Kontrowersyjny Draymond Green znowu podgrzewa atmosferę w NBA, tym razem uderzając w legendy Golden State Warriors. Wybierając swój „Mount Rushmore” najlepszych koszykarzy w historii tej organizacji, Green postawił na skrajną lojalność wobec ekipy z ery dynastii. Czy jego wybór, pomijający ikony sprzed epoki Curry’ego, jest zasłużony, czy to czysty egoizm? Przygotujcie się na gorącą dyskusję, bo lista ta wywołała burzę wśród kibiców Wojowników.
Dramat wizerunkowy Greena: Tylko mistrzowie z ostatniej dekady
Draymond Green, znany ze swojej bezkompromisowej szczerości, postanowił nazwać cztery najważniejsze postacie w historii Golden State Warriors, dokonując przy tym wyboru niezwykle stronniczego. Jak sam przyznał, jego lista koncentruje się wyłącznie na czterech tytułach mistrzowskich zdobytych w latach 2015–2022. W wywiadzie dla podcastu „Post Moves” prowadzonego przez Candace Parker, Green bez ogródek ogłosił swój skład:
„To cztery osoby? To Steph Curry, Steve Kerr, Klay Thompson i Draymond Green. Nie sądzę, aby dało się to inaczej rozpatrywać.”
Pominięcie gigantów takich jak Rick Barry, Wilt Chamberlain czy Chris Mullin wywołało natychmiastowe oburzenie. Oczywiście, obecność Stephena Curry’ego i Klay’a Thompsona jest dla większości fanów oczywista. Jednak umieszczenie na liście trenera Steve’a Kerra, którego rola, choć kluczowa strategicznie, rzadko kiedy kwalifikuje się do definicji „Mount Rushmore graczy”, oraz samego siebie, budzi pytania o obiektywizm. Green i Kerr, choć niekwestionowani architekci sukcesu, stają w cieniu tych, którzy sami pociągali za sznurki na parkiecie przez dekady.
Czy Kevin Durant został niesłusznie wykluczony z panteonu?
Najbardziej elektryzującym pominięciem wydaje się być Kevin Durant. Gracz, który przyszedł do Oakland po historycznym sezonie 73 zwycięstw i porażce z Cleveland Cavaliers w Finałach 2016, a następnie poprowadził zespół do dwóch mistrzostw, zdobywając dwa tytuły MVP Finałów. Green sam aktywnie rekrutował Duranta, a mimo to jego nazwisko nie znalazło się w ekskluzywnym gronie.
Argumentacja Greena opiera się na tym, że Warriors zdobywali mistrzostwa przed erą KD i po jego odejściu:
„Green uznał, że Durant nie zasługuje na miejsce z pozostałą czwórką, ponieważ Warriors zdobywali tytuły zarówno przed jego przybyciem, jak i po jego odejściu.”
To jest z pewnością kontrowersyjny punkt widzenia, który częściowo ignoruje fakt, iż Durant był obiektywnie najlepszym zawodnikiem w drużynie przez połowę z tych czterech pierścieni. Dla wielu kibiców jest to niesprawiedliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę fenomenalne występy Duranta. Z drugiej strony, Green, jako filar organizacji, może argumentować, że prawdziwa esencja Wojowników opiera się na trzonie, który zbudował fundamenty pod tym sukcesem. Niestety, nie najlepsze występy Duranta po opuszczeniu Golden State utrudniają ocenę jego wpływu tylko w kontekście tamtej dynastii.
Kto z dawnych gwiazd ma najmocniejsze argumenty przeciwko Greenowi?
Gdy cofamy się do ery sprzed dominacji Curry’ego, lista potencjalnych kandydatów do pomnika staje się bardzo długa, ale to głównie dwie legendy mają najwięcej do powiedzenia w tej dyskusji. Chris Mullin, weteran spędził w Golden State 13 sezonów, będąc absolutną twarzą klubu w latach 80. i na początku lat 90. To on utrzymywał przy życiu pasję kibiców w chudych latach, zanim nadeszła rewolucja.
Rick Barry natomiast to postać, która ma w swoim CV mistrzostwo NBA, a jego wkład w historię klubu był absolutnie monumentalny, dopóki era Curry’ego nie zaczęła prześcigać historycznych osiągnięć. Barry był ligową elitą w swoich czasach.
Green zasługuje na uznanie za szczerość – nie próbował umniejszać zasług innych, po prostu przedstawił swoją opaskę lojalności. Jednak Warriors to organizacja z bogatą historią, w przeciwieństwie do np. Orlando Magic czy Memphis Grizzlies, gdzie lista kandydatów jest znacznie krótsza. Złożoność wyboru dla GSW polega na tym, że wielu koszykarzy ma mocne argumenty, a wybór Greena to czysta subiektywna manifestacja jego osobistego postrzegania ducha tej konkretnej dynastii.









