Gdy na rynku transferowym szaleje burza, a media spekulują o przebudowie składu, prawdziwi liderzy zespołu pokazują swoją wartość w najbardziej spektakularny sposób. Cleveland Cavaliers, zespół, który niedawno dokonał roszad, zyskał niespodziewaną odpowiedź od swojego środkowego, Jarretta Allena, który eksplodował formą, rzucając ligę na kolana. Czy to sygnał, że przebudowa nie jest konieczna, a klucz do sukcesu tkwi już w obecnym składzie?
Kariera Allen’a w pigułce: 40 punktów, gdy drużyna tego potrzebowała
Sobotni wieczór sfinalizował transfer Dennisa Schrodera i Keona Ellisa do Cleveland Cavaliers, wzbudzając naturalne pytania o przyszłość rotacji i, co ważniejsze, o pozycję centrów. Zaledwie dzień później, Jarrett Allen – zawodnik, którego nazwisko niejednokrotnie przewijało się w plotkach o możliwych wymianach, by „odciążyć” salary cap – postanowił uciąć te spekulacje jednym, potężnym uderzeniem.
Po tym, jak ich pięciomeczowa seria zwycięstw została przerwana przez Phoenix Suns, Cavaliers zbiorowo wyglądali na nieco przygaszonych. Lecz Allen postanowił, że to nie będzie kolejny przeciętny występ. Zdołał on przebić swój dotychczasowy rekord punktowy, wynoszący 33 punkty, jeszcze przed końcem trzeciej kwarty. To była demonstracja siły, jakiej dawno nie widzieliśmy od „Fro” (jego pseudonim), który w dziewięciu poprzednich meczach nie przekroczył bariery 17 punktów. Taki nagły „breakout” był dokładnie tym, co lekarz przepisał w tym momencie.
W starciu z Portland Trail Blazers, Allen był absolutnie nie do zatrzymania. Gdy Evan Mobley musiał pauzować, to właśnie on wkroczył na plan pierwszy i dostarczył występ, którego Cavaliers potrzebowali do odniesienia zwycięstwa. Jego pierwsza w karierze „czterdziestka” punktowa to moment, który z pewnością zapisze się w historii franczyzy. Zważywszy na to, że jego nazwisko było wymieniane w kontekście potencjalnych wymian mających na celu redukcję pensji, taki mecz działa jak zimny prysznic dla każdego menedżera rozważającego jego odejście.
Oczywiście, Allen jest związany kontraktem długoterminowym, co sugeruje, że jego przyszłość w klubie jest decyzją zarządu. Jednakże, mecze na tym poziomie sprawiają, że najchętniej zatrzymałoby się to, co się ma, na jak najdłużej. Allen, który w tym roku będzie obchodził 28. urodziny, wciąż ma przed sobą mnóstwo koszykówki. Jest zawodnikiem, który pojawiał się, gdy Cleveland go potrzebowało, zwłaszcza od kampanii 2020-2021.
Jego dominacja była kompletna: 40 punktów, 16 zbiórek, pięć asyst i cztery bloki. Działał bez zarzutu po obu stronach parkietu.
Czy Jarrett Allen zamknął dyskusję o swoim odejściu?
W przestrzeni medialnej, zwłaszcza za sprawą mediów społecznościowych, często pojawiały się wątpliwości co do efektywności eksperymentu z „dwoma potężnymi centrami” (double-bigs). Wiele osób uważało, że drużyna osiąga szczyt swoich możliwości, gdy Evan Mobley operuje na pozycji numer pięć, a Allen schodzi niżej, by zyskać więcej miejsca na parkiecie dla rozgrywających.
Ten mecz pokazał, jak bardzo mylna może być ta kalkulacja, gdy Allen jest w gazie. W tym konkretnym spotkaniu, Donovan Mitchell, pomimo bycia ich czołowym strzelcem, zanotował zaledwie 12 z 130 punktów zdobytych przez Cavs. Udzielił on miejsca Allenowi. Co ciekawe, postacie odgrywające mniejsze role również błyszczały: Sam Merrill dołożył 22 solidne punkty, trafiając 6 z 8 prób za trzy punkty, a Jaylon Tyson dorzucił 18 punktów, trafiając bezbłędnie wszystkie cztery rzuty za trzy.
To pokazuje głębię składu, który mimo braku dwóch All-Starów – Dariusa Garlanda i wspomnianego, nieobecnego Mobleya – nie stracił tempa, notując bilans 6-1 w ostatnich siedmiu meczach. Mimo to, każda dyskusja po tym wieczorze będzie koncentrować się na tym, co pokazał ich podstawowy środkowy. Owszem, Allen notował już w tym sezonie mecze powyżej 30 punktów, ale pierwszy „czterdziestka” to inna kategoria.
Można zaryzykować stwierdzenie: „To nie jest zawodnik, którego się wymienia. To jest podstawowy center drużyny kandydującej do mistrzostwa”. Ten pokaz siły jest argumentem, którego nie da się zignorować, sugerując, że Cavaliers mają w rękach narzędzie, które, jeśli będzie odpowiednio wykorzystywane, może ich poprowadzić daleko w fazie posezonowej.
Browar w Cleveland: Jak role graczy zmieniły się w blasku Allena
To niesamowite, jak brak dwóch czołowych graczy może zmusić innych do wejścia na wyższy poziom. Kiedy Evan Mobley jest poza składem, naturalnie oczekuje się, że inni gracze frontcourtowi przejmą więcej obowiązków ofensywnych i defensywnych. Jarrett Allen nie tylko przejął te obowiązki – on je rozbudował.
Brak Mobleya pozwolił Allenowi zacząć dyktować warunki pod koszem w zupełnie nowy sposób. To jest właśnie ten koszykarski szach mat, kiedy rywal nie jest przygotowany na to, że środkowy zacznie tak aktywnie uczestniczyć w grze kreacyjnej i punktowej. W sytuacji rzadko spotykanej w nowoczesnej NBA, gdzie centra często są marginalizowani przez ofensywne systemy oparte na rzutach z dystansu, Allen udowodnił, że dominacja w „pomalowanym” strefie wciąż jest kluczowa.
Ta dysproporcja w wykonaniu Allena, przy jednoczesnym bardzo efektywnym wsparciu ze strony strzelców takich jak Merrill i Tyson (którzy wspólnie zdobyli 40 punktów, trafiając 10 na 12 za trzy!), pokazała, że Chemia w zespole jest silniejsza niż pojedyncze nazwiska. Kiedy Donovan Mitchell jest w stanie odpuścić „rolę zbawiciela” i pozwolić, by inni wzięli ciężar, drużyna staje się nieprzewidywalna. A nieprzewidywalność w play-offach to waluta nie do przecenienia.









