Mówią, że gwiazdy bledną po trzydziestce, ale James Harden właśnie udowodnił, że dla niektórych to dopiero czas na odpalenie prawdziwego silnika. Weteran Los Angeles Clippers zaserwował historyczny spektakl, burząc lokalne rekordy i na chwilę zapominając o krytyce. Czy to nowy rozdział w karierze byłego MVP, czy chwilowy błysk przed kolejnym zwrotem akcji?
Harden pisze historię Clippers: 55 punktów i dominacja w stylu MVP
Nikt nie spodziewał się takiego huraganu ofensywnego. James Harden, na swoim siedemnastym sezonie w lidze, zgotował noc, którą Los Angeles Clippers zapamiętają na długo. W starciu z Charlotte Hornets, „Broda” uderzył z siłą, która od dawna była uśpiona, notując 55 punktów. To nie tylko życiówka w tym sezonie, ale absolutny rekord punktowy w historii klubu z Miasta Aniołów.
Harden był nie do zatrzymania, trafiając dziesięć razy za trzy punkty, co tylko podkreślało jego niszczycielską skuteczność. Mówimy o 65,4% celności z gry i niesamowitym 11/14 z linii rzutów wolnych. To była manifestacja w stylu „starego Hardena”, na którego tak długo czekali kibice Clippers. Fadeaway World donosi, że ta demolka zakończyła się wynikiem 131 do 116.
Co ciekawe, ten występ to już 25. mecz w karierze Hardena, w którym przekroczył magiczną granicę 50 punktów. Jak podaje ESPN Research, zrównał się tym samym z legendarnym Kobem Bryantem, zajmując trzecie miejsce w historycznej klasyfikacji NBA. Przed erupcją Hardena, rekord Clippers należał do Charlesa Smitha i Boba McAdoo, którzy zanotowali po 52 punkty. W tym kontekście, 55 oczek to nie tylko poprawienie rekordu, to jego zmycie. Warto dodać, że Ivica Zubac solidnie pomógł, dorzucając cenne 18 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst, co pomogło zakończyć serię trzech porażek z rzędu.
Jak Harden przejął kontrolę od pierwszej syreny
To był popis od samego początku. Harden wlał w pierwszą kwartę 27 punktów – już wtedy można było czuć, że nadciąga coś historycznego. Kontrolował każdą akcję, a każda próba kontry ze strony Hornets była tłumiona niemal natychmiast. Nawet gdy Charlotte próbowało się zbliżyć, Harden miał gotową odpowiedź.
W trzeciej kwarcie, gdy Hornets zdołały zmniejszyć stratę do zaledwie dwóch punktów (74:72), nastąpiło kluczowe odwrócenie losów meczu. Po tym, jak LaMelo Ball złapał swój czwarty faul i usiadł na ławce, Harden wykorzystał lukę w obronie rywala. Jego popisowym zagraniem był step-back za trzy punkty nad dwoma obrońcami, po którym jeszcze wymusił faul na Moussie Diabate, co skończyło się zagraniem „czteropunktowym”. To jest właśnie ten moment, za który płaci się milionowe kontrakty.
W obliczu tak elektryzującego występu, zapytano go po meczu, co te punkty znaczą w jego 17. sezonie. Odpowiedź była krótka i dojrzała, pokazując ewolucję gracza: Cytuję: „Cieszę się, że wygraliśmy”. To pokazuje zmianę priorytetów.
Choć Kon Knueppel (26 punktów) i Brandon Miller (21 punktów, powracający po kontuzji barku) starali się utrzymać Hornets w grze, strata Ryana Kalkbrennera z powodu urazu kostki w początkowej fazie meczu mocno osłabiła rotację podkoszową Charlotte. Clippers bezwzględnie wykorzystali przewagę fizyczną Zubaca w trzeciej części gry, co otworzyło drogę dla Hardena. Jego 55 oczek zrównało się z najlepszymi wynikami w lidze w tym sezonie, ustępując tylko występom Nikolę Jokicia i Shai Gilgeous-Alexandra, choć jego osobisty rekord to wciąż 61 punktów.
Czy ten wulkan energii da tlen Clippersom na resztę sezonu?
Bilans Clippers, wciąż nieidealny (5-11), nie odzwierciedla nagle pojawiającej się dynamiki. Weteran ten, mając 36 lat, dostarcza niesamowite liczby: 26,5 punktu, 8,6 asysty i 6,2 zbiórki na mecz. Co bardziej intrygujące, jego forma w ostatnich pięciu spotkaniach to już statystyki stricte na poziomie supergwiazdy ery prime: 38,4 punktu, 7,8 asysty i 7,0 zbiórki, przy kosmicznej skuteczności 45% za trzy punkty i 88% wolnych.
Nawet jeśli wyniki w tabeli pozostają nierówne, ten ciągłe, mocne występy Hardena dają tej drużynie niezbędny impuls – rodzaj życia, którego brakowało w początkowej fazie sezonu. On stał się stabilizatorem, którego pierwotnie może nie planowano, ale okazał się kluczowy. Jego zdolność do niesienia ofensywy daje reszcie składu cenny czas na zgranie się i ustabilizowanie ról.
Mecze takie jak ten pokazują potencjał Clippers, gdy Harden przejmuje kontrolę nad każdą akcją z pełnym przekonaniem. Po drodze jest jeszcze wiele do zrobienia, ale ten nagły renesans Jamesa Hardena daje Los Angeles realną szansę na to, by wreszcie skierować ten sezon na właściwe tory.









