Niestety, los rzuca kłody pod nogi Sacramento Kings w tym sezonie, a najnowsze wieści dotyczące zdrowia ich gwiazdy rysują ponury obraz przyszłości. Zespół desperacko walczy o utrzymanie jakiejkolwiek nadziei, ale uraz Domantasa Sabonisa wydaje się być gwoździem do trumny obecnych aspiracji. Czy to oznacza, że Królowie wkroczą na ścieżkę wyprzedaży przed granicą transferową?
Koszmar Kings trwa: Sabonis zniknie na dłużej, a bilans staje się dramatyczny
Sacramento Kings nie mogą złapać tchu. Ekipa z Kalifornii, notując fatalny bilans 6-21, właśnie przegrała pierwszy mecz domowego dwumeczu z Portland Trail Blazers, mimo heroicznej pogoni w końcówce. Właśnie w tym momencie drużyna otrzymała druzgocącą wiadomość dotyczącą swojego najważniejszego gracza pierwszego składu. Jak potwierdziła organizacja w piątek, Domantas Sabonis będzie pauzował przez kolejne cztery do pięciu tygodni, kontynuując rehabilitację częściowo zerwanego łąkotki w lewym kolanie.
Początkowo wydawało się, że terminarz powrotu Litwina jest bardziej optymistyczny, ale najnowsze raporty Yahoo wskazują, że klub zamierza ponownie ocenić jego stan dopiero w Nowym Roku, w zależności od postępów w rehabilitacji. Ta wiadomość uderza brutalnie w zespół, który i bez Sabonisa notuje tendencję spadkową. Pamiętajmy, że kiedy Sabonis po raz pierwszy opuścił parkiety, Kings mieli bilans 3-12. Od tamtej pory wygrane stały się towarem deficytowym, a sytuacja drużyny staje się z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej niejasna. Brak duetu lidera w centrum parkietu uwypukla wszystkie problemy Kings w obronie i ich niezdolność do konsekwentnego zdobywania punktów.
Na rozdrożu: Czy Kings rzucą białą flagę i wejdą w tryb „sprzedawcy”?
Problemy Kings nabrały tempa, a ich obecna pozycja daleko od miejsc premiowanych grą w fazie posezonowej zmusza ligę do zastanowienia się, czy Sacramento nie stanie się po prostu „sprzedawcą” przed zbliżającym się zawodowym oknem transferowym. W tym kontekście naturalnie pojawiają się nazwiska wielkich graczy, łącznie z Sabonisem, Zachiem LaVine’em czy DeMar’em DeRozanem, choć organizacja wciąż oficjalnie ocenia swoje najbliższe kroki.
Sytuacja Sabonisa znacząco komplikuje te dyskusje. Ten 29-latek wciąż ma znaczną wartość rynkową, ale uraz kolana rzuca cień na jego natychmiastową dyspozycyjność. Potencjalny nabywca musiałby wykazać się cierpliwością, a jego kontrakt dodaje kolejną warstwę do rozważań: 42,3 miliona dolarów do spłacenia w bieżącym sezonie i około 94 milionów dolarów w ciągu następnych dwóch lat.
Co więcej, zdrowie stało się niemalże powracającym tematem w tej kampanii. Sabonis opuścił nawet mecz otwarcia z powodu urazu ścięgna podkolanowego odniesionego w okresie przedsezonowym, zaliczył też występy z kontuzją żeber, a teraz czeka go najdłuższa absencja w karierze. Taka sekwencja jest zaskakująca, biorąc pod uwagę jego niesamowitą trwałość w poprzednich trzech sezonach, kiedy to notował kolejno 79, 82 i 70 rozegranych meczów. Jak podał Michael Scotto: „Sacramento Kings informują, że Domantas Sabonis zostanie ponownie oceniony za 4-5 tygodni, kontynuując rehabilitację po częściowym zerwaniu łąkotki w lewym kolanie”.
Szansa dla młodych wilków, ale czy to wystarczy?
W aspekcie czysto parkietowym, nieobecność Sabonisa wymusiła zmianę ról i zwiększenie minut dla młodszych zawodników, zwłaszcza dla rezerwowego centra Maxima Raynauda. Ten wybór z drugiej rundy draftu dostarczył pewnego pozytywu podczas trudnego okresu, notując średnio 9,6 punktu i 5,1 zbiórki w ostatnich ośmiu spotkaniach, jak podaje ESPN.
Przed kontuzją Sabonis prezentował się znakomicie: 17,2 punktu, 12,3 zbiórki i 3,7 asysty w 11 meczach, trafiając 51 procent rzutów z gry. Choć jego skuteczność za trzy punkty drastycznie spadła, jego zdolności kreowania gry i dominacja pod koszem pozostają fundamentem ofensywnego zamysłu Sacramento.
Na razie wydaje się, że cierpliwość jest siłą narzuconą. Sabonis konsekwentnie wyrażał komfort w Sacramento i zainteresowanie pozostaniem w klubie na dłuższą metę, o czym informowało Sports Illustrated. Biorąc pod uwagę obecną pozycję w tabeli i niedawne komunikaty zarządu mówiące o priorytetowym rozwoju młodych talentów, ostrożne podejście do rekonwalescencji ma sens. Niemniej jednak, Kings z pewnością byliby szczęśliwi, widząc swoich młodych graczy ponownie na parkiecie ramię w ramię ze swoim wielokrotnie wybranym do Meczu Gwiazd podkoszowym, zakładając oczywiście, że pozostanie on integralną częścią długoterminowego planu.









