Jalen Brunson, autor niekwestionowanych sukcesów, po raz kolejny udowadnia, dlaczego jest sercem i duszą New York Knicks. Jego fenomenalna forma w grudniu zaowocowała prestiżową nagrodą, ale czy reszta ligi jest z tego zadowolona? Ta opowieść o dominacji rozgrywającego to dopiero początek sezonu pełnego zwrotów akcji, zwłaszcza gdy drużyna mierzy się z nagłymi problemami kadrowymi.
Brunson – królem Wschodu w grudniu. Czy to wystarczy na MVP?
Jalen Brunson stał się niekwestionowanym „franchise playerem” dla New York Knicks od czasu swojego przybycia do MSG w offseason 2022. Nie jest to opinia, lecz twardy fakt, poparty wynikami. W zeszłym sezonie poprowadził drużynę do pierwszego od 25 lat finału Konferencji Wschodniej, a obecne rozgrywki? Knicks notują imponujący bilans 23-10. Ostatnim, ale jakże wymownym potwierdzeniem jego klasy, jest tytuł Gracza Miesiąca na Wschodzie za grudzień.
Liga oficjalnie ogłosiła werdykt: „Obrońca Oklahoma City Thunder, Shai Gilgeous-Alexander, oraz obrońca New York Knicks, Jalen Brunson, zostali mianowani Graczami Miesiąca Kia NBA za mecze rozegrane w grudniu”. To trzecie takie wyróżnienie w karierze Brunsona, a drugie w tym sezonie (wcześniej wygrywał nagrody Gracza Tygodnia).
Grudzień był dla Brunsona po prostu kosmiczny. Osiągał średnio 30,6 punktu, 7,1 asysty i 3,2 zbiórki, notując niesamowitą efektywność rzutową na poziomie 47,5% z gry, 40,5% za trzy punkty i 82,6% z linii rzutów wolnych. To wszystko przełożyło się na bilans 10-4 dla Knicks, umacniając ich pozycję w walce o rozstawienie z numerem jeden na Wschodzie.
Pucharowe trofea i kontrowersje: Czy rywale zgrzytają zębami?
Warto pamiętać, że Brunson to nie tylko świetny sezon ligowy. Na początku miesiąca odebrał tytuł MVP Pucharu NBA 2025, po tym jak Knicks triumfowali nad San Antonio Spurs, zdobywając dla Wschodniego Wybrzeża pierwsze trofeum od czasów legendarnego mistrzostwa w 1973 roku. W samych meczach pucharowych dominował, notując 33,2 punktu i 5,8 asysty przy 53,3% skuteczności. Choć wsparcie mieli od graczy takich jak Mitchell Robinson czy OG Anunoby, to Brunson był absolutnym motorem napędowym tej maszyny.
Obecnie jego statystyki w 30 meczach to 29,4 punktu (siódmy wynik w lidze), 6,6 asysty i 48,8% skuteczności z gry. To poziom, który naturalnie stawia go w gronie kandydatów do MVP, co potwierdza jego czwarta pozycja w oficjalnym rankingu MVP NBA.
Jednak tak wydatna dominacja zawsze generuje szum. Gdy tylko ogłoszono nagrodę dla Brunsona, Jaylen Brown z Boston Celtics zareagował na platformie X (dawniej Twitter) lakonicznym „Smh” (skrót od shaking my head – kręcąc głową), co można interpretować jako dezaprobatę i przekonanie, że to on zasługiwał na to wyróżnienie. Choć liga to twarda rywalizacja, takie reakcje pokazują, jak wysoko postawiona jest poprzeczka w Konferencji Wschodniej.
Drużyna w rozsypce: Kontuzje nadciągają przed starciem z Hawks
Podczas gdy Brunson zbiera laury, sytuacja kadrowa w Nowym Jorku staje się niepokojąca. Knicks przygotowują się do kolejnego meczu, tym razem przeciwko Atlanta Hawks, których ledwo pokonali kilka dni wcześniej w strzelaninie punktowej, korzystając na absencji Trae Younga. Sztab szkoleniowy Knicks ma jednak własne problemy zdrowotne, które mogą zburzyć rozpęd drużyny.
Josh Hart, wszechstronny zawodnik określamy jako „do-it-all player” dla trenera, opuści mecz z powodu urazu kostki. Chociaż powrót jest blisko, Mike Brown z pewnością woli dmuchać na zimne.
Największe zmartwienie to jednak absencja Mitchella Robinsona. Zgodnie z doniesieniami Tima Bontempsa z ESPN, Robinson oficjalnie nie zagra z powodu problemów z kostką, a mecz ten jest traktowany jako „injury management”, co sugeruje, że jego stan zdrowia wymaga ostrożności. Dodatkowo, Karl-Anthony Towns znalazł się na liście graczy 'wątpliwych’ z powodu choroby, choć pozostawał 'game-time decision’, a Landry Shamet, który leczy uraz barku, choć wrócił do treningów kontaktowych, wciąż nie ma ustalonego terminu powrotu. Tak czy inaczej, nadciągające starcie z Atlantą będzie wymagało od Jalena Brunsona jeszcze większej kreacji, aby utrzymać ciągłość zwycięstw mimo widocznych luk w składzie.









