Jokić nie zamierza odchodzić: gram, dopóki mogę utrzymać wysoki poziom.

Wokół Nikoli Jokicia narosły mity – czy dwukrotny MVP NBA faktycznie podchodzi do kariery z dystansem, a jego pasja do koszykówki jest mniejsza niż do wyścigów konnych? Fani nieustannie spekulują o możliwym przedwczesnym odejściu gwiazdy Denver Nuggets, porównując go do sportowców, którzy zrezygnowali z gry w szczytowej formie. Czas rozwiać te wątpliwości, bo jak sam Jokić zaznacza, jego motywacja wciąż jest na najwyższym, wręcz elitarnym poziomie.

Nikola Jokić: Czy „Joker” faktycznie ma już dość parkietu?

Spekulacje na temat zakończenia kariery przez Nikolę Jokicia narastają proporcjonalnie do jego sukcesów, co jest pewnym paradoksem. Serbski gigant, mimo osiągnięcia niemal wszystkiego, co koszykarskie, zachowuje stoicki spokój, który niektórzy mylnie interpretują jako brak zaangażowania. Ten chłodny dystans, być może podsycany jego zamiłowaniem do sportów konnych poza boiskiem, skłania do pytań: czy Barry Sanders (słynny biegacz, który przeszedł na emeryturę w pełni sił) nie jest dla niego inspiracją?

Sam Jokić, w trakcie przerwy All-Star, postanowił uciąć te spekulacje raz na zawsze. Powiedział dla ESPN:

„Szczerze mówiąc, będę grał w koszykówkę, dopóki nie będę w stanie grać na wysokim poziomie. Lubię to i kocham grać”.

Jokić stanowczo odparł sugestie, że jego inne zainteresowania świadczą o mniejszej pasji do profesjonalnej koszykówki. Dodał z pewnością siebie, która nie pozostawia złudzeń co do jego mentalności zwycięzcy:

„Bardzo mi na tym zależy… Myślę, że jeśli komuś nie zależy na wygrywaniu, nie powinien być w tym sporcie. To po prostu moja osobowość, może jestem trochę inny… Kocham grać w koszykówkę”.

Innymi słowy, dopóki jest w stanie dostarczać dominujące występy na poziomie MVP, Jokić zamierza kontynuować swoją misję w NBA. I jak dotychczas, nie ma najmniejszych sygnałów, że ten poziom gry miałby spaść.

Trzymajcie konie: Dominacja Jokicia nie zwalnia tempa

Przedwczesne pożegnanie? Zapomnijmy o tym na razie. Jokić, mimo że ma „już” 31 lat (co w kontekście jego stylu gry to wcale nie jest duża liczba), kontynuuje występy na poziomie, który przeczy logice dla graczy na tej pozycji. Ta koszykarska maszyna wciąż tłoczy statystyki, które stawiają go w jednym rzędzie z absolutnymi legendami ligi.

Obecnie, Jokić notuje średnią triple-double – zdobycz na poziomie 28.7 punktu, 12.3 zbiórki i 10.7 asysty na mecz. To osiemnasty zbiór All-Star dla gracza, który zdaje się traktować te osiągnięcia jako rutynę.

Fakty mówią tu same za siebie: 9 lutego zanotował 22 punkty, 17 asyst i 14 zbiórek, dzięki czemu wyprzedził Oscara Robertsona, zajmując [drugie miejsce] w historycznej klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby triple-double w sezonie zasadniczym – ma ich ich już 182. Niekwestionowanym liderem pozostaje Russell Westbrook (207). Warto pamiętać, że tylko Westbrook, Jokić i Robertson zdołali osiągnąć średnią triple-double przez cały sezon.

Kolega z drużyny, Jamal Murray, który doskonale zna jakość pracy Jokicia, jest przekonany, że to dopiero początek ustanawiania rekordów trudnych do pobicia:

„On ma tego (sił i talentu) jeszcze mnóstwo. Kiedy on ustanowi ten rekord [w liczbie triple-double], będzie to jak rekord Usaina Bolta. On będzie go miał przez długi czas”.

Historyczny sezon, na który się przyzwyczailiśmy

To jest sedno problemu z obserwowaniem gry Nikoli Jokicia: jego historyczne wyczyny stały się tak regularne, że ryzykujemy znieczulenie na jego geniusz. Kiedy centrum kosza notuje 17 asyst w meczu, to jest to zjawisko kosmiczne, które nie powinno mieć miejsca, chyba że mówimy o „Jokerze”.

Jego wszechstronność sprawia, że jest on absolutnie niepowtarzalny w kontekście swojej pozycji. W tej chwili, Jokić jest na dobrej drodze, by stać się pierwszym centrem w historii ligi NBA, który osiągnie średnią triple-double przez trzy różne sezony, dorównując pod tym względem samemu Oscarowi Robertsonowi.

Gracz Denver, który 19 lutego obchodził 31. urodziny, nie zwalnia obrotów. Jego statystyki to dowód na to, że za stoickim uśmiechem kryje się piekielnie zażarta chęć dominacji i walki o kolejne mistrzostwo. Teza o braku pasji może się sypać pod ciężarem liczb i kolejnych rekordów, które wciąż napływają na jego konto. Konkurencyjność, a nie hobby, napędza tego niezwykłego sportowca.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482