Indiana Pacers, drużyna budująca swój sukces na genialnych transferach i wyborach w drafcie, właśnie straciła kluczowego architekta tej układanki. W obliczu faktu, że rzadko przyciągają gwiazdy z wolnego rynku, utrata kogoś odpowiedzialnego za identyfikację talentów to gol zadany we własne nogi. Czy Kevin Pritchard ma już plan B, by obronić wizję przebudowy ekipy z Indianapolis?
Kadrowa trzęsienie ziemi: jak Pacers stracili swój „oczny” atut
Indiana Pacers, pod wodzą Kevina Pritcharda, udowodniła, że nie potrzebuje drogich wolnych agentów, by stworzyć zespół zdolny do walki. Transakcje, które sprowadziły do Indy graczy formatu Tyrese’a Haliburtona, Pascala Siakama, Aarona Nesmitha, a także Ivicy Zubaca (pozyskanego w wymianie), to podręcznikowy przykład mistrzowskiego zarządzania. Nawet Andrew Nembhard, fundament obecnej piątki, był wyborem z drugiej rundy draftu. Do tego dochodzi Obi Toppin – kluczowy rezerwowy, również pozyskany poprzez wymianę. To wszystko świadectwo siły działu skautingu i biura zarządu, uznawanego za jeden z najlepszych w lidze. I właśnie ten filar runął.
Jak donosi Zach Osterman z IndyStar, Hoosiers (drużyna Uniwersytetu Indiany) zdołali przechwycić jednego z najbardziej szanowanych członków sztabu Pacers. Ryan Carr, wieloletni skaut z NBA, przechodzi na stanowisko generalnego menedżera uniwersyteckiej drużyny koszykarskiej. To gigantyczny ruch dla IU, która notabene niedawno zdobyła mistrzostwo w futbolu amerykańskim, a teraz chce odbudować swój program koszykarski.
Carr nie jest przypadkową postacią. Zanim trafił do Pacers, pracował już na Uniwersytecie Indiany. Jego powrót do Alma Mater w roli szefa operacji koszykarskich to dla Pacers potężny cios. Mówi się, że to właśnie Carr był kluczowym elementem w procesie draftowym dla Pacers. Zdolność do wykrywania talentu i dogłębna znajomość koszykarskiej sceny stanu Indiana były jego unikalną przewagą. Utrata kogoś takiego, zwłaszcza przed nadchodzącym, ponoć historycznym draftem prospektów, stawia zarząd w trudnej sytuacji.
Tankowanie i nieuchronna strata: pułapka przyszłego draftu
Obecna strategia Indiany jest krystalicznie jasna: celowe przegrywanie (tankowanie), aby utrzymać swoją niewymienialną pierwszą czwórką wyborem w drafcie. Gdyby ich wybór wylądował na pozycjach 5-9, prawa do niego przejęliby Los Angeles Clippers w ramach wspomnianej wymiany Zubaca. Na szczęście, analitycy wskazują, że istnieje wyraźna przepaść między czołówką a resztą stawki, co daje fanom nadzieję, że odległość od Zubaca nie będzie miała znaczenia, o ile Pacers wylądują w Top 4.
Mimo tej perspektywy, odejście Cara rodzi pytania o zdolność organizacji do powtórzenia sukcesów w rekrutacji. Jeśli Pacers unikną utraty picka, nadal będą musieli dokonać optymalnego wyboru. „>Z perspektywy uniwersytetu, jest to duża strata dla Pacers. Carr był facetem, który pomagał prowadzić proces draftowy w Indianie. Znalezienie dla niego zastępstwa nie będzie łatwe, zwłaszcza z nadchodzącym draftem wszech czasów” – czytamy w doniesieniach.
Czy front office jest w stanie uchronić dynastię od środka?
Budowanie zwycięskiej maszyny bez dostępu do elitarnych wolnych agentów wymusza na Pacers utrzymanie absolutnie twardego i wizjonerskiego front office. To są jedyne drzwi do statusu pretendenta do tytułu.
Obecnie Pacers borykają się z najgorszą ofensywą w lidze, co jest bezpośrednim efektem kontuzji Tyrese’a Haliburtona przez cały sezon. Brak lidera, który generuje łatwe punkty, bolał potężnie. Wszyscy wiemy, że po powrocie Haliburtona ofensywa odżyje, ale pytanie brzmi: czy to wystarczy? Nawet z liderem na parkiecie, Pacers potrzebują wzmocnienia ławki, by konkurować na Wschodzie.
W tym kontekście, priorytetem organizacji na resztę sezonu staje się znalezienie godnego następcy Cara. Muszą mieć nowego człowieka gotowego do prowadzenia procesu selekcji, zanim nadejdzie kolejna rekrutacyjna gorączka. Utrata kogoś, kto ma „oko” do talentu i zna lokalny krajobraz, zmusza zarząd do szybkiej kontry, by nie stracić rozpędu, który kosztował ich lata pracy.









