Donovan bez ogródek: w bykach nie ma defensywnych specjalistów.

Dramat w Wietrznym Mieście trwa w najlepsze, a najnowszy blamaż Chicago Bulls na własnym parkiecie wywołał lawinę frustracji. Zespół Billa Donovana przegrał z New Orleans Pelicans, inkasując 143 punkty, co stawia pod znakiem zapytania nie tylko stan psychiczny ekipy, ale i sens jej obecnej konfiguracji. Czy ofensywa, która wchodziła na wysokie obroty kosztem obrony, doprowadzi ich na dno ligowej tabeli, czy może Donovan w końcu znajdzie klucz do zatrzymania rywali?

Billy Donovan wyłożył kawę na ławę: kogo my mamy bronić?

Poniedziałkowa porażka z aspirującymi do czołówki Pelicans, którzy do tego momentu mieli na koncie zaledwie dwa zwycięstwa, była dla Byków bolesną lekcją pokory. Wynik 130:143 nie pozostawia wątpliwości – z przodu coś się dzieje, bo zdobycie 130 punktów zwykle powinno wystarczyć na wygraną. Niestety, defensywa momentami przypominała otwartą autostradę. To już drugi raz w ciągu czterech dni, gdy Chicago pozwoliło rywalowi przekroczyć granicę 140 zdobytych punktów, a trener Billy Donovan stracił cierpliwość.

Jego komentarze po meczu były niezwykle dosadne i rzuciły jasne światło na skalę problemu. Donovan bez ogródek przyznał, że w zespole brakuje zawodników, którzy mogliby wziąć na siebie rolę prawdziwych „stoperek” na parkiecie.

„Nasza drużyna, poza być może Isaaciem Okoro, nie ma ani jednego gościa, przy którym można by usiąść i powiedzieć: 'ten facet to defensywna tama’. To jest jego wizytówka” – stwierdził Donovan słowami Joela Lorenziego z The Athletic. Następnie dodał z całą powagą: „To nie jest wina jednego faceta; to wina nas wszystkich. Dotyczy to trenerów i zawodników… To problem całej drużyny”.

Co gorsza, Donovan sugerował, że nie można zbywać faworyzowania rywali w kontekście talentu koszykarskiego. W odpowiedzi na sugestie na temat przewagi kadrowej nad takimi ekipami jak Wizards czy Pelicans, twardo zaznaczył:

„Byłoby to zniewagą wobec Wizards i Pelicans, gdybyśmy powiedzieli, że jesteśmy znacznie bardziej utalentowani. Nie zgadzam się z tym. Musimy walczyć o wszystko, by mieć szansę na zwycięstwo w meczu”.

Statystyki nie kłamią – Byki odnotowały 120 lub więcej punktów straconych w 13 z 17 dotychczasowych spotkań, a seria meczów, w których tracą co najmniej 120 punktów, ciągnie się już od dziesięciu spotkań. To pokazuje, że problem jest głęboko zakorzeniony w filozofii gry, a nie jest tylko chwilowym załamaniem formy.

Metryka porażki: gdzie Chicago traci najwięcej?

Trudności defensywne Byków to niestety nie jest nowa przypadłość, lecz chroniczna choroba charakteryzująca tę organizację od dłuższego czasu. W poprzednim sezonie Chicago zajmowało przedostatnie, 29. miejsce w lidze pod względem średniej straconych punktów na mecz (119,4). Obecna kampania, po 17 konfrontacjach, pogłębia ten trend: 124,2 punktu pozwalają rywalom zdobywać na mecz, co plasuje ich na czwartym miejscu od końca w całej NBA.

