Celtics wahają się nad wymianą Jaya Browna do Portland.

Sprawa Jaya Brown’a po niepowodzeniu w sprawie Antetokounmpo znowu rozgrzewa parkiety NBA. Czy Boston Celtics faktycznie rozważają wymianę MVP Finałów z 2024 roku? Propozycja z Portland Trail Blazers, choć ciekawa, wydaje się być jednak niewystarczająca, by pożegnać się z tak kluczowym zawodnikiem.

Jaylen Brown na wylocie? Dlaczego wymiana z Trail Blazers budzi kontrowersje

Zanim jeszcze opadł kurz po nieudanej próbie sprowadzenia Giannisa Antetokounmpo, pojawiły się kolejne spekulacje dotyczące przyszłości Jaya Browna w Boston Celtics. Amerykańskie media, z Grantem Hughesem z Bleacher Report na czele, rzuciły na stół konkretną propozycję wymiany, która miałaby wysłać Browna do Portland Trail Blazers. W zamian Boston miałby otrzymać Jrue Holidaya, Jerami Granta oraz dwa wybory w pierwszej rundzie draftu z 2028 roku (od Portland i Orlando). Hughes słusznie zauważa, że ze względu na wartość kontraktów Granta i Holidaya, Blazers musieliby dorzucić oba te cenne wybory, a Celtics mogliby wręcz celować w nieco więcej.

To jest, powiedzmy sobie szczerze, godny punkt wyjścia do rozmów. Powrót Holidaya byłby sentymentalnym strzałem w dziesiątkę – zna system, pomógł zdobyć tytuł i natychmiast wprowadziłby do składu defensywną twardość oraz stabilizację w rozgrywaniu piłki. Grant to solidny weteran na pozycji skrzydłowego, zdolny do ofensywnych zrywów i gry na kilku pozycjach. Dwa przyszłe wybory w drafcie to kapitał, którego potrzebuje każdy zespół walczący o mistrzostwo. Jednakże, jeśli Brown jest faktycznie na rynku po fiasku z Antetokounmpo, taki układ powinien sprawić, że zarząd Celtics przynajmniej na chwilę zamarza w bezruchu.

Czy Brown to tylko „użyteczne elementy”? Czy to nie jest spadek jakości?

Jrue Holiday to najbardziej intrygujący element tej propozycji z perspektywy Bostonu. Wiemy, co dostajemy: sprawdzony lider, mistrzowskie doświadczenie i pewność, że w play-offach nie zawiedzie u boku Jaysona Tatuma, Derricka White’a i reszty składu. To jest wartość, której nie da się przecenić. Ale to w żaden sposób nie czyni go zamiennikiem Browna.

Brown to pięciokrotny uczestnik Meczu Gwiazd i MVP Finałów NBA w 2024 roku. W zeszłym sezonie, mając 29 lat, notował życiową średnią 28,7 punktu, a Celtics dobrnęli do 56 zwycięstw, mimo że przez dużą część sezonu grali bez Tatuma. Wymiana zawodnika o takim profilu za dwóch weteranów i przyszłe wybory w drafcie to nie jest korekta kursu – to decyzja kształtująca franczyzę na lata. Do tego dochodzi kwestia kontraktu. Brown wchodzi w drugi rok z supermaxem opiewającym na 5 lat i 286,2 miliona dolarów, obowiązującym do końca sezonu 2028-29.

Jerami Grant też teoretycznie pasuje do układanki. Jest dużym skrzydłowym, który potrafi rzucać z dystansu i bronić przeciwko kilku pozycjom w rotacji rywali. Pytanie brzmi, czy jest on czystym uzupełnieniem Tatuma, czy może tylko drogowskazem do droższej, ale lepszej wersji tego samego archetypu gracza, jakim dysponuje już Boston.

W tym tkwi sedno problemu: ten pakiet daje Bostonowi użyteczne elementy. Nie daje on jednak jasnej przewagi w postaci najlepszego gracza w wymianie, najczystszej sytuacji finansowej ani nowego, młodego filara, na którym można budować przyszłość.

Komentarze Brada Stevensa: Drzwi zostają uchylone

Po niepowodzeniu w transferze Antetokounmpo, prezes operacji koszykarskich Celtics, Brad Stevens, starał się uspokoić nastroje dotyczące Browna. Jak donosi Reuters, Stevens stwierdził, że Brown pozostaje „ważną częścią nas”, mimo doniesień, że Boston oferował go w pakiecie Milwaukee przed przenosinami Giannisa do Miami.

To ma znaczenie. Ale to nie jest deklaracja o nietykalności. Jak skomentował The New York Post, Stevens był „niezobowiązujący” co do długoterminowej przyszłości Browna w wyniku rozmów o Giannisie. Podobnie, CelticsBlog zauważył, że choć Stevens chwalił Browna i podkreślał komunikację, to nigdzie nie wykluczył przyszłych możliwości transferowych.

To stawia Boston w niezręcznej sytuacji. Mogą mówić, że cenią Browna – i to może być stuprocentowo prawda. Ale kiedy ten kaliber gwiazdy zostaje włączony do poważnych rozmów transferowych, konkurencyjne zespoły mają tendencję, by wciąż dzwonić. Portland jawi się jako zespół, na który warto zwrócić szczególną uwagę.

Celtics powinni wymagać więcej od Blazers

Najczystszy wniosek z tej sytuacji nie jest taki, że Trail Blazers są złym partnerem handlowym. Ten wniosek to raczej to, że ta propozycja powinna być traktowana jako otwarcie ram negocjacyjnych. Jeśli Boston ma wymieniać Browna na Wschodnie Wybrzeże, musi oczekiwać albo czystszego układu finansowego, bardziej kuszącego młodego gracza, albo większej liczby wyborów w drafcie. Hughes sam przyznał, że żądanie trzeciego wyboru lub innej wymiany kadr zamiast Granta byłoby rozsądne. Z perspektywy Bostonu wydaje się to tym bardziej prawdopodobne.

Dopóki Tatum jest centralnym punktem tej układanki, Celtics nie są w fazie przebudowy. Wymiana Browna musiałaby albo pomóc Bostonowi walczyć o mistrzostwo teraz, albo stworzyć bazę pod kolejny tytuł wokół Tatuma. Holiday i Grant częściowo realizują ten pierwszy cel. Wybory w drafcie – tylko potencjalnie ten drugi.

Dlatego w każdej poważnej rozmowie z Portland na linii Celtics – Blazers, musiałby pojawić się ktoś taki jak Donovan Clingan, Toumani Camara czy Shaedon Sharpe. Blazers by temu stawiali opór, ale Boston nie musi sprawiać, że czują się komfortowo. Sharpe, w szczególności, wydaje się być elementem, którego potrzebują Celtics, a z którego Portland byłby skłonny zrezygnować. Jeśli Brown jest dostępny, Celtics potrzebują więcej niż Holidaya, Granta i dwóch przyszłych wyborów. Ten pakiet jest wiarygodny do dyskusji. Nie jest jednak wystarczająco mocny, by zakończyć rozmowę.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483