Koniec grudnia w NBA to zazwyczaj czas wzmożonego spekulowania na temat ruchów transferowych, a najnowsze doniesienia z obozu Golden State Warriors z pewnością rozgrzewają plotkarskie kociołki. Incydent, w którym Draymond Green opuścił parkiet po kłótni ze Stevem Kerrem, otworzył puszkę Pandory – czy to wystarczający powód, by w końcu powiedzieć „dość” najbardziej kontrowersyjnemu zawodnikowi ligi? Analizujemy, czy Warriors faktycznie rozważają wymianę swojego centrza przed deadlinem.
Czy kolejny wybuch zdenerwuje Warriors do wymiany Greena?
Późny grudzień w najlepszej lidze koszykarskiej świata naturalnie każe patrzeć na każde doniesienie przez pryzmat jednego pytania: jak to wpłynie na lutowy deadline transferowy? Najnowsza, gorąca historia w lidze dotyka czułej struny dla organizacji Warriors, która od dawna pielęgnuje publiczną relację miłości i nienawiści z gwiazdą drużyny, Draymondem Greenem.
W poniedziałek Green i trener Steve Kerr wdali się w ostrą wymianę zdań na ławce rezerwowych, a Green, wyraźnie rozwścieczony, udał się prosto do szatni, z której już nie wrócił. Należy podkreślić, że to nie jest typowy sposób, w jaki gracze NBA radzą sobie z nieporozumieniami z trenerami, ale nic, co dotyczy Greena, nie jest typowym. Spodziewamy się standardowej reakcji Warriors: zacieśnienia szyków, utrzymywania sprawy wewnątrz organizacji i tłumaczenia, że cenią intensywność Greena, ale muszą nadzorować jego granice.
Mamy już za sobą 14 lat takich ekscesów z udziałem Greena. Powróćmy jednak do głównego pytania: czy ta kłótnia wpłynie na podejście Warriors do deadline’u? Czy walka z Kerrem na ławce, połączona ze zdecydowanie słabszą formą Greena w tym sezonie (średnie 8.1 punktu, 6.1 zbiórki, 5.1 asysty, skuteczność 40.9% z gry, 32.7% z dystansu) popchnie Warriors do ostatecznego pozbycia się swojego temperamentnego centra?
Krótka odpowiedź brzmi: nie.
Jeden z dyrektorów NBA, komentując sytuację w kontekście Warriors i Greena, stwierdził: „Nie sądzę, by cokolwiek się tam zmieniło. Oczywiście, jeśli chcą dokonać wielkiego transferu, jeśli celują w Giannisa (Antetokounmpo) czy Anthony’ego Davisa, muszą włączyć tam Draymonda. Tak zawsze miało być. Ale nie będą dążyć do tego, by się go pozbyć”.
Dyrektor ten słusznie zauważył, że idealny moment na wymianę Greena minął w 2022 roku, po tym jak uderzył kolegę z drużyny, Jordana Poole’a, podczas treningu – incydentu, który ujrzał światło dzienne dzięki wyciekowi wideo. „Jeśli nie zdecydowali się na wymianę po tym, jak uderzył kolegę z zespołu, to nie wymienią go za krzyczenie na Steve’a Kerra” – dodał anonimowy menedżer. „To trudny argument, ponieważ ma wielu zwolenników w tej organizacji”.
Czy ktokolwiek zechce Draymonda Greena w wymianie?
Problem z Greenem dotyczy również jego wartości poza strukturami Warriors. W tym roku ma kontrakt opiewający na 26 milionów dolarów, który w przyszłym sezonie wzrośnie do 27,7 miliona dolarów. Warriors musieliby zrównoważyć tę kwotę w każdej wymianie na gwiazdę, ale dla reszty ligi NBA to jedyna realna wartość Greena – jako elementu uzupełniającego wartość kontraktu w transakcjach sygnalizacyjnych.
Zanim doszło do incydentu z Kerrem, jeden z menedżerów z Konferencji Wschodniej podzielił się swoją perspektywą: „Draymond pasuje do Warriors. Nawet w najlepszej formie nie był zawodnikiem, którego można by wrzucić do dowolnej drużyny i oczekiwać, że odniesie sukces. Ma specyficzny zestaw umiejętności, który działa z Currym i w ofensywie Steve’a Kerra. Wielu trenerów, patrząc na to, co on robi, powiedziałoby: ‘Nie chcę tego faceta’”.
To otwiera drugie, bardziej palące pytanie: czy ktokolwiek poza San Francisco naprawdę go chce?
„Ma 35 lat. Trafia z 40% skuteczności, a z trójek trafia na poziomie około 30%. Nie chciałbym go w pobliżu moich młodych graczy” – kontynuował menedżer. „Ilu ich młodych zawodników odniosło sukces u nich? Zatem można pytać, czy Warriors byliby gotowi go wymienić; ale równie dobrze można zapytać, czy ktokolwiek by go chciał?”.









