Wielkie trzęsienie ziemi w Zatoce, czyli co naprawdę myśli Draymond Green o transferach i byłych kolegach z Warriors. Czy wymiana Jonathana Kumingi na Kristapsa Porzingisa była warta zachodu? Weteran z Golden State w końcu uchylił rąbka tajemnicy na temat skomplikowanych relacji w szatni i tego, kogo naprawdę będzie brakować w Oakland.
Gorzki smak nieodbytki: Wgląd Draymonda Greena w sagę Kumingi
Zakończenie sagi związanej z Jonathanem Kumingą i Golden State Warriors tuż przed deadlinem transferowym wywołało niemałe poruszenie. Oczywiście, gdy sprawa dotyczy tej organizacji, uwaga mediów skupia się nie tylko na zawodnikach, ale przede wszystkim na wizji i — nie oszukujmy się — kontrowersyjnych komentarzach Draymonda Greena. W najnowszym odcinku swojego podcastu, „The Draymond Green Show”, weteran szczerze podzielił się swoimi odczuciami na temat odejścia młodego skrzydłowego.
Green, znany ze swojej bezkompromisowości, nakreślił, jak trudna była pozycja Kumingi. Zaznaczył, że bycie siódmym wyborem w drafcie NBA zazwyczaj oznacza, że trafia się do organizacji, gdzie dostaje się „piłkę do gry” i wolność do popełniania błędów, co jest kluczowe dla rozwoju. Jak stwierdził Green:
„Zazwyczaj trafiasz w miejsce, gdzie dadzą ci piłkę. Pozwolą ci popełnić masę błędów, a ty wyrastasz z tych błędów w nadziei, że staniesz się kluczowym, narożnym elementem przebudowy drużyny, która wybrała cię z siódmym numerem.”
Jednak los Kumingi potoczył się inaczej. Trafił do ekipy, która niedawno zdobyła mistrzostwo. W takich warunkach, gdzie walka o minuty jest zaciekła, przebicie się staje się ekstremalnie trudne. Mimo to, Green szczerze docenił sposób, w jaki młody zawodnik podszedł do tej skomplikowanej sytuacji przez cztery i pół roku w Bay Area.
„Doceniam sposób, w jaki to zniósł, dojrzałość, którą wykazał w radzeniu sobie z tą sytuacją przez cały czas, nawet gdy pisano na ścianie i wszyscy na świecie wiedzieli, że transfer się wydarzy.”
Sam Kuminga, póki co, czeka na debiut w barwach Atlanta Hawks z powodu kontuzji lewego kolana. Jego powrót po przerwie na All-Star Game to obecnie największa niewiadoma w stolicy stanu Georgia.
Czy Porzingis to ten brakujący element układanki Warriors?
Transfer Kumingi i Buddy’ego Hielda do Atlanty w zamian za Kristapsa Porzingisa wywołał mieszane uczucia wśród kibiców Warriors. Niektórzy z niedowierzaniem kręcili głowami, marząc o duetach z Giannisem Antetokounmpo, a nie o wymianie, która dla części fanów wydawała się niewystarczająca. A co na to Draymond? On widzi w Porzingisie czystą wartość defensywną.
Dla Greena, który sam jest sercem i płucami obrony w Golden State, obecność drugiego gracza chroniącego obręcz to game changer. Porzingis, ze swoim wzrostem i zdolnością do blokowania rzutów, uwalnia pozycję Greena, pozwalając mu na agresywniejsze działanie na całym parkiecie. Green to podkreślił:
„Dla mnie osobiście uwielbiam, gdy na parkiecie jest inny obrońca obręczy, ponieważ wtedy mogę reagować na rzeczy, które widzę. Kiedy jestem jedynym obrońcą obręczy, na rzeczy, które widzę i ewentualnie chciałbym zareagować, nie mogę tego zrobić, bo po prostu zostawiam otwartą przestrzeń pod koszem.”
Warto jednak pamiętać, że Porzingis również nie miał łatwego początku w nowym zespole, grając zaledwie 17 meczów z powodu grypy i różnych urazów. Podobnie jak Kuminga, także KP ma wrócić na boisko po przerwie na All-Star Game, co oznacza, że na ocenę tego trade’u poczekamy jeszcze chwilę.
Buddy Hield: Niepozorny kolega, który zostawił ślad
Chociaż cała uwaga skupiła się na tej wymianie jako na transakcji Kuminga za Porzingisa, postać Buddy’ego Hielda często umykała w medialnym szumie. Był on ulubieńcem fanów, a jego relacje poza boiskiem, na przykład z Jimmym Butlerem, budziły sympatię. Draymond Green postanowił oddać mu sprawiedliwość, opisując jego wpływ na szatnię Warriors.
Mimo tego, że jego rola na boisku bywała niepewna – raz w pierwszej piątce, raz na ławce, a czasem nawet z wpisem DNP (Did Not Play) – Hield zachowywał stały, profesjonalny poziom podejścia. Green podkreślił tę godną podziwu konsekwencję:
„Nieważne, czy grał, czy był w pierwszej piątce, czy wchodził z ławki, czy miał wpis DNPs, jego nastawienie było takie samo. Nieważne, czy pada deszcz, śnieg, świeci słońce, czy po prostu jest typowy wiosenny dzień – jego nastawienie było identyczne. A kiedy masz takich facetów w swojej organizacji, zostawiają ślady. I Buddy Hield zostawił swój ślad.”
Green posunął się nawet do osobistej oceny, stwierdzając, że Hield był jednym z jego ulubionych kolegów z drużyny w całej karierze. Niestety, weteran musiał zostać oddany w procesie wyrównania pensji koniecznym do sprowadzenia Porzingisa, co pokazuje cenę, jaką trzeba zapłacić za roszady na rynku NBA.









