Bostończycy znowu wygrywają, a cała liga zastanawia się, jak to robią. Seria pięciu zwycięstw z rzędu to imponujący wynik, zwłaszcza po niedawnych przetasowaniach w składzie, które mogłyby zdestabilizować każdą drużynę. Jednak to nie tylko zasługa Jaylena Browna czy zrekonstruowanej „jedynki”. Prawdziwy cios, który niespodziewanie przywrócił stary porządek, nadszedł z ławki rezerwowych.
Tajemnicza broń Celtics powraca w blasku fleszy
Boston Celtics, po podniesieniu bilansu do 34-18, udowodnili, że znają przepis na wygrywanie, nawet po tym, jak dokonali znaczącej wymiany tuż przed terminem. Oddanie Anferneea Simonsa i wyboru w drugiej rundzie do Chicago Bulls w zamian za Nikolę Vucevica we wtorek miało wzmocnić frontcourt, co z pewnością się udało. Jednak efekt domina, jaki ta zmiana wywołała w rotacji obwodowej, jest tym, co naprawdę elektryzuje TD Garden.
Zmiana ta natychmiast wpłynęła na rozgrywających. W środku tygodnia trener Joe Mazzulla podjął kluczową decyzję: Payton Pritchard, po 48 rozegranych meczach w podstawowej piątce, zszedł na ławkę rezerwowych. Czy to był akt desperacji, czy geniuszu? Najnowsza forma Pritcharda sugeruje to drugie.
W Teksasie, w meczu przeciwko Dallas Mavericks, Pritchard zanotował 26 punktów na skuteczności 12/20 z gry, rozegrawszy 35 minut. Natychmiast ożywił ofensywę po wejściu na parkiet w pierwszej kwarcie. Czy to nie brzmi znajomo? To jest właśnie ten Pritchard, który w zeszłym sezonie walczył o nagrodę dla Najlepszego Rezerwowego Ligi (Sixth Man of the Year) – gracz, którego styl gry opiera się na natychmiastowej ofensywie i nieustającej energii.
Mazzulla tłumaczył tę manewr potrzebą wzmocnienia rotacji w momencie, gdy po odejściu Simonsa pojawiły się luki w kreowaniu gry. Kiedy Derrick White schodzi na odpoczynek, Boston potrzebował kogoś, kto potrafi przejąć kontrolę. Pritchard idealnie wpasował się w tę niszę. Efekty te były widoczne od razu: w Houston dorzucił 27 punktów, a w piątkowym powrocie do domu, który zakończył się zwycięstwem 98-96 nad Miami Heat po odrobieniu 21 punktów straty, zapisał na konto 24 punkty. Łącznie w tych trzech spotkaniach notował średnio 25,7 punktu, grając blisko 35 minut na mecz. Zauważmy, że mimo bycia rezerwowym, gra teraz więcej minut niż na początku sezonu jako starter. Rola się zmieniła, ale obowiązki ewoluowały.
Liczby nie kłamią: Dlaczego powrót do roli szóstego gracza jest tak efektywny?
Pritchard przez cały sezon był jednym z najbardziej efektywnych strzelców w lidze, a rola rezerwowego tylko uwydatnia tę zaletę. Statystyki pokazują, że jest on obecnie najskuteczniejszym graczem w NBA w sytuacji izolacji, trafiając aż 63,5 procent swoich rzutów, gdy kreuje sobie pozycję sam.
Gdy wchodzi na parkiet przeciwko drugim jednostkom rywali, otrzymuje więcej przestrzeni do operowania. Przeciwnicy stają przed trudnym wyborem: albo spróbować nadążyć za jego tempem, albo dać się zniszczyć jego skutecznością rzutową. Przeważnie nie są w stanie zrobić obu rzeczy naraz.
Ta powtarzalność i jakość są kluczowe. Pritchard nie wymusza rzutów ani nie stara się zrobić zbyt wiele. Gra w strukturach ofensywnych zespołu i bierze to, co daje mu obrona. W Dallas był niesamowity (12/20 z gry), w Houston trafił połowę trójek, a przeciwko Heat, mimo że wszedł w trudnym momencie, oddał 8 celnych rzutów na 15 prób, napędzając kluczowy powrót.
Co zyskują Celtics przez takie rozkładanie minut? W momencie, gdy White odpoczywa, Boston potrzebuje kogoś, kto potrafi rozegrać akcję, narzucić tempo i poukładać ofensywę. Pritchard robi to doskonale. Jak sam Mazzulla musiał zauważyć po meczu z Heat: drużyna potrzebowała lidera do odrobienia strat, a zawodnik z ławki dostarczył 24 punkty. Ta elastyczność staje się tym ważniejsza, jeśli Jayson Tatum wróci przed fazą play-off. Z Tatumem w pierwszej piątce, Pritchard z ławki zapewni ofensywną ciągłość, gdy Brown i Tatum będą odpoczywać.
Odważna gra Mazzulli, która otworzyła puszkę Pandory
Wymiana na Vucevicia załatała dziurę pod koszem, ale z perspektywy czasu wydaje się, że to przesunięcie Pritcharda było cichym, ale równie ważnym strategicznym ruchem. Pamiętajmy, że Pritchard spędził pierwszą połowę sezonu udowadniając, że potrafi być starterem z prawdziwego zdarzenia. Ostatnie trzy mecze pokazały jednak coś ważniejszego: potrafi dominować w każdej roli, jakiej potrzebuje drużyna.
Sześć zwycięstw z rzędu może być na horyzoncie, gdy zmierzą się z New York Knicks w niedzielę przed przerwą All-Star. Dla Celtics Pritchard nie musi być w pierwszym składzie, by produkować. Potrzebuje piłki w rękach i swobody, by atakować. Obecnie Mazzulla ustawił go dokładnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebny, a Celtics na tym korzystają. To nie jest przypadek – to powrót do najlepszej wersji ich enigmatycznego „szóstego zawodnika”.









