Sezon 2025-2026 w Złotym Stanie Warriors wyraźnie nie układa się po ich myśli, a z każdym dniem narasta napięcie przed zbliżającym się terminem wymian. Czy Stephen Curry, mimo fenomenalnych statystyk, utonie w morzu rozczarowań, czy też zarząd w końcu dostarczy mu niezbędne wsparcie, by realnie walczyć o finał Konferencji Zachodniej? To gorące pytania, na które odpowiedź może przynieść lutowy 'deadline’.
Czy Curry ma dość słuchania o 'egzystencjalnych’ problemach Warriors?
Golden State Warriors, ekipa, która na początku sezonu wydawała się potencjalnym kandydatem do walki o tytuł, obecnie ląduje na pozycji, która budzi poważne wątpliwości. Po porażce 115:123 z Dallas Mavericks, bilans 25 zwycięstw i 21 porażek zestawia ich na trzecim miejscu w dywizji Pacyfiku. Gdy za pasem lada moment termin transferowy 5 lutego, naturalnie zaczynają kotłować się plotki.
Spekulacje dotyczą zwłaszcza Jonathana Kumingi, który doznał kontuzji w meczu z Mavericks i jest niemal pewniakiem do zmiany klubu przed 'deadline’. Dodatkowo, po tym jak ich gwiazdor, Jimmy Butler, niespodziewanie zakończył sezon z zerwanym więzadłem krzyżowym (ACL), dla Warriors stało się jasne, że muszą wstrząsnąć składem – i to szybko.
Sam Stephen Curry, mimo że ciągnie ten wózek, wydaje się być sfrustrowany ciągłymi spekulacjami. Zapytany o plany Warriors dotyczące deadline’u, lider drużyny zdecydowanie uniknął tematu. Jak sam oświadczył:
„Nie będę o tym teraz rozmawiał. Nie potrzebuję teraz dawać żadnych egzystencjalnych przemyśleń”.
Te słowa doskonale pokazują, gdzie leży priorytet Curry’ego: wygrywać mecze tu i teraz, a nie zastanawiać się nad 'co by było gdyby’. Mimo to, Warriors muszą zrobić wszystko, by dostarczyć mu lepsze narzędzia do realizacji tego celu. Stephen Curry w 35 rozegranych meczach notuje imponujące 27.1 punktu, 5.1 asysty, 3.7 zbiórki i 1.1 przechwytu na mecz, przy efektywności 46.8% z gry i 38.7% za trzy punkty. Jego wskaźniki są wyższe niż w poprzednim sezonie. Gruby Steph robi co może, ale – nie oszukujmy się – brakuje mu solidniejszego wsparcia.
Kogo Warriors mogą upolować, by uratować sezon?
Wyzwaniem numer jeden dla generalnego menedżera Mike’a Dunleavy’ego Jr. jest zastąpienie utraconej siły (nawet jeśli Butler nie grał w GSW, strata kluczowego gracza w lidze zawsze wpływa na układ sił) oraz ewentualne 'przeterminowanie’ Kumingi. Te dwa cele mogą się zazębiać w jednym ruchu.
Rynek transferowy w NBA bywa kapryśny, a ceny zawodników na potencjalne 'upgrade’ są obecnie horrendalne. Wśród wymienianych potencjalnych celów dla Złotych toczy się kilka gorących nazwisk. Brett Siegel z ClutchPoints wskazywał na Andrew Wigginsa jako możliwy target, co mogłoby być interesującą wymianą dla obu stron, choć na razie pozostaje to w sferze spekulacji.
Jednak najbardziej elektryzujące nazwiska, które przewijają się w kuluarach, to stali bywalcy listy życzeń: DeMar DeRozan i Zach LaVine. Obaj gracze, zwłaszcza jeśli byliby dostępni, mogliby natychmiast podnieść jakość ofensywną Warriors. Innym, co pewien czas powracającym na listę życzeń, jest Lauri Markkanen, który oferowałby elastyczność i dodatkowe zagrożenie z dystansu.
Czy Dunleavy Jr. zaryzykuje 'overpay’ dla krótkoterminowego rozwiązania?
Prawda jest taka, że Warriors stoją przed dylematem. Potrzebują natychmiastowej poprawy, by nie zmarnować szczytowej formy Curry’ego, ale – i tu tkwi pies pogrzebany – Dunleavy Jr. otwarcie sygnalizuje, że nie zamierza przepłacać za „krótkoterminowe łatki”. To oznacza, że jeśli cena za topowych graczy (jak np. LaVine) będzie zbyt wysoka, GSW może wycofać się z poważniejszej licytacji. Czyżby mieli zamiar budować wokół młodego rdzenia, mimo że Curry ma jeszcze co najmniej dwa lata na mistrzowskim poziomie?
Fani powinni przygotować się na dynamiczne dni. Sytuacja wymaga zdecydowania. Warriors potrzebują kogoś, kto odciąży Curry’ego, zapewni solidne punkty i obronę na obwodzie, a nie tylko obiecujące 'potential’. Czas ucieka. Konkurencja w playoffach na Zachodzie nie zamierza czekać, aż Kuminga lub ktoś inny „dojdzie do siebie” w przyszłym sezonie.









