tendencję z całą serią spotkań, sugerując, że przeciwnicy nauczyli się, jak wykorzystywać tę niestabilność sędziowską przeciwko niemu. Jego zdaniem, to niemal kosztowało ich zwycięstwo w poprzednim meczu, a w starciu z Knicks sytuacja się powtórzyła. Mimo wszystko, zapowiedział, że nie zmieni swojego podejścia: „Po prostu będę dalej grał w koszykówkę”.
Czy problemy z gazem i „szklana ręka” zniszczyły szanse Celtics?
Choć skargi na arbitraż są uzasadnione i mają swoje podstawy, nie można zrzucić całej winy na gwizdki. Kwestie, które dręczyły Celtics w starciu z New York, miały bardziej przyziemny, ale fundamentalny charakter –fatalna skuteczność rzutowa.
Boston oddał zaledwie siedem celnych rzutów z dystansu na 40 prób. Mówimy tu o 17,5% skuteczności za trzy! To wynik, który skazuje każdą drużynę na porażkę, niezależnie od potencjału ofensywnego. Analizując ostatnie dwa mecze u siebie, Celtics trafili łącznie zaledwie 13 trójek na 62 próby w pierwszych połowach. Kiedy rzuty nie wpadają, presja na pozostałe elementy gry rośnie wykładniczo.
Jaylen Brown (26 punktów) starał się ciągnąć ten wózek, wspierany przez solidną, choć niewystarczającą, postawę Derricka White’a (19 punktów) i dynamiczny występ Baylora Scheiermana (10 punktów, 13 zbiórek, 5 asyst). Jednakże, to Knicks wykorzystali słabość rywala. Nowojorczycy rzucali z 60% skutecznością w pierwszej połowie, dominując fizycznie i narzucając swoje tempo. Jalen Brunson, wspierany przez Josha Harta (19 punktów), po prostu wykorzystał moment dekoncentracji i braku „iskry” w szeregach Zielonych.
Tatum wraca do gry: Czy to ocali sezon po niedzielnej wpadce?
Mimo że niedzielna porażka była gorzka, sytuacja Bostonu (bilans 34-19) wciąż jest solidna. Prawdziwe pytanie, które spędza sen z powiek fanom, nie dotyczy tego jednego meczu, ale powrotu ich najważniejszego gracza. A tutaj mamy dobrą wiadomość.
Jak donosi Shams Charania z ESPN, Jayson Tatum rozpoczął już kontrolowane mecze treningowe 5 na 5 z trenerami. To poważny krok naprzód w jego rehabilitacji po zerwanych ścięgnach Achillesa, które wykluczyły go z gry przez cały sezon.
Jednakże, jak podkreślono, Tatum bardzo ostrożnie podchodzi do swojego powrotu. Zawodnik stawia na pełną pewność co do swojego stanu zdrowia i kategorycznie odmawia powrotu „w cieniu”, ryzykując długoterminowe konsekwencje. Taka postawa jest w pełni zrozumiała dla kogoś o jego ambicjach i dotychczasowej karierze – nie musi nic nikomu udowadniać grając na pół gwizdka.
Celtics wykazali, że potrafią wygrywać nawet bez niego, a Brown zagrał fantastycznie w styczniu. Niemniej jednak, odzyskanie Tatuma w pełni sprawnego, to element, który może radykalnie zmienić trajektorię tej ekipy w kontekście walki o mistrzostwo. Najbliższe spotkanie z Chicago Bulls będzie testem, czy potrafią wrócić na właściwe tory bez względu na nastroje po starciu z Knicks.









