Oklahoma City Thunder budzi koszykarski świat, gromiąc rywali i zbliżając się do historycznych rekordów. Czy obecna maszyna Sama Presti’ego to faktycznie kandydat na najlepszą drużynę wszech czasów? Jeden z jej kluczowych graczy, Jalen Williams, nie ma wątpliwości i rzuca wyzwanie legendom ligi.
Czy Jalen Williams ma rację, stawiając Thunder ponad legendy NBA?
Start sezonu 2025/2026 dla Oklahoma City Thunder jest czymś więcej niż obiecujący – to tsunami. Wynik 24-1 to trajektoria, która realnie zagraża legendarnemu rekordowi 73 zwycięstw, ustanowionemu przez Golden State Warriors w 2016 roku. Oczywiście, w panteonie największych, to Chicago Bulls z sezonu 1995/1996 (72-10) wciąż dzierży koronę, głównie dlatego, że osiągnęli mistrzostwo, podczas gdy Wojownicy z 2016 roku polegli w Finałach NBA.
W obliczu takiego dominującego startu, naturalnie pojawia się dyskusja: czy ta konkretna inkarnacja Thunder jest w stanie prześcignąć wszystkie historyczne składy, które kiedykolwiek pojawiły się na parkietach? Jalen Williams, gwiazda i All-Star drużyny, nie boi się tej konfrontacji. W wywiadzie dla streamera Agenta 00, Williams kategorycznie postawił swój zespół ponad każdego historycznego rywala.
Gdy padło pytanie o starcie z Warriors z 2017 roku, Williams odpowiedział bez wahania:
„Och, mój zespół?”
„Och tak, zawsze powiem, że mój zespół.”
Impas pojawił się, gdy Agent 00 zapytał o konfrontację z Bykami z 1995 roku. Odpowiedź była identyczna:
„Powiem znowu, nasz zespół.”
Podobnie było w przypadku Toronto Raptors z 2019 roku, kiedy to Williams, emanując dumą ze statusu obrońców tytułu i fenomenalnego początku sezonu, stwierdził:
„Nasz zespół.”
Williams jawnie sygnalizuje, że jego Thunder aspirują do bycia nie tylko najlepszymi w teraźniejszości, ale wręcz historycznie najważniejszymi. To odważne deklaracje, które stawiają przed młodą ekipą potężną presję.
Warriors 2016: Lekcja pokory, która wciąż boli
Wojownicy z 73 wygranymi musieli przełknąć gorzką pigułkę. Ich marzenie o koronie najlepszego sezonu zasadniczego w historii skończyło się kompromitującą porażką w Finałach NBA 2016 z Cleveland Cavaliers, po tym jak prowadzili 3-1 w serii. Ten fakt – ta spektakularna wpadka na samym finiszu – sprawia, że ich 73-9 jest często bagatelizowane w dyskusjach o absolutnej wielkości. W sporcie, jak słusznie zauważają kibice, liczy się pierścień mistrzowski.
Dla fanów Golden State, inne tytuły zdobyte w tej dekadzie smakują znacznie lepiej niż ówczesny rekord. Brak koronacji na koniec sezonu zasadniczego to cień, którego nie da się zmazać. To dowód na to, że w play-offach liczy się coś więcej niż statystyki z jesieni i wiosny.
Oświadczenie Jalena Williamsa, choć pełne pewności siebie, automatycznie podnosi poprzeczkę dla Thunder. Skoro uważają się za lepszych od tamtych Warriors, to porażka w drodze po mistrzostwo byłaby nie tylko rozczarowaniem, ale wręcz historyczną klęską, biorąc pod uwagę narzuconą narrację.
Siła 72-10: Czy cyfry Bullsy to za mało?
Chicago Bulls z lat 90. to niemal konsensus, jeśli chodzi o miano najlepszej ekipy w historii NBA. Michael Jordan, po powrocie z emerytury, poprowadził zespół do bezprecedensowej dominacji 72-10. Co jednak cementuje ich legendę, to brutalna siła w fazie posezonowej.
Bulls zdruzgotali Wschód, notując bilans 11-1. Następnie zmiażdżyli 60-zwycięskie Orlando Magic, drużynę, która wyeliminowała ich rok wcześniej. Choć w Finałach NBA stracili dwa mecze z Seattle SuperSonics, nikt nie kwestionował, że seria była pod ich kontrolą po objęciu prowadzenia 3-0. Ta postseason’owa dominacja nad rywalami u szczytu ich siły jest argumentem, na który Williams i Thunder muszą znaleźć kontrargument.
Aby stwierdzenie Williamsa, że Thunder z 2025/2026 są lepsi, zostało uznane za prawdę, Oklahomie nie wystarczy rekord. Muszą zademonstrować podobną, miażdżącą dominację, gdy stawka jest najwyższa, a przeciwnicy walczą o przetrwanie. Dopiero triumf, zdobyty z hukiem, pozwoli porównywać obecną drużynę z ekipą Jordana i Pippena.









