Kiedy dwukrotny MVP NBA uderza się w piersi, to znak, że dzieje się coś niepokojącego. Nikola Jokić, niekwestionowany geniusz parkietu, właśnie nazwał swoje dotychczasowe występy w serii play-off przeciwko Minnesota Timberwolves „przeciętnymi”. To cios, który wstrząsa Denver Nuggets, zwłaszcza że są oni na krawędzi eliminacji.
Czyżby Jokić stracił magiczną aurę w starciu z Wilkami?
Po bolesnej porażce 112-96 w Game 4, która dała Timberwolves prowadzenie 3-1, oczekiwania względem Jokicia drastycznie wzrosły. Lider Nuggets, który przyzwyczaił nas do kosmicznych statystyk, sam przyznał, że nie dostarcza na oczekiwanym poziomie. Nie ma co owijać w bawełnę – gdy „Joker” mówi, że jest „przeciętny”, to dla większości graczy byłby to szczyt marzeń, ale nie dla trzykrotnego MVP ligi.
Kiedy reporterzy poprosili go o subiektywną ocenę swojej gry, odpowiedź była natychmiastowa i brutalnie szczera. Jokić stwierdził: „’Przeciętny’ – tak określiłbym swoją grę w tych play-offach do tej pory”. Nie unikał też analizy przyczyn. Wskazał na konkretne problemy: „Jak już mówiłem, to trochę wszystkiego. Naprawdę nie trafiam rzutów, zwłaszcza trójek. Rudy (Gobert) wykonuje świetną robotę, będąc fizycznym, testując sędziów, utrudniając rzuty. Jest naprawdę dobrym obrońcą, i nie tylko on. Oni grają znakomicie – są wysocy, rozciągnięci, mają długie ręce, są sprytni, spychają cię. Myślę, że to jest odpowiedź.”
Ten rodzaj autoanalizy, choć godny mistrza, sugeruje, że filozofia gry Jokicia napotyka na twardy opór w defensywie T-Wolves, która wydaje się mieć gotowy „plan Jokić”.
Wymagania stawiane legendzie: Statystyki nie kłamią
Dla większości zawodników NBA, liczby, które Nikola Jokić wykręca w tej serii, byłyby powodem do świętowania. Ale my mówimy o Jokiciu, graczu, który definiuje nową erę koszykówki. Oczekuje się od niego perfekcji, a kiedy ją dostarcza, wydaje się to naturalne. Porównanie jego tegorocznych statystyk play-off z baseline’em z sezonu zasadniczego jest bezlitosne.
W sezonie regularnym Jokić inkasował 27,7 punktu, 12,9 zbiórki i 10,7 asysty, trafiając 56,9% z gry i przyzwoite 38,0% za trzy. Spójrzmy na jego serię z Timberwolves:
- Game 1: 25 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst (skuteczność z gry .579, za trzy .286)
- Game 2: 24 punkty, 15 zbiórek, 8 asyst (skuteczność z gry .400, za trzy .143)
- Game 3: 27 punktów, 15 zbiórek, 3 asysty (skuteczność z gry .269, za trzy .200)
- Game 4: 24 punkty, 15 zbiórek, 9 asyst (skuteczność z gry .346, za trzy .000)
Zauważmy dominację w zbiórkach, gdzie faktycznie dominuje, ale dramatyczny spadek efektywności rzutowej z dystansu – w Game 4 nie trafił ani jednego trójki! Choć średnia asyst i punktów jest zbliżona do normy, kluczowe jest to, że jego wpływ na grę nie jest już tak miażdżący. Co gorsza, zanotował więcej strat (16 w 4 meczach) niż w analogicznym okresie sezonu zasadniczego. Denver potrzebuje supergwiazdy, nie „przeciętnego” gracza, który walczy z fizycznością Goberta i długimi ramionami Timberwolves.
Czy Denver ma szansę na historyczny powrót, czy to już koniec tańca?
Nuggets stoją nad przepaścią. Przegrana 3-1 w serii best-of-seven to nie jest coś, co fani Denver chcieliby powtarzać po zeszłorocznym triumfie w mistrzostwach. Pamiętajmy, że Timberwolves wyeliminowali ich już w 2004 roku w pierwszej rundzie, a w zeszłorocznych półfinałach Konferencji Zachodniej wygrali tylko 4-3, ale to Nuggets ostatecznie triumfowali. Ta edycja Wilków wydaje się jednak bardziej zdeterminowana i lepiej zbilansowana.
Sytuację komplikują kontuzje w obozie rywali, co mogłoby potencjalnie dać iskrę nadziei Nuggets. Niestety, urazy to miecz obosieczny. W Game 4 Timberwolves stracili Donte’a DiVincenzo, który zerwał ścięgno Achillesa – to wyrok na resztę play-off, a prawdopodobnie i na dużą część przyszłego sezonu. Drugi cios to uraz kolana Anthony’ego Edwardsa, który został określony jako day-to-day (codzienna ocena). Jeśli Edwards, mózg operacji ofensywnej Minnesoty, nie będzie w pełni sił, szanse Denver magicznie wzrosną.
Jednakże, nawet jeśli Edwards opuści kilka spotkań, Denver musi odnaleźć swoją tożsamość na nowo. A to zaczyna się i kończy na Jokiciu. Jeżeli „Joker” nie znajdzie sposobu, by zmiażdżyć obronę Timberwolves, przekraczając mentalną barierę „przeciętności”, historyczny powrót z 1-3 stanie się czystą fantazją.









