Cleveland Cavaliers niespodziewanie musieli walczyć o zwycięstwo z Sacramento Kings, mimo że byli faworytami starcia. Czy debiut Jamesa Hardena był tym, czego potrzebowała ekipa z Ohio, by przetrwać kryzysowe momenty i zgarnąć cenne punkty na wyjeździe? To starcie pokazało, że integracja nowych talentów bywa burzliwa, ale ostatecznie przynosi zamierzone rezultaty.
Harden idzie w ślady Mistrzów: Czy debiut w Cleveland był udany?
Sobotni wieczór wystawił Cleveland Cavaliers na ciężką próbę. Grając drugiego wieczoru z rzędu na wyjeździe i bez kilku kluczowych graczy z rotacji, Cavs mierzyli się z nieprzewidywalnym Sacramento Kings. Choć ostatecznie udało im się wygrać, zwycięstwo okupione zostało pełnymi 48 minutami wytężonej walki. To, co działo się w końcówce, przejdzie do historii – DeMar DeRozan wyrównał mecz celnym rzutem za trzy w ostatniej minucie, ale to Donovan Mitchell i, co ważniejsze, świeżo upieczony James Harden, przypieczętowali triumf serią punktów z linii rzutów wolnych.
W kluczowym momencie, jeszcze przed decydującą fazą, mieliśmy eskalację emocji po zbiórce Keona Ellisa, który natychmiast posłał piłkę do Hardena, a ten odpowiedział serią dwóch celnych trójek, odwracając wynik z minus pięciu na plus jeden dla Cavaliers. To był moment, którego potrzebowała drużyna – iskra od nowego nabytku.
Statystycznie, Donovan Mitchell zanotował 29 punktów po przerwie, a Jarrett Allen dorzucił kolejne 29 „oczek”. sam Harden zdobył 23 punkty. Ale to, co działo się w czwartej kwarcie, zasługuje na osobną analizę. Po fatalnym dla Cavs trzecim fragmencie gry, w którym stracili aż 41 punktów, musieli się mocno odbudować. Właśnie wtedy Harden pokazał, dlaczego jest zawodnikiem klasy światowej.
Czyszczenie sumienia: Harden eksploduje w czwartej kwarcie
James Harden potrzebował czasu, aby „złapać rytm” w ofensywie, ale gdy to się stało, było już po meczu dla Kings. Aż 15 z jego 23 punktów padło w ostatniej kwarcie, włączając w to perfekcyjny bilans 3/3 za łuku. Stary, dobry Harden – pojawić się tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Do tego dołożył cztery kluczowe rzuty osobiste, które ostatecznie przypieczętowały wygraną.
Biorąc pod uwagę, że sam Harden stwierdził, iż miał zespole zaledwie 10 minut treningu przed tym spotkaniem, rezultat ten jest wręcz fenomenalny. Zanotował również osiem asyst, choć jego 13 oddanych rzutów było skromne w porównaniu do jego standardów – ale to dopiero początek.
Co ciekawe, Cavs zanotowali w czwartej kwarcie 39 punktów, co pokazuje ich zdolność do szybkiej reakcji po słabszym okresie. Po raz kolejny udowodnił też swoją wartość Keon Ellis, który grał niemal przez całą czwartą cześć spotkania. Ten młody zawodnik notował imponujące +20 w zaledwie 18 minut, trafiając dwie trójki i notując trzy przechwyty. W obliczu absencji Deana Wade’a, Ellis był absolutnym numerem jeden w defensywie. Pamiętajmy, że w swoim drugim meczu dla Cavs odnotował między innymi efektowne zablokowanie DeMara DeRozana.
Dalsza droga: Czy Harden i Mitchell to duet nie do zatrzymania?
Z bilansem jeden wygrany i zero porażek jako zawodnik Cleveland Cavaliers, James Harden z pewnością chce podtrzymać dobrą passę. Kolejny sprawdzian czeka ich w poniedziałek, kiedy to zakończą pięciomeczową serię wyjazdową starciem z mocno osłabionym Denver Nuggets. Nuggets niedawno stracili Peytona Watsona na 4 do 6 tygodni, co oznacza utratę jednego z ich kluczowych motorów napędowych.
Przed przerwą na All-Star Game czeka ich jeszcze mecz z Washington Wizards 11 lutego. Bez kluczowych graczy po drugiej stronie parkietu, jak np. Anthony Davis czy Trae Young (przyjmując, że ich absencje się przedłużą), młodszy skład Cavs będzie miał szansę na dalsze minuty i rozwój rotacji. Pierwszym rywalem po przerwie będzie Brooklyn Nets.
Kluczowe jest to, jak szybko Harden zintegruje się z resztą układanki. Sam fakt, że on i Donovan Mitchell byli w stanie sobie zaufać od pierwszego gwizdka, to potężny sygnał. Obaj panowie to gracze, którzy nigdy nie opuścili fazy posezonowej – to dwaj najlepsi „closerzy” w lidze. W „Krainie Obiecanej”, gdzie Cavs mają teraz bilans 32-21, horyzonty wydają się nieskończone, a pojawienie się Hardena przenosi oczekiwania na zupełnie inny poziom.









