Curry bije rekord Jordana, ale Wojownicy nadal przegrywają

Czy Stephen Curry pisze historię na bieżni, podczas gdy jego drużyna biegnie w złym kierunku? Najnowszy wyskok Curry’ego, mimo że historyczny, ponownie skończył się rozczarowaniem dla Golden State Warriors, rzucając cień na indywidualne osiągnięcia jednego z największych strzelców wszech czasów. Analizujemy, jak legenda Suns i Blazers zmusza nas do rewidowania ksiąg rekordów, jednocześnie obnażając fundamentalne problemy Warriors.

Wojownicy: Curry wyprzedza Jordana – znowu?

Księgi rekordów nieustannie uginają się pod naporem osiągnięć Stephena Curry’ego. W niedzielny wieczór w Portland, Curry dostarczył kolejny historyczny występ, demolując Portland Trail Blazers notując 48 punktów w Moda Center. Wyczyn ten miał swoje kapitalne znaczenie, ale paradoksalnie, zakończył się kolejną porażką.

W tym zdarzeniu Curry formalnie wyprzedził Michaela Jordana pod względem liczby meczów z 40 lub więcej punktami osiągniętych przez gracza po ukończeniu 30. roku życia. Był to pokaz siły, który normalnie definiowałby kluczowy moment sezonu. Zamiast tego, skończyło się to kolejną stratą przewagi i porażką 131–136.

W ten sposób, Curry panteonizuje swoją legendę, ale Warriors nie potrafią z tego skorzystać. Nowa tabela w historii ligi prezentuje się następująco:

  1. Stephen Curry – 45 meczów (40+ punktów po 30. roku życia)
  2. Michael Jordan – 44 mecze (40+ punktów po 30. roku życia)
  3. Damian Lillard – 31
  4. Kobe Bryant – 30
  5. James Harden – 30

Co więcej, Curry cicho dołączył do czołówki w innej kategorii: jego 48-punktowy wyczyn był jego 75. meczem w karierze z dorobkiem 40 punktów lub więcej, co umieszcza go w pierwszej dziesiątce wszech czasów w tej statystyce.

Kontekst decyduje. Curry robi to mając 37 lat, w sezonie, w którym Golden State desperacko potrzebuje każdej kropli ofensywnej energii, jaką może wygenerować.

Ta wersja Stepha nie zwalnia tempa

Curry notuje imponującą częstotliwość wybitnych występów – w ostatnich 18 meczach zanotował cztery występy powyżej bariery 40 punktów. Ta częstotliwość jest oszałamiająca. Dla porównania, w całym poprzednim sezonie miał tylko trzy takie mecze. Ostatni raz Curry zdobywał tak regularnie punkty w sezonie 2020–21, kiedy przewodził lidze ze średnią 32.0 punktu na mecz i zajął trzecie miejsce w głosowaniu MVP.

Różnica? Miał wtedy 32 lata. Teraz ma 37.

Istnieje precedens dla wielkości w późnej fazie kariery. LeBron James notował ponad 30 punktów w wieku 37 lat i prawie 29 w wieku 38. Jednak ścieżka Curry’ego jest inna. On nie dominuje siłą fizyczną. On sprintuje, relokuje się, absorbuje kontakt i dźwiga ciężar ofensywy, jakiego niewielu rozgrywających podejmowało w tym wieku. I co najbardziej niepokojące, wszystko to wciąż wygląda na osiągalne.

Największy problem Wojowników leży po drugiej stronie parkietu

Jeśli występ Curry’ego wydawał się znajomy, to dlatego, że powtarza się schemat. Dwa dni wcześniej zdobył 39 punktów przeciwko Minnesocie. Golden State przegrało. Przeciwko Portland, w samej czwartej kwarcie polał 21 punktów. Golden State znów przegrało.

Wspólnym mianownikiem nie była ofensywa. Była nią obrona.

Portland zdobyło 40 punktów w czwartej kwarcie, trafiając 65 procent rzutów z gry. Warriors mieli gigantyczne problemy z powstrzymywaniem penetracji, nie potrafili wracać do obrony w kontrze i regularnie pozwalali na otwarte trójki. Blazers, drużyna plasująca się w dolnej części ligi pod względem efektywności rzutów za trzy punkty, zanotowali ponad 50 procent skuteczności z dystansu.

Steve Kerr nie unikał odpowiedzialności w pomeczowych wypowiedziach. Powiedział:

„Kiedy trafiasz 24 trójki, a Steph trafia 12 z nich, powinieneś wygrać mecz. Nie potrafiliśmy ich zatrzymać”.

Nie chodziło o schemat. Chodziło o egzekucję. Utracone rotacje. Spóźnione domknięcia. Słaba obrona w kontrataku. To te same problemy, które cicho prześladują Warriors przez cały sezon, z wyjątkiem momentów, kiedy Curry’ego nie da się powstrzymać.

Warriors każą Stephowi robić za dużo

Niepokojąca prawda jest taka. Golden State ma bilans 3–5 w tym sezonie, gdy Curry zdobywa przynajmniej 34 punkty. Potrzebują jego geniuszu, by utrzymać się w walce, ale nie są wystarczająco dobrze poukładani, by to wykorzystać.

To zaczyna przypominać Warriors z sezonu 2020–21. Drużyna napędzana wybitnym sezonem jednego zawodnika. Grupa stale goniąca wynik. Jeden zawodnik jest proszony o utrzymanie świateł, podczas gdy fundamenty chwieją się.

Curry dostarcza. Noc po nocy. Pytanie brzmi, czy Warriors zdołają sprostać mu w połowie drogi, poprawiając resztę komponentów gry, aby jego historyczne noce przynosiły zwycięstwa, a nie tylko statystyczne ciekawostki.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 223

Leave A Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *