Wielkie powroty w NBA bywają dramatyczne, ale powrót Jalena Williamsa do gry w barwach Oklahoma City Thunder to po prostu pokaz absolutnej klasy i determinacji. Kiedy mistrzowie z zeszłego sezonu muszą radzić sobie bez swojego drugiego kluczowego gracza, pojawiają się pytania o głębię składu; jednak Thunder udowadniają, że są maszyną zdolną do wygrywania, nawet na pół gwizdka utalentowanych graczy. Czy ten młody skład jest już gotowy na obronę tytułu, nawet jeśli ich gwiazda musi odpoczywać?
Powrót skrzydłowego i bolesna przerwa w harmonogramie Thunder
Oklahoma City Thunder staje przed drugim wieczorem, grając back-to-back, tym razem u siebie przeciwko Detroit Pistons. Ta potyczka następuje po intensywnym wyjeździe na Wschodnie Wybrzeże, który zakończył się porażką z Boston Celtics. Od kiedy wrócili do domu, Thunder są niepokonani (2-0), zaliczając zwycięstwa nad Chicago Bulls i – co najważniejsze – nad New York Knicks wczoraj wieczorem.
W meczu z Knicksami, w którym obrońcy tytułu NBA zaprezentowali prawdziwy zespołowy wysiłek, odnieśli zwycięstwo różnicą kilkunastu punktów, skutecznie neutralizując Jalena Brunsona i resztę składu. Właśnie ten mecz pokazał, jak wiele znaczy Jalen Williams dla dynamiki tej drużyny. Czterech zawodników, wszyscy będący starterami z zeszłorocznego zespołu mistrzowskiego, zanotowało dwucyfrowe zdobycze punktowe. Shai Gilgeous-Alexander i Jalen Williams łącznie rzucili 52 punkty, a duet Chet Holmgren i Lu Dort dodał do tego 28 punktów.
Williams, w swoim zaledwie czwartym meczu po powrocie, emanował energią. Po okresie nieobecności, w którym musiał zmierzyć się z operacją nadgarstka i kolejnymi naciągnięciami ścięgien podkolanowych, wreszcie złapał swój rytm. Aż trzynaście z jego 22 punktów padło w drugiej kwarcie. To jest ten poziom intensywności, którego oczekuje się od All-Stara.
Dlaczego J-Dub musi usiąść na ławce z Pistonsami?
Niezwykłe jest to, jak Thunder radzą sobie w tym sezonie, będąc zespołem do pokonania, pomimo ograniczonej dostępności Williamsa. W tym sezonie zagrał on raptem w 30 spotkaniach, tracąc inauguracyjne 19 meczów z powodu wspomnianej operacji nadgarstka. Eksperci zdają sobie sprawę, że choć Thunder „przetrwali” bez swojego drugiego najlepszego gracza, to by osiągnąć kolejny tytuł, będą potrzebować Williamsa w stu procentach.
Proces przywracania go do pełnej sprawności wymaga metody. Trener Thunder, Mark Daigneault, potwierdził, że Williams nadal podlega delikatnemu ograniczeniu minutowemu. W każdym z czterech meczów po powrocie spędził na parkiecie mniej niż 30 minut, dostosowując się do tempa gry meczowej.
I tu dochodzimy do sedna sprawy, które zmartwi kibiców: Williams nie będzie grał w dzisiejszym meczu przeciwko Pistonsami. Jak podaje oficjalne oświadczenie, 24-letni gwiazdor z Oklahoma City zagra na mecz na liście nieobecnych ze względu na procedurę zarządzania obciążeniem po powrocie po kontuzji. To standardowa procedura dla graczy wracających po długich przerwach, choć zawsze frustrująca, gdy drużyna walczy o najwyższe rozstawienie.
JDUB wkracza do trybu obrony tytułu: Czy to wystarczy dla powtórki?
Już niedługo znów będziemy świadkami, jak obrońcy tytułu ruszają w bój o utrzymanie korony. W mediach rośnie szum na temat możliwości powtórzenia sukcesu – Thunder, będąc najlepszym zespołem przez cały sezon, z pewnością są w pozycji, by tego dokonać. To pierwszy zespół, który ma szansę sięgnąć po Puchar Larry’ego O’Briena dwa razy z rzędu od ośmiu lat.
Williams jest kluczowym elementem tej układanki. Przypomnijmy, że w zeszłym roku był wybierany do składów All-Star, All-NBA i All-Defensive Team. Bycie tak utytułowanym zawodnikiem poniżej 25. roku życia świadczy o jego nieprzeciętnym talencie i ogromnym potencjale do dalszego rozwoju.
Wczorajszy mecz był jaskrawym dowodem, że Williams wraca do swojej optymalnej formy, notując 22 punkty przy niesamowitej efektywności 7/11 z gry. Co więcej, celował bezbłędnie, trafiając wszystkie siedem rzutów wolnych. Poza suchymi liczbami, to, jak wyglądał na parkiecie, było kluczowe. Był czujny, eksplozywny. Jego zagranie, gdzie przejął piłkę i z pełną prędkością przedzierał się przez wielu obrońców, by zakończyć akcję trudnym layupem pod koszem, to właśnie ta elektryzująca energia, której brakowało.
Jego gra dodaje widoczny wymiar do i tak już znakomitej ofensywy Thunder, która czerpie z genialnej regularności Gilgeous-Alexandra, który notabene zanotował swój 42. mecz z dorobkiem 30 punktów w tym sezonie w niedzielę.
Dzisiejszego wieczoru Oklahoma City celuje w swoje 60. zwycięstwo. Taki wynik przypieczętowałby trzeci sezon z 60 wygranymi w historii franczyzy od czasu jej przeniesienia do Bricktown w 2008 roku. Mimo absencji Williamsa, oczekuje się, że reszta składu podtrzyma ten zabójczy rytm.









