W świecie NBA cisza nie jest opcją, zwłaszcza gdy głównym głosem jest Draymond Green. Ten nieprzewidywalny gwiazdor Golden State Warriors, znany z bezkompromisowych opinii, po raz kolejny namieszał w koszykarskim kotle, redukując listę pretendentów do tytułu mistrzowskiego do zaledwie trzech drużyn. Co ciekawe, jego najnowsze wyliczenia wykluczają nawet jego własną ekipę, co z pewnością wywoła burzę wśród fanów Dubs.
Kto naprawdę liczy się w walce o pierścień? Weryfikacja elit
Draymond Green, nie tylko jako zawodnik, ale teraz także jako podcaster, ma unikalną platformę do dzielenia się swoimi radykalnymi przemyśleniami dotyczącymi całej ligi NBA. W najnowszym odcinku swojego podcastu „Draymond Green Show” dokonał bolesnej selekcji, drastycznie obniżając liczbę drużyn, które jego zdaniem mają realne szanse na mistrzostwo.
Na początku sezonu Green wskazywał na pięciu potencjalnych kandydatów, ale teraz stawka się skurczyła. Jego lista pretendentów liczy zaledwie trzy nazwiska. Green pozostaje wierny dominacji Zachodu, ale z pewnymi zastrzeżeniami.
„Nadal uważam, że Nuggets są pretendentem. Oczywiście, nadal uważam Thunder za pretendentów. Lakers są na granicy. Jeśli nie potrafią rozwiązać kwestii obrony, nie mają szans na mistrzostwo. Ale jeśli uda im się załatać tę obronę, wiemy, że mają siłę ognia w ataku. Muszą jednak opanować ten element gry.”
Thunder Oklahoma City i Denver Nuggets zyskały niemal powszechne uznanie jako czołówka ligi, co potwierdza Green. Jednak jego pozytywna ocena Los Angeles Lakers, choć z warunkiem defensywnym, jest bardziej kontrowersyjna. Wielu ekspertów wskazuje na fundamentalne braki Lakers, ale Green wierzy, że w kluczowym momencie to ofensywna siła Jeziorowców może przeważyć szalę zwycięstwa.
Czy Warriors, nawet z Currym, są poza zasięgiem? Green ma wątpliwości
Najbardziej uderzające w analizie Greena jest to, jak ocenia własną drużynę, Golden State Warriors. Zwykle w tego typu zestawieniach potrafi znaleźć powody do optymizmu dla swojego składu, jednak tym razem jego autokrytyka jest bezlitosna.
Green otwarcie stwierdza, że obecny stan faktyczny – zwłaszcza bilans punktowy – wyklucza Warriors z elitarnego grona.
„Nie jesteśmy obecnie poważnym pretendentem ze względu na bilans. Nawet nie jesteśmy drużyną grającą w play-offach w tej chwili. Ale w dalszej perspektywie sądzę, że Warriors wrócą na listę poważnych pretendentów.”
Dodatkowo, Green docenił postępy San Antonio Spurs, sugerując, że ich niedawna świetna gra przybliża ich do miana groźnego rywala. W międzyczasie, Warriors muszą zmierzyć się z bolesną rzeczywistością. Przerwa Stephena Curry’ego z powodu kontuzji częściowo tłumaczy ich przeciętny bilans, ale dobitnie ujawniła też chroniczne słabości zespołu, widoczne nawet przy pełnym zdrowiu lidera. Aby powrócić do dyskusji o tytule, muszą natychmiast pnąć się w tabeli konferencji zachodniej.
Dramatyczny upadek Clippers: Green wykreśla Los Angeles
Jednym z najciekawszych ruchów Greena było bezceremonialne usunięcie Los Angeles Clippers z grona kandydatów do mistrzostwa. Przed rozpoczęciem sezonu, Green umieszczał Clippers na liście swoich faworytów, ale koszmarny start drużyny zmusił go do rewizji.
Clippers przez ponad miesiąc plasowali się wśród najsłabszych ekip ligi, zanim zdołali ustabilizować formę i wygrać więcej meczów. Green nie miał litości dla tej transformacji.
„Możecie skreślić Clippers z tej listy,” stwierdził Green. „Mieli ogromne problemy, a ich bilans to obecnie 9-21, może 10-21, ale walczyli fatalnie, i nie wiadomo, co zrobią w okresie wymian.”
Chociaż Clippers wykazali ostatnio poprawę, wciąż walczą o najniższe miejsca gwarantujące udział w fazie play-in, a ich sufit na ten moment wydaje się znajdować w okolicach ósmej lokaty. Choć Green trafnie zdiagnozował upadek Clippers jako drużyny walczącej o najwyższe laury, prawdziwym testem jego analitycznego geniuszu okaże się to, czy jego ocena co do Lakers oraz szans Warriors okaże się prorocza, gdy nadejdzie play-off.









