Celtics rozważają powrót Roberta Williamsa w celu wzmocnienia rotacji centrycznej.

Boston Celtics udowadniają, że ich krytycy się mylili. Choć miał to być rok przejściowy, drużyna pod wodzą Joe Mazzulli zajmuje obecnie trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej, notując drugą najlepszą ofensywę w całej lidze NBA. Ta niespodziewana forma rodzi jednak pytania o to, co dalej – zwłaszcza w kontekście rotacji podkoszowej, gdzie Brad Stevens może potrzebować mocnego wzmocnienia, aby marzenia o głębokim runie w playoffach stały się rzeczywistością.

Czy powrót „Roblina” to klucz do Mistrzostwa dla Celtics?

Wydaje się, że po letnich roszadach, gdzie z Bostonu odeszli tacy gracze jak Kristaps Porzingis (w wymianie), a Al Horford i Luke Kornet pożegnali się z klubem w wolnej agencji, pod koszem zapanowała pewna pustka. Choć gracze tacy jak Neemias Queta i Luka Garza pokazali przebłyski, potrzebny jest kolejny solidny big man, który ustabilizuje strefę podkoszową. I tu na scenę wkracza sensacyjna plotka.

Jak donosi Chris Mannix z Sports Illustrated, analizując sytuację w programie „NBA on NBC”, Brad Stevens może rozważać sprowadzenie z powrotem Roberta Williamsa III z Portland Trail Blazers. Mannix stwierdził: „A Robert Williams… on idealnie wpasowałby się w to, co robią Celtics. Ma znajomość personelu. Od lat jest bardzo blisko z Jaysonem Tatumem. Myślę, że to ktoś, kogo Celtics będą mieli na oku i może z kimś porozmawiają z Portland w najbliższych tygodniach, albo właściwie najbliższych tygodniach.”

Powrót Williamsa miałby sens. Spędził on pięć sezonów w Bostonie (2018-2023) i jego umiejętności – zwłaszcza spektakularne wsady i blokowanie rzutów – doskonale pasowałyby do obecnego stylu gry Celtics. Kiedy był zdrowy, Williams jawił się jako jeden z najlepszych defensywnych centrów w NBA, oferujący niezawodną fizyczną obecność i odstraszanie rywali przy obręczy.

Ryzyko czy nagroda? Dylemat kontuzji Roberta Williamsa

Oczywiście, pomysł reinkorporacji Williamsa niesie ze sobą olbrzymie „ale”. Jego historia kontuzji to niemal epopeja. Ostatnie występy w Portland Trail Blazers również zostały zdziesiątkowane przez problemy zdrowotne. W swoim pierwszym sezonie w Oregonie zagrał tylko w sześciu meczach. W zeszłym sezonie wystąpił w zaledwie 20 spotkaniach. Przez całą swoją ośmioletnią karierę w NBA, w której z pewnością byłby kluczowym elementem rotacji, Williams zagrał w zaledwie 261 meczach.

Stevens musi zadać sobie fundamentalne pytanie: czy potencjalne korzyści płynące z posiadania zdrowego Williamsa przewyższają permanentne ryzyko związane z jego ciałem? To klasyczny hazard, w którym nagrodą jest potencjalny tytuł, a karą kontuzja w kluczowym momencie sezonu.

Dlaczego Luke Kornet opuścił zielone szeregi? Koniec pewnej ery

Zanim w ogóle doszło do spekulacji o Williamsie, większość analityków uważała, że Stevens powinien za wszelką cenę zatrzymać Luke’a Kornetta, który był jednym z elementów układanki mającej szansę na mistrzostwo. Cóż, Kornet wybrał jednak lukratywniejszą ofertę od San Antonio Spurs, podpisując czteroletni kontrakt opiewający na 40 milionów dolarów.

Kiedy Kornet rozmawiał z mediami przed porażką Bostonu z San Antonio (95:100) 10 stycznia, wyjaśnił powody swojej decyzji. Nie chodziło tu o samą koszykówkę, lecz o życiową ścieżkę. Jak stwierdził Kornet: „Ostatecznie wybór był pomiędzy tu [San Antonio] a Bostonem. Czuję, że oczywiście odbyło się mnóstwo rozmów z moją żoną i szczerze mówiąc, wiele modlitw i uświadomienie sobie, gdzie jesteśmy w życiu, i było to bardzo, bardzo trudne opuszczenie [Bostonu]. Tyle relacji.”

Kornet kontynuował swoje wywody: „Ale myślę, że czuliśmy, że jesteśmy w innej części życia i musieliśmy być otwarci na to, gdzie Bóg nas skieruje i dokąd nas to zaprowadzi. Akceptujesz to i robisz krok naprzód.”

W obliczu finansowego i osobistego odejścia Kornetta, ponowne włączenie Williamsa do składu nabiera strategicznego sensu. Williams zna kluczowych graczy, ma doświadczenie gry w Bostonie i pracował z Joe Mazzullą, gdy ten pełnił funkcje asystenta zarówno pod Bradem Stevensem, jak i Ime Udoką. Pytanie pozostaje otwarte: czy ta znajomość przeważa nad jego niepokojącą historią zdrowotną? Najbliższe tygodnie pokażą, czy Danny Ainge, a może bardziej realistycznie, Brad Stevens, zdecydują się na ten ryzykowny, ale potencjalnie wysoce dochodowy ruch.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482