Los Angeles Lakers, mimo fatalnej skuteczności rzutowej, notują imponujący bilans 12-4, co budzi podziw i rodzi pytania o granice ich możliwości. Czy siła chemii wystarczy, by utrzymać się na szczycie, zanim ich gwiazdy trafią kosze? Luka Dončić, choć nie jest związany z Jeziorowcami, ma na ten temat ciekawą opinię.
Drużyna, która wygrywa, bo ma siebie: Chemia ponad skutecznością
W świecie NBA, gdzie dominuje statystyka, a procent trafień z dystansu często decyduje o losach spotkań, Los Angeles Lakers serwują nam prawdziwą lekcję charakteru. W ostatnim starciu wygrali na wyjeździe z Utah Jazz 108–106, udowadniając, że można epatować nieefektywnością, a mimo to schodzić z parkietu jako zwycięzcy. Lakers wciąż są jedną z najsłabiej rzucających trójek drużyn w lidze. Po meczu, Luka Dončić został zapytany, czy ten triumf wynika właśnie z tej niemalże rodzinnej zgrania zespołu. Odpowiedź Słoweńca była krótka i wymowna.
Dončić przytaknął, po czym przekazał krótką, pięciowyrazową notę w imieniu zawodników Lakers:
„Mamy plecy dla siebie nawzajem” – powiedział Dončić na temat problemów ofensywnych Lakers.
Następnie dodał z większą dozą refleksji:
„Każdy ma plecy dla siebie nawzajem. Wielkie drużyny muszą znaleźć sposób na wygraną. A dzisiejszy dzień, to zdecydowanie nie był nasz najlepszy mecz, a i tak znaleźliśmy drogę do zwycięstwa”.
To nie są puste słowa. Statystyki po tym wygranym meczu w Utah to potwierdzały: 10 na 38 celnych trójek (26%) i nie najlepszy stosunek asyst do strat – 17 asyst przy 17 stratach. To brzydkie zwycięstwo, które jednak pokazuje metal. Definicja „great team”, prawda?
Kiedy kurek z zewnątrz odkręcą, staną się koszmarem ligi
Fakt, że Lakers potrafią wygrywać, będąc tak dysfunkcyjnymi w rzutach za trzy punkty, jest dla ligi alarmujący. Obserwując ich dotychczasowy sezon, drużyna prowadzona przez JJ Redicka plasuje się dopiero na 26. miejscu w NBA pod względem skuteczności trójek, osiągając zaledwie 33,3% celnych prób po 16 meczach. To jest statystyczna anomalia.
Dončić uważa, że to, iż Lakers mają bilans 12-4 pomimo tych problemów, powinno mrozić krew w żyłach rywalom. Jego wizja jest jasna: kiedy ten element zaskoczenia zniknie, a rzuty zaczną wpadać, staną się niemal nie do zatrzymania.
„W ogóle się tym nie martwię. Nie gramy dobrze, a i tak znajdujemy sposoby na wygraną. Tak robią wielkie drużyny. Oczywiście, ja i AR [Austin Reaves] nie trafiliśmy tego sezonu [śmiech]. Więc w ogóle się nie martwię” – kontynuował Luka, żartując z własnej i Reavesa dyspozycji za łuku (obaj zaledwie 31,3% skuteczności).
W jego słowach kryje się esencja:
„Kiedy zaczniemy trafiać nasze rzuty, będziemy trudni do krycia”.
To jest ten moment, na który wszyscy czekają – moment przełamania.
Czy sceptycyzm trenera zburzy tę pozytywną narrację?
Podczas gdy gwiazdy, takie jak Dončić czy sam LeBron James (który po pierwszych dwóch meczach miał fatalne 28,6% z dystansu), emanują stoickim spokojem, trener JJ Redick zdaje się być głosem rozsądku, a może nawet lekkiej paniki. On nie dzieli tej entuzjastycznej wiary w nagły zwrot akcji. Dla niego, statystyki są niepodważalne, a ta słabość musi zostać wyeliminowana natychmiast.
Po niedzielnym meczu, Redick zaapelował do swojego zespołu o przełamanie impasu strzeleckiego – i to szybko.
„Powiedziałem chłopakom po meczu: Jesteśmy dosłownie jedną z najgorzej rzucających drużyn w NBA tu i teraz” – stwierdził po zwycięstwie w Utah.
Redick kontynuuje:
„Nie sądzę, by to był nasz prawdziwy charakter. Musimy zacząć trafiać rzuty i musimy je oddawać z wiarą. Dla mnie, jeśli bronimy się na tym poziomie fizycznym i tak dobrze podajemy – mieliśmy 23 asysty, a moglibyśmy mieć 30, gdybyśmy trafiali rzuty. Musimy lepiej rzucać, ale musi być wiara w siebie, by te rzuty wpadały”.
Ten konflikt perspektyw – młodzieńczego optymizmu gwiazd kontra analityczny chłód trenera – jest fascynujący. Lakers (12-4) mają teraz szansę podtrzymać serię czterech zwycięstw, gdy we wtorek podejmą na własnym parkiecie LA Clippers (5-12). Czy to będzie mecz, w którym ten niewypowiedziany strach Redicka się ziści, czy może Dončić miał rację, a chemia wygra z matematyką? Koszykówka to gra serii, a ta seria może się w każdej chwili odwrócić.









