Gorące plotki transferowe NBA: na celowniku Celtics i Warriors, Bucks bezradne nad Lillardem.

Zaledwie miesiąc dzieli nas od granicznego terminu wymian na rynku transferowym NBA, a to oznacza, że czas zamienić mgliste spekulacje w konkretne negocjacje i budowanie składów. Chociaż prawdziwy szturm handlowy zwykle następuje tydzień przed 5 lutego, to właśnie teraz kładzione są podwaliny pod decydujące ruchy. Choć niektórzy przewidują powolne okno transferowe, historia uczy nas, by brać to z przymrużeniem oka – w końcu rok temu słyszeliśmy to samo, a i tak byliśmy świadkami historycznego „blockbustera” w postaci wymiany Luką Dončicia do Lakers.

Czy Boston i Golden State są gotowe na radykalne cięcia?

Rynek transferowy NBA za chwilę wejdzie w fazę decydującą, a uwaga skupia się na kilku kluczowych ekipach, które mogą wykonać ruchy mające wpływ na układ sił w konferencjach. Czy pretendenci do mistrzostwa zdecydują się na ryzykowne posunięcia, by zabezpieczyć swoje ambicje?

Boston Celtics – Nawet pomimo obecnej dobrej dyspozycji, jeśli Celtics mogliby pozbyć się Anfernee Simonsa, zarabiającego 26,6 miliona dolarów, i w zamian sprowadzić wartościowego zawodnika, który jednocześnie obniżyłby ich pensje o 12 milionów, zyskując miejsce pod sufitem podatkowym, z pewnością by to rozważyli. Choć krążą doniesienia, że ekipa z Bostonu, druga siła Wschodu, chce bazować na obecnym składzie, łączy to się z brakiem realnych alternatyw. Jak zauważył anonimowy menedżer z Konferencji Zachodniej: „Zbyt trudne zadanie – wysłać dużą pensję i otrzymać w zamian dobrego gracza, który zarabia o połowę mniej. Będą próbowali, ale…” To klasyczny dylemat luksusowego podatnika.

Golden State Warriors – Kuminga jest na celowniku, a lista zainteresowanych klubów – Kings, Suns, Bulls i Mavericks – stale rośnie. Kevin O’Connor z Yahoo dorzucił do tej grupy Blazers, Pelicans i Wizards. Wojownicy będą mogli handlować Jonathanem Kumingą od 15 stycznia. Jeden z menedżerów generalnych stwierdził: „Będą zespoły, których nikt się nie spodziewał, zaangażowane w jego sprawę. Wszyscy wiedzieli, że zostanie wymieniony. Jeśli jeszcze nie zadzwoniłeś (do Warriors), nie oznacza to, że nie jesteś zainteresowany. Po prostu poczekasz do 15. i zadzwonisz”. W obliczu kolejnego potencjalnie elitarnie spędzonego sezonu przez Stephena Curry’ego, fani Warriors oczekują gestu.

Czy desperacja popchnie Bucks i Mavs do szalonych ruchów?

Niektóre zespoły, zamiast spokojnie czekać, wydają się być napędzane poczuciem pilności, co może prowadzić do podejmowania ryzykownych decyzji transferowych.

Milwaukee Bucks – Wielu analityków uważa, że Bucks powinni rozstać się z Giannisem Antetokounmpo, ale klub nie wejdzie w rozmowy o wymianie swojego emblematycznego zawodnika, dopóki on sam o to nie poprosi – a tego jeszcze nie zrobił. Teraz wygląda na to, że Bucks popełnią kolejny błąd po zwolnieniu Damiana Lillarda i podpisaniu kontraktu z Mylesem Turnerem, próbując włączyć do składu kolejny przepłacony kontrakt za wadliwego gracza. Na celowniku są Michael Porter Jr., Zach LaVine czy Jerami Grant. To próba naprawienia problemów poprzez dodawanie kolejnych drogich, choć niekoniecznie pasujących, puzzli.

Dallas Mavericks – Czy wymiana Anthony’ego Davisa byłaby właściwym ruchem, pozwalającym skupić się na rozwijającym się nastoletnim supergwiazdorze Cooperze Flagg? Davis ma 32 lata i jak zwykle boryka się z kontuzjami, grając w zaledwie 19 z 37 meczach. Mavs dostaną za niego „grosze” na rynku, a dodatkowo martwią się o wizerunek związany z oddaniem głównej części zysku z handlu Luką Dončiciem za kontrakty wygasające i mocno chronione wybory w drafcie. Ta wewnętrzna niepewność kierunku rozwoju sprawia, że Mavs są trudni do ugryzienia w negocjacjach.

Drużyny z dna tabeli, czyli kto naprawdę chce coś zbudować?

W dolnych rejonach ligi często dzieją się najbardziej interesujące rzeczy – sprzedaż gwiazd może odmienić przyszłość franczyzy.

Brooklyn Nets – Pisało się już 27 grudnia, że Michael Porter Jr. „zyskał rozgłos” jako element plotek transferowych. W tym tygodniu Bucks, Warriors i Pistons wymieniani są jako potencjalne miejsca docelowe dla MPJ. Jego kontrakt czynił go niehandlowalnym, ale to się szybko zmieniło. Jak skomentował jeden z menedżerów generalnych pod koniec grudnia: „Zespoły się z nim kontaktują, mają pewne zainteresowanie, więc wciąż jest nadzieja, że coś się tam ułoży”.

Sacramento Kings – Kings zmagają się z kontuzjami i problemami z zaangażowaniem utalentowanych gwiazd, które nie potrafią znaleźć chemii – ich bilans to 8-29. Są gotowi sprzedać większość elementów składu, a pozbycie się Zacha LaVine’a i jego 97 milionów dolarów kontraktu na dwa lata jest priorytetem numer jeden. Sam LaVine odniósł się do tematu, mówiąc: „Myślę, że były rozmowy transferowe z wieloma drużynami. Ja się tym nie przejmuję. To wasza praca, by tworzyć nagłówki. Możecie za nimi gonić”.

Indiana Pacers – Warto ich obserwować w miarę zbliżania się terminu. Z bilansem 6-31, najgorszym w lidze, skupiają się na przyszłorocznym składzie, gdy Tyrese Haliburton wróci do pełni zdrowia. Chcą sprowadzić centra i są otwarci na handel Bennedictem Mathurinem, który mimo kontuzji kciuka wciąż ma na rynku swoją wartość.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482