Napięcie w Kraju Aniołów rośnie, a na pierwszy ogień poszło nazwisko nowego trenera Los Angeles Lakers, J.J. Redicka. Choć debiutancki sezon miał być powiewem świeżości, seria ostatnich, bolesnych porażek sprawiła, że krytyka wylewa się zewsząd, podważając jego zdolności przywódcze. Czy były gwiazdor NBA jest faktycznie tym, który zawodzi, czy może to po prostu łatwy cel dla zblazowanych komentatorów?
Czy Redick pod presją już przegrywa? Argumenty byłego gracza
Kiedy J.J. Redick zamienił mikrofon z podcastu na ławkę trenerską Lakers, wszyscy spodziewali się rewolucji, tym bardziej że jego nazwisko w obliczu kontrowersji zawsze wywoływało gorączkę. Jednak dyskusja o jego wynikach powróciła ze zdwojoną siłą za sprawą Rashada McCantsa, byłego zawodnika Minnesota Timberwolves. Jak się okazuje, McCants, będąc stałym gościem w podcaście byłego gracza NBA Gilberta Arenasa, Gil’s Arena, nie owijał w bawełnę.
McCants skrytykował Redicka po serii upokarzających porażek, w tym wysokich stratach z Cleveland Cavaliers (różnicą trzydziestu punktów!), Sacramento Kings (uznawanymi za najsłabszych w Konferencji Zachodniej) oraz Portland Trail Blazers. Jego diagnoza jest brutalnie prosta i uderza w samo sedno zmiany pokoleniowej w sztabie szkoleniowym.
McCants dosłownie stwierdził, patrząc na to z perspektywy porażek: > „Kiedy Darvin Ham odszedł, [Lakers] byli w Finałach Konferencji Zachodniej. J.J. [Redick] przejął stery; nie wrócili tam. […] On nie wykorzystuje swojego potencjału.”
To mocne postawienie sprawy – sugerujące, że zmiana na ławce trenerskiej, zamiast przynieść progres, przyniosła regres względem osiągnięć poprzednika, Darvina Hama. Jest to oskarżenie o nieudolność, które rezonuje szczególnie głośno w kontekście oczekiwań związanych z drużyną z Los Angeles.
Dlaczego za kadencji Redicka tak łatwo o krytykę i kontratak?
Fenomen J.J. Redicka polega na tym, że zanim został trenerem, był jednym z najgłośniejszych analityków i publicystów w świecie koszykówki. Jego bezpośredniość i odwaga w ocenie gry innych, którą prezentował jako ekspert, teraz obraca się przeciwko niemu w nowej roli. W świecie NBA, gdzie trenerzy rzadko pozwalają sobie na publiczne krytykowanie własnych zawodników, Redick zrobił to na początku grudnia po druzgocącej porażce z Houston Rockets.
Wówczas, po stracie 23 punktów, Redick miał stwierdzić, że poziom zaangażowania jego zawodników był niegodny statusu profesjonalisty, mówiąc, że > „nie dbają wystarczająco, by być profesjonalistami”.
Taka postawa, choć z jednej strony jest próbą wymuszenia odpowiedzialności na graczy, dla wielu komentatorów stała się pretekstem do ataku na samego Redicka. Na przykład, Kendrick Perkins, analityk ESPN, publicznie skrytykował Redicka za tę postawę, argumentując, że problemy drużyny są zawsze w ostatecznym rozrachunku odzwierciedleniem pracy trenera. Perkins koncentrował się na etosie przywództwa, sugerując, że trener powinien brać na siebie ciężar za problemy w obronie i egzekucji, zamiast wskazywać palcem na innych. Podczas gdy Perkins kwestionował metodę rozliczania winnych, zarzut McCantsa jest głębszy – on po prostu twierdzi, że Lakers muszą być lepsi, niezależnie od tego, kto kogo obwinia.
Dwa oblicza Lakers pod wodzą Redicka: Atak lepszy, obrona katastrofalna
Analizując suche liczby, obraz drużyny Lakers pod wodzą Redicka jest co najmniej niejednoznaczny. Na ten moment, Lakers zajmują sensowne piąte miejsce w Konferencji Zachodniej z bilansem 29-18, co statystycznie jest bardzo zbliżone do tempa z poprzedniego sezonu (52-30 za kadencji Hama). Jednak sposób, w jaki ten bilans został osiągnięty, jest diametralnie inny.
W sezonie 2024-2025, pod wodzą Hama, Lakers mieli 12. najlepszą ofensywę i… 15. najlepszą obronę w lidze. Choć wydawali się drużyną przeciętną w obu aspektach, pewien szczęśliwy splot okoliczności i solidna gra w końcówkach meczów pozwoliły im „przebić” oczekiwania. Redick ewidentnie postawił na ofensywną finezję. Obecnie, atak Lakers wskoczył na znakomity poziom – jest szósty w NBA! To duży skok.
Niestety, ta ofensywna poprawa wydaje się być okupiona dramatycznym spadkiem formacji defensywnej. Według aktualnych danych, obrona Lakers spadła do poziomu szóstej najgorszej w całej lidze. To pokazuje klasyczny problem: próba wprowadzenia nowoczesnego, szybkiego basketu w zespole zbudowanym na innych fundamentach. McCants, krytykując ogólny stan rzeczy, uderza w ten właśnie chaos przejściowy. Dopóki wyniki będą niestabilne, a obrona oksymoronem, Redick będzie musiał znosić nie tylko krytykę analityków, ale i publiczne oskarżenia, nawet jeśli te płyną z ust byłego gracza, który na dany moment akurat nosił trykot Washington Wizards.









