Świat NBA wstrzymał oddech, gdy na jaw wyszły zawirowania wokół dostępności Joela Embiida. Czy to choroba, czy może coś więcej? Saga dotycząca wykluczenia gwiazdy Philadelphia 76ers z kluczowego starcia z Washington Wizards wywołała spore poruszenie, a sam zawodnik nie krył swojego oburzenia. Przyjrzyjmy się kulisom tej nietypowej sytuacji i temu, jak Embiid zareagował na decyzję, która uderzyła w jego chęć gry.
Kontrowersje wokół absencji: Od braku na raporcie po nagłe wykluczenie
Zacznijmy od początku tej nieco farsowej, jak na zawodowe sportowe standardy, historii. Wszyscy byli zdezorientowani. Najpierw Embiid widniał jako gotowy do gry na starcie z Washington Wizards, pomimo tego, że zaledwie chwilę wcześniej przyznał, iż zmagał się z infekcją podczas meczu przeciwko Miami Heat. To już samo w sobie budziło pytania o jego realną kondycję.
Jednak poranek przed meczem przyniósł zwrot akcji: centrum Sixers zostało dodane do listy nieobecnych z powodu choroby. Trener Nick Nurse rzucił więcej światła na sytuację, tłumacząc, że Embiid nie był w stanie uczestniczyć nawet w porannej sesji analizy wideo. Kiedy sam Embiid żartobliwie określił doniesienia o jego nieobecności jako „prima aprilisowy żart”, Sixers pozostali śmiertelnie poważni. Drużyna musiała radzić sobie bez swojego MVP w starciu z Wizards. Sytuacja wymagała wyjaśnień, a te padły dopiero w piątek, 3 kwietnia.
Dlaczego Embiid „nie mógł grać”? Gwiazda Philadelphia 76ers wyjaśnia swoje poirytowanie
Kiedy wreszcie stanął przed mediami po zwycięstwie Sixers nad Minnesota Timberwolves, Joel Embiid nie owijał w bawełnę. Jego frustracja była niemal namacalna. Zapytany o absencję w Waszyngtonie, rzucił w eter bombę, która z pewnością miała docierać aż do biur biura zarządu.
„Byłem wściekły. Chciałem grać w koszykówkę. Nie pozwolono mi grać w koszykówkę. Myślę, że to bardziej pytanie do Daryla Moreya i tych, którzy podejmują decyzje” – stwierdził Embiid.
Embiid szczegółowo opisał swój stan fizyczny poprzedzający feralne spotkanie. Przyznał, że w starciu z Miami był bardzo chory, ale czuł wagę tego meczu i chciał dać drużynie szansę na walkę. W przypadku Wizards czuł się znacznie lepiej niż w Miami. Problem leżał w nocy:
„Obudziłem się, nie spałem chyba do piątej czy szóstej rano. Z tego powodu nie mogłem dotrzeć na rozgrzewkę. Potem dowiedziałem się z internetu, że nie gram tamtego wieczoru. To mnie trochę zaskoczyło, a tak, wkurzyło mnie to, ale z drugiej strony, to oni podejmują te decyzje.”
To odważne publiczne kwestionowanie decyzji menedżerskich, zwłaszcza od zawodnika o statusie Embiida, jest rzadkim widokiem. Sugeruje to wyraźne rozminięcie się opinii między zawodnikiem a sztabem decyzyjnym co do definicji „gotowości do gry”.
Sixers radzą sobie bez swojego centra, ale powrót był spektakularny
Choć decyzja o nieobecności Embiida była kontrowersyjna, 76ers zdołali wypracować wynik, który pokazał charakter drużyny. W środowy wieczór zanotowali dominujące zwycięstwo 152-131 nad Wizards, inkasując trzeci triumf w czterech ostatnich meczach. Ta wygrana była dowodem na to, że skład bez supergwiazdy potrafi podnieść się z kolan.
Jednak kibice Sixers wiedzieli, że to tylko tymczasowe rozwiązanie. Mimo początkowych wątpliwości co do jego udziału w kolejnym spotkaniu z Minnesota Timberwolves w piątek, Embiid ostatecznie został odblokowany i zagrał. I to jak.
Gwiazda spędziła na parkiecie 34 minuty, choć jego skuteczność rzutowa nie była idealna – trafił 6 z 17 prób, co dało mu 19 punktów. Kluczowe były jednak inne elementy gry: Embiid zanotował solidne double-double (13 zbiórek), dorzucił siedem asyst i trzy bloki. Sixers wygrali ten mecz 115-103. Dzięki temu zwycięstwu bilans drużyny poprawił się do 43-34, utrzymując ich na szóstym miejscu w Konferencji Wschodniej. Rywalizacja w końcówce sezonu staje się coraz bardziej zacięta.









