W świecie NBA, gdzie plotki handlowe rozpalają wyobraźnię kibiców bardziej niż dogrywka, nazwisko Ja Moranta stało się ostatnio gorącym tematem. Czy potentat z Południa, Miami Heat, faktycznie ma szansę na ten nieoczekiwany transfer? Sytuacja Memphis Grizzlies wskazuje, że niemożliwe staje się możliwe, a koszty pozyskania tego dynamicznego rozgrywającego wydają się być zaskakująco niskie.
Dlaczego Grizzlies wreszcie puszczają wolno swoje „złote dziecko”?
Nie ma co ukrywać, że Ja Morant to gracz diametralnie zmieniający oblicze każdego parkietu. Jego eksplozja, drybling i umiejętność kończenia akcji przypominają najlepsze czasy najgroźniejszych „jedyniek” w lidze. Mimo to, Memphis Grizzlies od dłuższego czasu nie potrafiły w pełni wykorzystać jego talentu, a sytuacja stała się ostatnio co najmniej skomplikowana.
Największym problemem, który limituje wartość Moranta na rynku, jest jego… dostępność. Od momentu, gdy trafił do Memphis w 2019 roku, jego kariera naznaczona jest kontuzjami i zawieszeniami. Najwięcej spotkań, 67, rozegrał w swoim debiutanckim sezonie, będąc wówczas 20-latkiem. Nawet w swoim najlepszym, gdy zdobył nagrodę dla Najbardziej Ulepszonego Zawodnika w sezonie 2021-22, notując 27,4 punktu, opuścił 57 meczów. A ostatnie lata? Produkcja drastycznie spadła. W ciągu ostatnich trzech sezonów Morant zagrał łącznie zaledwie 77 spotkań, zmagając się z problemami zdrowotnymi m.in. kontuzją łydki.
Wysoką cenę Moranta wciąż widzi się w jego kontrakcie – 39 milionów dolarów w tym sezonie, z perspektywą 42 milionów w 2026-27 i 45 milionów rok później. Mimo tego, jak donosi Shams Charania z ESPN, Grizzlies zaczęły publicznie sygnalizować gotowość do przyjmowania ofert za swojego lidera. To prawdziwy sygnał dla ligi, że budowanie wokół Moranta przyszłości na razie nie wychodzi, jak planowano.
Niska cena za gwiazdę? Czy Miami Heat może kupić tanio?
Miami Heat od dawna nosiło się z zamiarem sprowadzenia Moranta, ale do tej pory Grizzlies były zbyt nieugięte. Teraz, gdy sytuacja się zmieniła, eksperci sugerują, że Heat mogą wejść do gry na wyjątkowo korzystnych warunkach. Kluczową informacją jest wycena, którą Grizzlies mają mieć na myśli.
Weteran i analityk NBA, Marc Stein, na podcaście „All NBA” stwierdził, że jeśli w pakiecie transferowym pojawi się wybór w pierwszej rundzie draftu, Morant prawdopodobnie zmieni klub. Stein skomentował:
„To ciekawe, że Grizzlies tak otwarcie dały znać, że są gotowi rozmawiać o nim, ponieważ wcześniej byli temu bardzo oporni. Ale myślę, że rzeczywistość jest taka, że od dawna dyskutujemy o możliwości wymiany Trae Younga, LaMelo Balla i Ja Moranta, jeszcze przed Świętem Dziękczynienia. Czy Grizzlies mogą oczekiwać czegoś więcej niż to, co dostali Hawks [za Younga]? Wstępne doniesienia sugerują, że jeśli sprzedadzą Ja Moranta, będą celować w co najmniej jeden wybór w pierwszej rundzie. Czy znajdzie się zespół, który da pierwszorundowy pick po tym, jak Trae Young zamienił się w zasadzie na zawodnika z wygasającym kontraktem i gracza uzupełniającego skład? Zobaczymy.”
Biorąc pod uwagę, że Atlanta Hawks pozbyła się Trae Younga za relatywnie niski pakiet (wspominano o CJ McCollumie i Corym Kispercie, bez kapitału w postaci draftu), oczekiwania Memphis mogą być nierealistyczne w kontekście niestabilnej historii medycznej Moranta. Dla Miami Heat to może być życiowa szansa na przejęcie supergwiazdy w momencie, gdy jej cena rynkowa jest zaniżona.
Jakiego pakietu może oczekiwać Memphis od Miami?
Miami Heat, znane ze swojej elastyczności i chęci zarządzania twardym pułapem wynagrodzeń (hard cap), mają narzędzia, by skonstruować ofertę pasującą do wymogów Grizzlies. Aby skompletować wymaganą wartość kontraktową, Heat mogliby wykorzystać kontrakt Terry’ego Roziera, dodając do niego gracza pokroju Simone Fontecchio plus pewien „filler”. Taki zabieg pozwoliłby na zrównanie pensji z Morantem.
Następnie pojawia się dylemat draftu. Czy Heat oddadzą przyszły kapitał, czy może postawią na młody talent? Eksperci są zgodni: mało prawdopodobne jest, aby Miami chciało włączyć do oferty Kela’ela Ware’a – to zbyt duża inwestycja w przyszłość. Bardziej realne opcje to wysłanie do Memphis Nikolę Jovicia lub, co byłoby prawdziwym ciosem dla kibiców Heat, Jaime’ego Jaqueza Jr. Oddanie tak cennego młodego gracza, jak Jaquez, przy jednoczesnym zachowaniu obecnego kapitału w postaci picków, byłoby dla organizacji odważnym, ale satysfakcjonującym ruchem – w końcu dostają gwiazdę gotową do walki o mistrzostwo natychmiast.
Heat mogliby zabezpieczyć się, oferując na przykład wybór w pierwszej rundzie w roku 2029, ewentualnie z pewnymi klauzulami ochronnymi, podobnie jak w przypadku picku do Charlotte. Do granicy transferowej pozostało jednak jeszcze ponad trzy tygodnie, a Miami i Morant to z pewnością duet, któremu należy się baczna uwaga analityków.









