Rewolucja w Bostonie? Choć Joe Mazzulla może spać spokojnie, Keltowie dokonują ruchów w głębi składu, które mogą zaskoczyć. Ostatnie zwycięstwo nad Knicks, wywalczone bezintensité Jayson Tatuma, pokazuje, że fundamenty są mocne, ale organizacja nieustannie szuka wzmocnień tam, gdzie nikt się nie spodziewa. Czy ten transfer „po cichu” do Maine to tylko ćwiczenie rozwojowe, czy może ukryty klejnot na przyszłość?
Drugi garnitur Celtics: kto dołączył do Maine i czy to ma znaczenie dla NBA?
Ruch, który nie wpłynie na bieżącą rotację trenera Joe Mazzulli, ale idealnie rezonuje ze strategią budowania składu Boston Celtics, miał miejsce w tym tygodniu. Mimo że Boston – z bilansem 12–9 po solidnym zwycięstwie nad New York Knicks – stabilizuje swoją wczesnosezonową formę, z dala od świateł jupiterów doszło do znaczącego wzmocnienia w systemie rozwojowym.
Michael Scotto z HoopsHype poinformował, że Maine Celtics, macierzysta drużyna G League, przejęła z listy zwolnionych graczy byłego gracza pierwszej rundy draftu, Keona Johnsona. To 23-letni obrońca z solidnym doświadczeniem w NBA, który trafia prosto do „piekarnika” rozwojowego organizacji.
„Keon Johnson został przejęty przez zaplecze Celtics w G League, Maine Celtics” – donoszą źródła dla @hoopshype. „Johnson jest już w pełni zdrowy. W zeszłym sezonie w barwach Brooklyn Nets zanotował średnio 10,6 punktu, 3,8 zbiórki, 2,2 asysty i 1,0 przechwytu w 79 meczach, w tym 56 jako starter.”
Johnson kiedyś budził duże nadzieje, wybrany z numerem 21 przez Los Angeles Clippers w drafcie 2021 roku. Jednak jego pierwsze lata w lidze były turbulentne – przemieszczał się między LA, Portland a Brooklynem, częściowo w wyniku wymian, w tym tej z udziałem Damiana Lillarda.
Zeszły sezon był dla niego najbardziej stabilny. W barwach Nets faktycznie grał znaczącą rolę. Ciągła aktywność, presja na piłce i zdolność do gry w szybkich systemach to jego atuty. Jednak dodanie przez Brooklyn pięciu graczy z pierwszej rundy w czerwcu wymusiło cięcia. To Tyrese Martin wygrał walkę o ostatnie miejsce w rotacji, a Johnson trafił na listę zwolnionych. Maine dostrzegło szansę.
Jak wygląda G League, która pnie się w górę? Wzmocnienie dla rozpalonej maszyny
Maine Celtics ostatnio prezentują się fantastycznie. Po startowych 0–3 odbili się, wygrywając sześć kolejnych spotkań, plasując się tuż za Raptors 905 na drugim miejscu konferencji Wschodniej G League.
Wielka zasługa w tym zakresie przypada zawodnikom dwukierunkowym, którzy regularnie muszą opuszczać zespół, by wspierać kadrowo Boston, np. z powodu kontuzji pierwszej drużyny. Mowa tu o Ronie Harperze Jr., Maxie Shulga i Amari Williamsie. Ta niestabilność otworzyła drzwi dla reszty składu, a ci zawodnicy to wykorzystali. Stefan Todorovic zanotował ostatnio 31 punktów w meczu z Westchester Knicks.
Obecnie Harper Jr. prowadzi zespół w punktach ze średnią 29,2 punktu na mecz. Shulga dokłada 13,8 punktu i 6,4 asysty, a Williams zbiera 10,6 zbiórki przy 12,7 punktu. To drużyna grająca z impetem, głębią i strukturą. Dodanie Johnsona, gracza z realnym doświadczeniem w NBA, to jak włożenie wyższej klasy oleju do już dobrze pracującego silnika.
Taylor Snow skomentował ten ruch: „Świetny ruch dla Maine, dodanie Keona Johnsona. Zawodnik z pierwszej rundy z 2021 roku wraca po najlepszym sezonie w karierze dla Brooklynu (79 meczów, 56 startów) ze średnimi 10,6 punktu, 3,8 zbiórki i 2,2 asysty na mecz.”
Co Johnson wnosi do systemu, który już funkcjonuje? Nie tylko łatki na dziury
Kiedy dołącza się do zespołu, który już złapał rytm, zadanie jest jasne: nie pogorszyć, a wzmocnić. Johnson nie przychodzi ratować Maine, ale wnosi do nich rzadko spotykaną mieszankę atletyzmu i obrony na krawędzi NBA.
Jego doświadczenie z Brooklynu pokazało, że potrafi dobrze przechodzić przez zmiany krycia (switches), naciskać na rozgrywających i wypełniać luki w kreowaniu gry. Ponadto, jego styl gry, nastawiony na tempo, idealnie pasuje do estetyki, jaką chce pielęgnować Maine.
Pamiętajmy, że Johnson nie kwalifikuje się do umowy dwukierunkowej (two-way contract). To nie jest więc przesłuchanie na natychmiastową rolę w Bostonie. To inwestycja rozwojowa, szansa na zbadanie potencjału gracza, który ma narzędzia, by kiedyś wrócić na parkiety najlepszej ligi świata. Maine udowodniło już wielokrotnie, że potrafi wydobyć maksimum z graczy głębiej w hierarchii.
Ostatnie słowo dla Keltów: stabilność to klucz do wielkości
Keon Johnson otrzymuje w Maine szansę na ponowne ugruntowanie swojej pozycji w uporządkowanym środowisku. Celtics oferują mu stabilność, jakość trenerską i zespół, który – pomimo potknięć na starcie – zmierza we właściwym kierunku.
Oczywiście, mało prawdopodobne jest, byśmy zobaczyli go w TD Garden w tym sezonie, ale bycie częścią systemu, który aktywnie zarządza swoimi zasobami, daje mu przejrzystą ścieżkę do odbudowy wartości i utrzymania gotowości bojowej. Jeśli zaadaptuje się, Boston zyskuje kolejnego, potencjalnie użytecznego obrońcę w swoim „potoku rozwojowym”. Jeśli nie, ruch ten i tak wpisuje się w logikę zarządzania głębią składu i długoterminowego planowania drużyny z Massachusetts. Dla Johnsona to po prostu szansa, która nadarzyła się we właściwym momencie.