Analizując bardziej zaawansowane metryki, obraz staje się tym bardziej niepokojący. Według danych NBA, Bulls plasują się na 22. pozycji w lidze pod względem Wskaźnika Obrony (Defensive Rating), który wynosi 117.3 – innymi słowy, na 100 posiadań tracą mnóstwo punktów. W kontekście konkretnych błędów, są 29. pod względem punktów zdobytych przez rywali po zbiórkach w ataku (18.4 na mecz) oraz 21. w kategorii punktów z kontrataków (16.3). Co najbardziej kuriozalne, są ostatni w lidze, jeżeli chodzi o punkty tracone w pomalowanym (56.7 na mecz!).

Obrona w Chicago jest tak zła, że ich jedyną szansą na wygrane jest przewaga ofensywna, ale żaden atak nie utrzyma się, jeśli rywal niemal za darmo punktuje po drugiej szansie lub po szybkim przejściu z obrony do ataku.

Kwestia personalna też jest intrygująca. Choć Nikola Vučević, często krytykowany za brak intensywności w obronie, opuścił ostatni mecz, niektórzy fani mogliby oczekiwać, że w mniejszym składzie gra będzie bardziej płynna. Ale to nie on jest problemem numer jeden. Jak się okazuje, statystycznie najlepszym obrońcą w zespole, mierząc wskaźnikiem Defensive Rating, jest Dalen Terry. Problem? Terry wystąpił dotychczas tylko w 10 meczach, a jego Defensive Rating (poniżej 100) to jedyny taki wynik w składzie!

Wracając do słów Donovana o Isaacu Okoro – o ile jego intencje były słuszne, by wskazać kogoś, kto stara się fizycznie zatrzymać rywala, to statystyki pokazują, że ma on… najwyższy Defensive Rating w zespole. Oczywiście, czas gry i to, co dzieje się wokół gracza, ma na te liczby wpływ, ale nie umniejsza to faktu, że cała pierwsza piątka ma gigantyczne problemy z egzekwowaniem podstawowych założeń defensywnych.

Jak ta maszynka ma zacząć działać? Czas na strategiczny zwrot

Bulls muszą znaleźć lekarstwo na swoją ułomność i to szybko. Przewaga w postaci jednego zwycięstwa powyżej 50% to cienka linia nad przepaścią, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że reszta sezonu zapowiada się podobnie.

W dzisiejszym NBA, gdzie panuje trend szybkiego tempa gry i ofensywnego szaleństwa, Byki wpisują się w ten trend, ale z fatalnym skutkiem. Chicago zajmuje drugie miejsce w lidze pod względem tempa gry (Pace), co oznacza, że pędzą do przodu i rzucają wszystko, co się da. Jednak najlepsze defensywnie zespoły w lidze – jak Oklahoma City Thunder, Houston Rockets czy San Antonio Spurs – znajdują się w dolnej dziesiątce pod względem tempa gry.

Nie chodzi o to, by kompletnie zarzucić bieganie do kontry, ale zwolnienie tempa i zmuszenie rywala do zmierzenia się ze skonsolidowaną obroną może być dla Byków opcją wartą rozważenia. Muszą wyhamować chaos, który sami generują po stracie piłki.

Równie palącym tematem jest panowanie pod własnym koszem. Jeśli Byki są drugie od końca w pozwalaniu na punkty po zbiórkach w ataku, a jednocześnie pozwalają rywalom na czwarte najwięcej takich zbiórek… to jest to przepis na katastrofę. W tym miejscu nie trzeba skomplikowanej analizy x’s and o’s. Kluczem jest powrót do fundamentalnej koszykówki: box out, walka o pozycję, i natychmiastowe odcięcie drugiego strzału rywalowi.

Sezon jest młody, a potencjał kadrowy sugeruje, że ten zespół powinien być lepszy. Zanim ta rzutająca na oślep ofensywa nie będzie musiała ciągnąć na plecach rekordowo słabej obrony, Donovan i jego sztab muszą zbilansować tę drużynę, przestawiając akcenty w defensywie. Inaczej, kolejne 140 punktów tracone z rzędu staną się nową normą dla Chicago Bulls.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 435