Celtics z Anfernee Simonsem w ręku: klucz do handlu czy szansa na rozwój?

Boston Celtics są już po pierwszym miesiącu sezonu, a mimo tymczasowej absencji Jaysona Tatuma, uwaga ligi powoli przesuwa się na moment, w którym składy zaczną być redefiniowane. Zbliżająca się data 15 grudnia, po której większość zawodników staje się gotowa do wymiany, zwiastuje, że Zieloni mogą być bardziej aktywni niż zwykle na rynku transferowym. Czy ta „opportunistyczna” postawa front office’u Brada Stevensa to tylko gra pod przyszłe, większe cele, czy już czas na drobne korekty, które ostatecznie zaważą o mistrzostwie?

Czy Celtics to teraz ligowi oportunisci w handlu?

Boston Celtics, po znaczących ruchach kadrowych latem, mają za sobą okres przestawiania się. Wymiana Kristapsa Porzingisa i Jrue Holidaya miała jeden cel: zejść poniżej drugiego progu luksusowego podatku (the second apron), co zyskało im cenną elastyczność finansową. W efekcie, jedynym znaczącym kontraktem, który może posłużyć jako główna „waluta” w wymianie w środku sezonu, jest ten należący do Anfernee Simonsa, opiewający na dwadzieścia siedem milionów dolarów i wygasający po sezonie.

Jak zauważył niedawno Matt Moore z Fansided, Celtics jawią się jako „jeden z najbardziej oportunistycznych zespołów” w nadchodzącym sezonie transferowym. Nawet operując w warunkach bardziej restrykcyjnych finansowo, zespół nieustannie sonduje rynek w poszukiwaniu możliwości. Ta wycena Simonsa jest kluczowa – jego rola i wartość dla drużyny są równie istotne dla bieżącej rotacji, co dla przyszłej elastyczności transferowej.

Simons: Potencjał strzelecki vs. nieokreślona rola na parkiecie

Anfernee Simons, pozyskany z Portland Trail Blazers, wniósł do Bostonu reputację dynamicznego strzelca, który miał być odciążeniem dla Jaya Browna i Derricka White’a. Pierwszy miesiąc przyniósł jednak mieszane sygnały. Z jednej strony, widzieliśmy momenty błyskotliwości – na przykład 25 punktów w pierwszej połowie przeciwko Orlando Magic, które pokazały jego potencjał. Z drugiej strony, zdarzały się występy, jak te 12 minut w wygranym meczu z Los Angeles Clippers, kiedy rytm gry zupełnie u niego zanikł.

Obecnie Simons notuje średnio 13,9 punktu na mecz, trafiając 40,5% rzutów z gry, choć z dystansu celuje niemal w 40%. Produkcja jest widoczna, ale niestety nie jest stabilna. Sztab szkoleniowy, pod wodzą Joe Mazzulli, próbuje zminimalizować jego obciążenie jako rozgrywającego. Gdy operuje jako strzelec po odebraniu piłki (catch-and-shoot), jest niezwykle efektywny, często prowadząc w tej kategorii w zespole. Pojawiały się też przebłyski obiecującej gry kreującej. Niemniej jednak, nadal zdarzają się mecze, gdy piłka „utknęła” w jego rękach, a jego ograniczenia obronne stają się bolesne dla całości systemu.

Właśnie w tym miejscu dyskusja o Simonsie przechodzi płynnie do logiki transferowej Bostonu.

Struktura transferowa Celtics: Kontrakt Simonsa jako klucz do elastyczności

Boston obecnie balansuje tuż powyżej pierwszego progu podatkowego i dwanaście milionów dolarów powyżej progu podatkowego. Jeżeli zarząd chce zachować elastyczność lub zyskać możliwość dodania gracza rotacyjnego bez wywoływania drakońskich kar finansowych, wygasający kontrakt Simonsa staje się najczystszym narzędziem.

Wymiana z jego udziałem miałaby niemal na pewno podłoże finansowe. Nie chodziłaby o pozyskanie supergwiazdy, lecz o dopasowanie składu na marginesie, poprawę kontroli kosztów i lepsze zgranie personalne, przy jednoczesnym zachowaniu trzonu drużyny. To dlatego w mediach zaczynają pojawiać się pomysły wymagające udziału trzech zespołów.

Przykład wymiany trójstronnej: Ilustracja drogi Bostonu

Na jednym z podcastów, w ramach ćwiczenia myślowego, zasugerowano teoretyczną strukturę, w której uczestniczyłyby Celtics, Sacramento Kings i Los Angeles Clippers. Czy to prognoza? Absolutnie nie. To raczej kliniczny przykład, jak Boston może manewrować z Simonsa jako główną „przenośną pensją”.

Wyobraźmy sobie taki scenariusz:

Celtics otrzymują:

  • Bogdana Bogdanovicia
  • Bradley’a Beala

Clippers otrzymują:

  • Zach’a LaVine’a

Kings otrzymują:

  • Anfernee Simonsa
  • Johna Collinsa

Dla Bostonu taka operacja obniżyłaby zobowiązania finansowe o około sześć milionów dolarów, łagodząc problemy z apronami i wprowadzając dwóch weteranów bez konieczności angażowania cennych aktywów w postaci wyborów w drafcie. Dla Sacramento to szansa na reset, wymieniając dwa wygasające kontrakty (Simons i Collins). Dla Clippers to próba siłowa w ataku w postaci LaVine’a bez poświęcania przyszłych wyborów.

Sedno tego ćwiczenia jest jednak prostsze: jeśli Celtics zdecydują się na ruch, najprawdopodobniej użyją Simonsa, a będzie to wymiana w średniej półce rynku transferowego, a nie w topie ligi.

Czy Mazzulla znalazł już złoty środek dla Simonsa?

Do czasu podjęcia decyzji przez kierownictwo, strategia trenera Joe Mazzulli wydaje się jasna i prosta. Simons otrzymuje szansę na grę na początku meczu. Jeżeli ofensywa działa, a jego rzuty wpadają, minuty się zwiększają. Jeśli nie, Boston kończy spotkania składami, które priorytetowo traktują obronę, wymianę podań i ciągłość taktyczną.

Simons wciąż ma moc, by samodzielnie odwrócić losy meczu swoją grą punktową. Jednak Boston nie może sobie pozwolić na poświęcenie swojej strukturalnej tożsamości w wieczory, gdy jego rytm jest zaburzony. To podejście chroni charakter drużyny, jednocześnie dając mu szansę wykazania się. Celtics znajdują się w elastycznej pozycji, na której rzadko stali w poprzednich latach. Mają silny skład, znaczący, wygasający kontrakt i zdolność do aktywnego udziału w rynku transferowym. Simons może wypracować sobie stałą, godną zaufania rolę, albo stać się kluczem do przetasowania składu w drodze do drugiej połowy sezonu. Tak czy inaczej, Boston będzie zespołem, któremu warto będzie się przyglądać, gdy zbliży się 15 grudnia.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 435