Madison Square Garden po raz kolejny stało się areną absolutnie historycznego dramatu, podczas którego New York Knicks dokonali jednego z najbardziej niewiarygodnych powrotów w historii fazy pucharowej NBA. Koszmarny deficyt, sięgający 22 punktów w czwartej kwarcie, stopniał w obliczu tytanicznej walki, a ostatecznie Knicks triumfowali nad Cleveland Cavaliers 115-104 po dogrywce. Jak zareagował na to wydarzenie kluczowy architekt tego cudu, Jalen Brunson? Sami spójrzmy prawdzie w oczy, on sam nie był w stanie do końca pojąć, co się stało.
Jalen Brunson: „Nie mam na to odpowiedzi” po historycznym pogromie Cavaliers
Kiedy po meczu zapytano Jalena Brunsona co stoi za tym, że Knicks zdołali odwrócić tak beznadziejną sytuację, gwiazda Nowego Jorku nie zdołała znaleźć prostego wyjaśnienia. „Znaleźliśmy sposób. Nie mam na to odpowiedzi” – przyznał otwarcie. Gdy przypomniano mu, że jego drużyna rzuciła Cleveland niesamowite 44 punkty przy zaledwie 11 punktach rywali w ostatnich siedmiu minutach regulaminowego czasu gry i dogrywce, Brunson całą odpowiedzialność za ten przełom zrzucił na siłę mentalną zespołu.
„Zatrzymywaliśmy ich, walczyliśmy dalej, wierzyliśmy. Po prostu krok po kroku zmniejszaliśmy stratę. Oni grali świetną koszykówkę, a my po prostu znaleźliśmy tę drogę” – tłumaczył, dystansując się od osobistych zasług. Gdy dziennikarze naciskali na jego rolę w tym powrocie, Brunson kategorycznie unikał gloryfikacji. „Uświadomię sobie to dopiero później. Cieszę się, że znaleźliśmy sposób na wygraną. Moi koledzy z drużyny muszą we mnie wierzyć, moi trenerzy — cała zasługa należy się im” – podkreślił.
Zapytany o wpływ takiego zwycięstwa na morale drużyny, jego odpowiedź była zaskakująco stonowana. „Nawet w wygranym meczu wciąż możemy się uczyć. Oczywiście, nie zagraliśmy najlepiej – przynajmniej nie do samego końca. Mamy mnóstwo pracy do wykonania” – stwierdził lider Knicks. Ta mieszanka euforii i surowej samokrytyki to esencja sportowej mentalności na najwyższym poziomie.
MSG świadkiem historycznego odwrócenia losów meczu
Zanim doszło do tego legendarnego finiszu, obraz gry był dla kibiców Knicks brutalny. Na niecałe osiem i pół minuty przed końcem czwartej kwarty, tablica wyników wskazywała 93-71 dla Cleveland. Prawdziwy reset nastąpił, gdy Brunson zaczął bezpardonowo atakować wszelkie próby krycia ze strony Jamesa Hardena, wymuszając przewagi i zdobywając punkty.
To właśnie w tym momencie włączył się tryb kosmicznego odrodzenia. Brunson w ferworze tej pogoni trafił pięć kolejnych rzutów z gry, a ostatecznie zakończył mecz z imponującym dorobkiem 38 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek – 17 z tych punktów padło w decydującej czwartej kwarcie i dogrywce. Niewątpliwie, to on był dzisiaj iskrą, która podpaliła Madison Square Garden.
Mikal Bridges dołożył solidne 18 punktów, ale 29 punktów Donovana Mitchella, dla którego starcie z Knicks, jego dziecięcą drużyną, ma dodatkowy wymiar, nie wystarczyło Cavs. Knicks rozpoczęli dogrywkę runem 9-0, który definitywnie przypieczętował ich zwycięstwo i dał im prowadzenie 1-0 w serii. To ósme zwycięstwo z rzędu dla Nowego Jorku, ale czy ta seria może stać się błogosławieństwem, które stanie się przekleństwem?
Czy powtórka awantury wczesnym startem jest konieczna?
Ekipa z Nowego Jorku wygrała osiem meczów z rzędu, wchodząc w Game 2 z niesamowitym impetem. Niemniej jednak, to ostatnie spotkanie jest potężnym ostrzeżeniem. New York Knicks absolutnie nie może pozwolić sobie na taką apatię przez trzy kwarty. Cleveland Cavaliers to elitarny zespół z doskonałym sztabem szkoleniowym, a Donovan Mitchell z pewnością nie złoży broni bez walki.
Knicks muszą wejść na boisko z intensywnością godną mistrza od pierwszej sekundy, a nie tylko w ostatnich ośmiu minutach gry. Jeżeli Brunson rozpocznie od mocnego uderzenia, a defensywa będzie szczelna od startu, seria ta może skończyć się, zanim Cavaliers zdążą się zorientować, że w ogóle grali. Jeśli jednak Knicks będą nadal sami sobie szkodzili, to nawet najbardziej nadzwyczajne manewry ratunkowe w końcówkach meczów w końcu przestaną działać. Game 2 odbędzie się 21 maja o 20:00 czasu EST na antenie ESPN.









