Jordan Walsh grał chorym: trener Celtics wyjaśnia zaskakującą zmianę składu.

Wydarzyło się wczoraj w Bostonie? Mieliśmy prawdziwy rollercoaster emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji, nawet na tle ekscytującego sezonu Celtics. Nagłe wycofanie z gry jednego z kluczowych graczy przed meczem z Toronto Raptors i tajemnicze zniknięcie innego zawodnika w trakcie spotkania sprawiły, że nawet doświadczeni analitycy łapali się za głowy. Czy to kolejny dowód na chaotyczny charakter tegorocznych eksperymentów Joe Mazzulli, czy może po prostu efekt gry na granicy wytrzymałości?

„Chory, ale pchaliśmy go do gry”: Zagadka Walsha i choroba w Bostonie

Rozpoczęcie sobotniego starcia z Raptors było dla Boston Celtics prawdziwą loterią. Zaledwie chwilę przed pierwszym gwizdkiem okazało się, że czołowy obrońca, Jaylen Brown, nie zagra z powodu bliżej nieokreślonej choroby niewirusowej (non-Covid illness). Ta nagła zmiana wymusiła na trenerze Joe Mazzulli zastosowanie nietypowego ustawienia: Payton Pritchard i Derrick White w obwodzie, Jordan Walsh i Sam Hauser na skrzydłach, a Neemias Queta pod koszem. Co ciekawe, była to dopiero druga taka konfiguracja w tym sezonie.

Jednak prawdziwe zdziwienie nadeszło w trakcie meczu. Jordan Walsh, który pojawił się na parkiecie na 12 minut i 44 sekundy w pierwszej połowie, notując zero punktów i cztery zbiórki, całkowicie zniknął z gry w drugiej części spotkania. W jego miejsce wszedł Josh Minott, co naturalnie podsyciło spekulacje – czyżby doszło do konfliktu z Mazzullą? Może kontuzja? Na szczęście, okazało się, że prawda była znacznie prostsza, choć równie niepokojąca.

Mazzulla później wyjaśnił, dlaczego Walsh, który statystycznie notował w tym sezonie imponujące 7,3 punktu przy niemal 58-procentowej skuteczności z gry, nie wrócił na parkiet. Trener Celtics odniósł się do słów Walsha, który w pierwszej połowie był ewidentnie poniżej swojej formy (tzw. „minus-15”).

„Jordan był dzisiaj chory. Nie miał zagrać, ale sprowokowaliśmy go, chcieliśmy zobaczyć, co może nam dać. Po prostu dał nam tyle, ile mógł, to była kwestia choroby. Przyszedł chory, ale chcieliśmy, żeby zagrał, więc to zrobił. Oczywiście nie był w najlepszej formie, dlatego w drugiej połowie postawiliśmy na innych. To dlatego nie grał.”

To typowy obrazek z sezonu, który pełen jest testów i próby sił. Mimo to, Walsh był jednym z jasnych punktów, więc usłyszeć, że grał na kacu, a nie z powodu problemów personalnych, to dla kibiców spory ulgą.

Duma ze „starej gwardii”: Luka Garza zmienia oblicze meczu

Gdy jeden młody perspektywiczny zawodnik schodzi z parkietu z powodu niedyspozycji, ktoś inny musi wejść i wypełnić lukę. W sobotę rolę tę, ku uciesze trenera, wziął na siebie centr Luka Garza. Ten mniej eksploatowany rezerwowy zagrał 25 minut i 43 sekundy – najwięcej w tym sezonie – notując solidne double-double: 10 punktów i 10 zbiórek, do tego blok i dwie kradzieże. Co najważniejsze, jego wskaźnik efektywności (plus/minus) wyniósł imponujące +22.

Joe Mazzulla nie szczędził słów uznania dla Garzy, podkreślając, że jego wejście dosłownie odmieniło losy spotkania. To pokazuje, jak kluczowa jest praca sztabu szkoleniowego i mentalne przygotowanie rezerwowych.

„Mam wielki szacunek do Luki. Myślę, że on zmienił dla nas grę – powiedział Mazzulla. – To zasługa sztabu zajmującego się rozwojem zawodników i oczywiście Luki, który pozostał gotowy i zaufał naszemu procesowi wygrywania. Wszedł na parkiet i moim zdaniem zmienił mecz swoją fizycznością, zbiórkami ofensywnymi i pomógł nam wyjść jako silniejsza drużyna.”

Takie momenty, gdy zawodnik z głębi ławki wchodzi w kluczowym momencie i dostarcza oczekiwany punch, są esencją rotacji w NBA. Garza pokazał, że nie trzeba być gwiazdą z pierwszego składu, by wpłynąć na wynik rywalizacji, szczególnie przeciwko niżej notowanym rywalom jak Raptors.

Łagodny próg na horyzoncie: Kiedy Celtics nagle zaczną gromić?

Po tym zwycięstwie bilans Celtics to 17-11, co daje im trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej. Po niedzielnej przerwie czeka ich bój z Indianą Pacers, a następnie następuje okres, który analitycy określą jednym słowem: „miękki”. Poza tradycyjnym świątecznym meczem, który w ostatnich latach był dla Bostonu normą, w tym sezonie czeka ich długa przerwa aż do 26 grudnia. Wtedy to rozpocznie się kluczowa, pięciomeczowa seria wyjazdów, która zainauguruje starcie ponownie z Pacemarsami.

Prawdziwa gratka czeka kibiców w najbliższych tygodniach. Żaden z siedmiu kolejnych przeciwników Celtics nie ma obecnie dodatniego bilansu. Ich łączne rekordy to żałosne 59 zwycięstw przy 135 porażkach. Oznacza to, że drużyna Mazzulli ma idealną okazję, by przed wejściem w styczniowy maraton znacząco dopakować swój bilans zwycięstw i ugruntować swoją pozycję w czołówce Wschodu. To czas, by młodzi zawodnicy nabrali pewności, a zmagający się z dolegliwościami gracze (jak Walsh) całkowicie się zregenerowali.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483