Era małych graczy Golden State Warriors dobiega końca, a przyszłość Draymonda Greena w ekipie z San Francisco staje pod coraz większym znakiem zapytania. Kiedy rewolucja small-ball zgasła, a liga poszła w stronę wyższych, wszechstronnych centrów, pozycja ikony Warriors staje się problematyczna, zwłaszcza w kontekście jego kolosalnej opcji kontraktowej. Czy Dubs mają jeszcze miejsce, i chęć, by opłacić lojalność i dziedzictwo?
Czy ewolucja NBA pogrzebała dziedzictwo „Death Lineup”?
Kariera Draymonda Greena w Golden State Warriors to symfonia innowacji, która zdefiniowała dekadę w koszykówce. Nie ma wątpliwości, że bez wizji Warriors, którzy dostrzegli unikalny potencjał w ultra-silnym, ale niekonwencjonalnym graczu, Green mógłby zniknąć w annałach NBA jako ciekawostka. To on, wraz z dynastią Curry’ego i Thompsonem, poprowadził rewolucję small-ball, zmuszając całą ligę do redefinicji tradycyjnych pozycji. Problem polega na tym, że ten rodzaj koszykówki, który zdominował na chwilę, sam uległ ewolucji.
Obecnie liga ma graczy podobnych do Greena, ale… większych. Dziś zespoły rozwijają silnych, wszechstronnych i atletycznych „big men” mierzących 213 centymetrów (7 stóp), którzy potrafią robić wszystko to, za co chwalono Greena, tylko na wyższej półce wzrostowej. Jak podsumowuje to jedna z anonimowych opinii z konferencji Zachodniej: „Dziękujemy za Death Lineup, Panie Green, ale usługi 198-centymetrowych centrów nie są już tak pożądane. Szczególnie chyba przez samych Warriors.”
27,5 miliona dolarów i pytanie o przyszłość po sezonie 2026/27
Sytuacja finansowa i kontraktowa Greena to tykająca bomba. Za przyszły sezon opcja kontraktowa opiewa na astronomiczne 27,5 miliona dolarów, którą powszechnie oczekuje się, że zawodnik aktywuje. To czyni go cennym aktywem na ten jeden, konkretny rok. Jednak prawdziwe kłopoty zaczynają się po jego wygaśnięciu.
Warriors są gotowi utrzymać Greena w rotacji na sezon 2026/2027 – to swego rodzaju spłata długu za jego wkład w mistrzostwa. Ale co dalej? Obserwatorzy rynku wskazują, że Golden State desperacko potrzebuje tradycyjnego centra, a Greena, ze względu na obecny profil gry, nie spełnia tej roli.
Spekuluje się, że Draymond mógłby próbować wynegocjować przedłużenie kontraktu – może dwuletnie, za łącznie 35–40 milionów dolarów. Jednak brakuje dowodów sugerujących, że Warriors chcą wydać taką kwotę na gracza osiągającego obecnie solidne, ale tylko role-playerskie statystyki (8,6 punktu, 5,7 zbiórki, 5,2 asysty, 41,7% z gry).
Ośrodek z Zachodniej Konferencji rzuca chłodne światło na realia: „Mógłby zostać na małej umowie, powiedzmy 6 milionów dolarów. Jako gracz, jego gra nigdy nie opierała się na zdrowiu czy sprężystych krokach, więc można przeżyć, że nie jest w 100%. Wciąż potrafi parę rzeczy. Ale nie da się przejść do porządku dziennego nad tym, że rzuca z trójki, że jest coraz mniej użyteczny w obronie i nie da się przejść do porządku dziennego nad tym, że jego kontrakt musi zostać obcięty o połowę, a nawet więcej”.
Czy ikona klanu ma jeszcze paliwo na kolejne lata poza Zatoką?
Draymond Green, mimo że jego aspekty strzeleckie i obronne (przynajmniej w kontekście elitarnych centrów) ulegają erozji, pozostaje ikoną franczyzy i liderem. Ma na koncie pięć Finałów NBA, co daje mu niekwestionowany kapitał moralny w szatni.
Problem polega na dysonansie między aspiracjami zawodnika a potrzebami organizacji. Green nie myśli o emeryturze; wręcz przeciwnie. Sam zawodnik potwierdził ostatnio chęć gry na wysokim poziomie przez kolejne lata, co nie jest typowe dla graczy zbliżających się do granicy wieku, w którym dawna szybkość i dynamika ustępują miejsce pragmatyzmowi.
W rozmowie z insiderem Markiem Mediną, Green kategorycznie określił swoje zamiary: „Czuję się świetnie. Myślę, że jestem w stanie pograć jeszcze dwa do czterech lat. Dla mnie zawsze ważne jest, by próbować rywalizować na elitarnym poziomie. Jeśli nie mogę tego robić, to nie jest już tak fajnie”. W dalszej części dodał: „Powiem tak: mam więcej w sobie, niż myślałem, że będę miał w tym momencie. W miarę upływu lat, moja perspektywa na to, kiedy skończę, się zmieniała. Myślałem, że po dwunastym sezonie będę się rozsypywał. Ale gdy dotarłem do dwunastego sezonu, czułem, że wciąż się poprawiam”.
Ta determinacja oznacza tylko jedno: jeśli Warriors nie zaoferują mu roli i kontraktu odpowiadającego jego oczekiwaniom, Draymond Green bez wahania pójdzie na wolny rynek. Coraz bardziej prawdopodobne staje się, że przyszłość legendy Warriors będzie pisana poza orbitą Curry’ego.









