Jesteśmy tuż przed połową sezonu, a Boston Celtics, wbrew wielu prognozom, nie tylko trzymają się mocno, ale wręcz prezentują się jak ekipa gotowa do walki o najwyższe cele. Jednak im bliżej play-offów, tym więcej pytań narasta nad zielonym parkietem, zwłaszcza w kontekście powrotu kontuzjowanej gwiazdy. Czy ten zespół ma wszystko, by podbić Wschód, czy też nadchodzący przełom roku przyniesie zaskakującą rewolucję?
Czy powrót Tatuma zmieni receptę na sukces Celtics?
Po niedawnym meczu w Atlancie, można odnieść wrażenie, że Boston Celtics skierowali swoje narty prosto na zjazd w stronę play-offów, a wielu ekspertów z branży koszykarskiej zakładało, że wejście do tej „imprezy” będzie wymagało walki przez drzwi play-in. Tymczasem „Celtics” odprawili wizję roku przerwy i, mimo że ostatnio zanotowali serię porażek skromną sumą siedmiu punktów, we wtorek obudzili się na trzecim miejscu Konferencji Wschodniej, tuż za New York. Taki stan rzeczy rodzi nieustanne pytania wśród dziennikarzy: jak daleko może zajść ten zespół w tym sezonie?
Odpowiedź na to, jak daleko zajdą Celtics, zależy od odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Po pierwsze, czy Jayson Tatum wróci do gry? Jeśli tak, ile czasu zajmie jego oczywisty talent, by zintegrować się z rotacją, która ewidentnie uległa zmianie od momentu jego absencji? Następnie pojawia się kwestia Jaylena Browna — jak on osobiście dostosuje się, by zrobić miejsce dla tej nowej (a raczej starej) ważnej broni?
Co więcej, nie możemy ignorować nadchodzącego terminu granicznego transferów 5 lutego. Ludzie mówią o wartości Anfernee Simonsa na rynku – o talencie punktowym i wygasającym kontrakcie – ale rozwój młodych graczy również podniósł ich wartość giełdową. I nie zapominajmy o troskach związanych z pierwszym i drugim apronem (limitem luksusu), które mogą dyktować proces decyzyjny.
Mimo wszystko, reszta ligi, choć pod wrażeniem tego, co Joe Mazzulla i Celtics osiągnęli, budując ducha rywalizacji, nie jest w stu procentach przekonana co do ich potencjału w fazie posezonowej. Jak jeden z dyrektorów ligowych wyznał portalowi Heavy on Celtics: „To zupełnie inna gra w play-offach. Możesz skupić się na rywalu – jak chcesz poradzić sobie z jego mocnymi stronami i wykorzystać słabości. Boston zasługuje na szacunek za to, jak ciężko pracują i jak wiele osób wnosi swój wkład. Ale nie spędzisz wiele czasu na przygotowaniach do nich w sezonie zasadniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak mało obecnie trenujemy”. Dyrektor dodał: „Jeśli utrzymają to, co robią teraz, gdy nadejdą play-offy, będzie to najlepsza historia w koszykówce. Ale kto wie, jak będą wyglądać wtedy? Kto wie, jak my będziemy wyglądać? Wszyscy jesteśmy tylko jedną kontuzją od poważnych kłopotów”.
Szanse dla Quety i Gónzaleza – zmiana jako katalizator rozwoju
Z drugiej strony, zmiany i urazy zawsze otwierają drzwi dla nowych możliwości. To jest właśnie ten mroczny, ale i ekscytujący aspekt zarządzania składem w NBA.
Neemias Queta gra lepiej, niż większość zwolenników Celtics miała prawo oczekiwać – i wydaje mi się, że jego gra będzie jeszcze lepsza, gdy opanuje kwestię fauli. Jednak jako duży, który nie operuje rzutem z dystansu, Celtics musieli odejść od schematów, w jakich wykorzystywali tę pozycję przy wszechstronności Kristapsa Porzingisa i Ala Horforda. To właśnie w tym obszarze Mazzulla musiał wykazać się największą kreatywnością, próbując stworzyć przestrzeń, której tak bardzo pragnie.
