W sercu jednego z najbardziej decydujących sezonów dla Golden State Warriors, uwaga mediów skupia się niezmiennie na Stephenie Currym, a debata o jego miejscu w panteonie koszykarskich legend osiąga nowy poziom intensywności. Tym razem dyskusja została podgrzana przez zaskakującą opinię legendy NBA, która umieściła Curry’ego w absolutnym topie, obok współczesnego dominatora.
Czy koszykarski „Mount Rushmore” właśnie się przemeblował?
Golden State Warriors przechodzi przez jeden z najbardziej kluczowych okresów w swojej niedawnej historii, ale szum wokół Stephena Curry’ego nie cichnie. Debata o tym, gdzie rozgrywający plasuje się wśród największych wszech czasów (GOATs), to dyskusja, która nigdy się nie kończy, a w tym tygodniu znów powróciła dzięki wiarygodnemu głosowi. Mowa o Jasonie Kiddzie, członku Galerii Sław i jednym z najbardziej utytułowanych rozgrywających w historii ligi, który podzielił się swoimi przemyśleniami na temat rankingu graczy na antenie The Dan Patrick Show.
Kidd, mając za sobą karierę naznaczoną mistrzostwami i latami spędzonymi na parkiecie oraz jako trener, ma niewątpliwie kompetentny ogląd na to, jak porównywać gigantów gry. Jego odpowiedź była bezpośrednia i umieściła Curry’ego w elitarnej grupie, co z pewnością wywoła gorące dyskusje wśród kibiców i analityków.
Kidd zestawia Curry’ego i Jokica w swoim all-time top five
W programie Dana Patricka Kidd przedstawił swój bezkompromisowy ranking najlepszej piątki wszech czasów. Bez zaskoczeń na szczycie umieścił Michaela Jordana, za nim LeBrona Jamesa, a następnie Kobego Bryanta. Prawdziwy zwrot akcji nastąpił przy próbie wypełnienia ostatnich dwóch miejsc. Zamiast sięgać do historycznych postaci, Kidd spojrzał na teraźniejszość. Jak to ujął: (Tłumaczony cytat) „A potem, gdyby trzeba było to zakończyć dzisiaj, byliby to Joker i Steph.”
To stawia Nikolę Jokicia i Stephena Curry’ego wyżej od każdego innego gracza w historii NBA poza Jordanem, Jamesem i Bryantem. Jest to znaczące oświadczenie, zwłaszcza ze strony kogoś, kto grał i trenował wielu z tych, których pominięto w tym zestawieniu. Kidd widzi w tych dwóch współczesnych dominatorach czwartą i piątą pozycję — bezprecedensowe uznanie dla aktywnych zawodników.
Dalsza część jego listy top 15 objęła Kevina Duranta, Tima Duncana i Shaquille’a O’Neala, podczas gdy Larry Bird i Magic Johnson znaleźli się tuż poza tą granicą. Aż czterech graczy z jego pierwszej dziesiątki nadal aktywnie gra w lidze.
Kontekst wokół argumentów za Currym i Jokiciem
Obaj gracze wciąż aktywnie piszą swoje dziedzictwo w bieżącym sezonie. Jokić w tym tygodniu pomógł Denver Nuggets utrzymać się w walce w kluczowym meczu numer 5 fazy play-off, stając przed kolejnym meczem eliminacyjnym. Każde zwycięstwo dodaje kolejny rozdział do jego i tak już niezwykłego dorobku w fazie pucharowej. Z drugiej strony, zbyt szybkie odpadnięcie mogłoby sprowadzić na niego krytykę, która często dotyka nawet największych, gdy ich drużyny odpadają wcześniej niż oczekiwano.
Curry z kolei, wchodząc w ostatni etap swojej kariery w wieku 38 lat, nieustannie staje się przedmiotem debat na temat dziedzictwa. Jego cztery mistrzostwa, dwa tytuły MVP i status najlepszego strzelca za trzy punkty w historii ligi sprawiają, że dyskusja o jego wielkości staje się coraz trudniejsza do zignorowania. Ciężko jest dyskutować z osiągnięciami, które zmieniły oblicze współczesnej koszykówki, zwłaszcza z perspektywy gracza, który zrewolucjonizował grę na dystansie.
Wypowiedzi Kida nie padają lekkomyślnie. Grał on przeciwko legendom i trenował je. Doskonale wie, jak wygląda elita parkietu, dlatego jego opinia zasługuje na to, by potraktować ją z należytą powagą. Nie jest on odosobniony w uznawaniu Curry’ego za ikonę ery.
Gorąca linia, czyli co Curry musi jeszcze udowodnić
Curry niemal całą swoją karierę poświęcił budowaniu jednego z najbardziej przekonujących argumentów w historii NBA. Takie głosy, jak Kida, przestają być marginesem i powoli stają się elementem głównego nurtu narracji. Każdy kolejny sezon, niezależnie od ostatecznego wyniku drużynowego, dodaje kolejne cegiełki do tego niepodważalnego dziedzictwa. Dziesiątka najlepszych z Jokiciem i Stephem? To odważna deklaracja statusu quo.









