DeMar DeRozan otwarcie: szatnia Kings to "gówniane miejsce".

Kryzys w Sacramento Kings osiąga apogeum, a gwiazda zespołu, DeMar DeRozan, nie owija w bawełnę, opisując atmosferę w szatni jednym, dosadnym słowem. Gdy zespół notuje serię porażek i traci swojego środkowego giganta, pytania o przyszłość stają się głośniejsze niż kiedykolwiek. Czy ta brutalna szczerość jest iskrą, która zapali reakcję, czy tylko kolejnym dowodem na dogłębny marazm nad ulicą L w Kalifornii?

Szatnia jako „smutne miejsce”: DeRozan diagnozuje chorobę Kings

Sytuacja w Sacramento Kings jest, delikatnie mówiąc, opłakana. Bilans 3-13 mówi sam za siebie, a ostatnia deklasacja 96:137 ze strony Memphis Grizzlies była zimnym prysznicem, który sprowadził rzeczywistość do postaci, jakiej nikt nie chciał oglądać. Seria ośmiu kolejnych porażek, z których żadna nie była wyrównana, doprowadziła DeMara DeRozana do otwartego przyznania, co czują zawodnicy. Jak donosi Chris Biderman z Sacramento Bee, DeRozan określił atmosferę w szatni jako „zasrane, parszywe miejsce” (s–tty place). To nie są słowa rzucane mimochodem; to krzyk z głębi tonącego okrętu.

W starciu z Grizzlies, Sacramento zostało ukarane od pierwszej syreny. Zdobywcy punktów tacy jak Santi Aldama (29 punktów) i Jock Landale (21) zniszczyli Kings, a podopieczni Grizzlies ustanowili rekord klubu w liczbie asyst – 42, z czego Vince Williams sam dorzucił 15, co jest jego osobistym rekordem. Choć Zach LaVine próbował ratować sytuację, notując 26 punktów przy skutecznych 10/17 z gry, reszta zespołu zgasła po przerwie. To klasyczne załamanie nerwowe, które staje się znakiem rozpoznawczym tej drużyny.

Cios w samo serce: Kontuzja Sabonisa i statystyczny koszmar

Tragedia Kings pogłębiła się zaledwie kilka godzin przed meczem, gdy ogłoszono fatalne wieści dotyczące Domantasa Sabonisa. U środkowego zdiagnozowano częściowe rozerwanie łąkotki w lewym kolanie; reewaluacja nastąpi za trzy do czterech tygodni. Bez swojego lidera pod obręczą, który jest fundamentem ich ofensywy i najważniejszym elementem defensywnym, Memphis bez litości wpakowało się do ich pomalowanego. Zach Edey i Landale trafiali seriami, a do przerwy Grizzlies prowadzili 75:47, by w czwartej kwarcie dobić rywala wynikiem 113:76.

Po meczu DeRozan nie próbował stosować coachingu pop-psychologicznego, nie było miejsca na optymizm. Jak podaje Bleacher Report, stwierdził on bez ogródek:

„Nikt nie chce przegrywać w taki sposób, w jaki my przegrywamy. Myślę, że wszystko, co dzieje się teraz, jest, szczerze mówiąc, do niczego. Czasami, gdy jesteś na głębokiej wodzie, trudno jest cokolwiek usłyszeć. Po prostu próbujesz dopłynąć do brzegu, w taki czy inny sposób.”

Sam DeRozan rozegrał zaledwie 15 minut i zdobył 7 punktów, a LaVine, mimo dobrych początków, skończył z 8 punktami przy 4/10 z gry, nie trafiając żadnego rzutu za trzy punkty. To pokazuje, jak bardzo obaj liderzy są obciążeni logistycznie i mentalnie.

Upadek z hukiem: Statystyki nie kłamią, presja rośnie

Jeśli chcemy suchej analizy, to oto ona: Sacramento przegrało wszystkie osiem meczów w tej fatalnej serii różnicą minimum dziesięciu punktów. Cztery z tych porażek przekroczyły nawet 27 „oczek” straty, a ta z Grizzlies była najgorsza w sezonie – 41 punktów.

Co najbardziej niepokojące, to fakt, że niepowodzenia te miały miejsce jeszcze zanim na boisku zabrakło Sabonisa. Nowy duet DeRozan-LaVine, sprowadzony za olbrzymie pieniądze, katastrofalnie funkcjonuje. Dane z NBA.com są bezlitosne: net rating pary DeRozan i LaVine na parkiecie wynosi minus 21.6. To wręcz kosmicznie niska wartość jak na dwóch graczy mających stanowić o sile ofensywnej. Obrona jest niestabilna, a atak natychmiast staje się przewidywalny, gdy tylko schematy pierwszych posiadania nie zadziałają. Nawet powrót Keegana Murraya po kontuzji kciuka, mimo 11 punktów w debiucie, nie zdołał popchnąć wózka z miejsca.

Z Sabonisem poza składem na co najmniej miesiąc, ciężar stabilizacji spada dwoma ramionami na DeRozana i LaVine’a. To oni, zarabiający łącznie ponad 72 miliony dolarów – niemal połowę salary cap drużyny – muszą nagle udowodnić swoją wartość. Nadciągają Denver Nuggets, obrońcy tytułu, a kalendarz wcale nie będzie łatwiejszy. Frustracja DeRozana to nie tylko gadanie: to odzwierciedlenie tego, co dzieje się, gdy miliardowe oczekiwania zderzają się z wydajnością na poziomie ligowego dna. Czas pokaże, czy ta szczerość katalizuje zmianę, czy tylko utwierdza w przekonaniu, że ten skład jest zepsuty od fundamentów.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 435