Czy ktoś z was sądził, że Hugo Gonzalez, który za trzy tygodnie skończy 20 lat, od razu będzie wyglądał tak dobrze? Kłamca. Jego statystyki są przyzwoite, a jego zaangażowanie zaskarbiło mu uznanie kibiców „Celtics”, którzy cenią ciężką pracę. Oczywiście, etyka pracy powinna być standardem, zwłaszcza u młodego gracza próbującego wejść do nowego zespołu w nowym kraju, ale Gonzalez wyniósł to na poziom „koleś, który całuje parkiet” à la Dave Cowens.
To, co uderzyło mnie nawet na początku sezonu, to jego zrozumienie gry. On widzi parkiet w sposób, którego niektórzy nigdy nie opanują lub nie zechcą. Podobnie jak w przypadku odczytywania oczy rozgrywającego, można zobaczyć proces myślowy Hugo rozwijający się błyskawicznie, gdy poruszają się elementy gry wokół niego. Podczas gdy tak wielu graczy egzystuje we własnym świecie, ten 6-stopowy i 6-calowy zawodnik ma widok z 30 000 stóp. Posiada umiejętność antycypowania przepływu gry na poziomie weterana – wow, on to widział. Aktualnie Gonzalez pracuje na swoje miejsce twardą obroną i dobieganiem do odpowiednich pozycji po drugiej stronie parkietu. Ale poczekajcie, aż zobaczycie, jak ofensywa może przez niego przepływać, gdy dostanie więcej minut w nadchodzących latach. W miarę jak Celtics będą nawigować po limitach luksusu, Hugo jest asem Brada Stevensa w kapeluszu w kontekście pułapki słonej.
Co dalej z Anfernee Simonsem? Od zmiennika do kluczowego elementu układanki?
Ciekawie było obserwować, jak zmieniało się postrzeganie Simonsa przez fanów Celtics – od oczekiwania, że zostanie wymieniony chwilę po przybyciu, do: „hej, możliwość włączenia kogoś, kto potrafi zdobywać punkty w mgnieniu oka, jest fajna”. Jeśli dotrwa w zielonym w tym sezonie, jego nieograniczona wolna agentura prawie na pewno wykluczy go z pozostania w Bostonie. Ale jeśli elementy dopasują się do zdrowia Tatuma i dobrze przeprowadzonego transferu pod kątem wzrostu (size), Simons może okazać się bardzo interesującym elementem wiosny w Bostonie.
Jego procenty rzutowe wzrosły, ale minuty spadły o ponad 25 procent w stosunku do zeszłego roku w Portland. Mimo to, jest zagrożeniem, które może eksplodować w każdej chwili i zmienić bieg meczu. Śmieję się, przywołując ten entuzjastyczny cytat przedsezonowy od dyrektora konkurencyjnej drużyny na temat Simonsa: „Jak mówią młodzi, on jest bucketem [synonimem strzelca]. On jest. Ten gość jest bucketem. Potrafi naprawdę nakarmić siatkę. I pamiętajcie, on notował około 20 punktów na Zachodzie. Co on zrobi w Konferencji Wschodniej, która jest DUŻO mniej konkurencyjna? Jak to możliwe, że nie będzie zdobywał punktów i to dużo?”.
Nie chcąc porównywać tych dwóch strzelców poza pewną względną analogią, w tej chwili Mazzulla jest do Simonsa tym, czym Dean Smith był dla tego Jordana. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę skład rotacji, ale gdy obrona skupi się na Jaylenie Brownie i potencjalnie na Tatuma w play-offach, Simons może wykonać te kilka kluczowych akcji, o których Mazzulla lubi mówić, że decydują o wyniku.









