Koszmarne wieści dla fanów New York Knicks! Jeden z kluczowych strzelców, Landry Shamet, wypadł z gry na co najmniej miesiąc z powodu urazu barku. To potężny cios, zwłaszcza w momencie, gdy drużyna zaczynała odnajdywać rytm, a sam Shamet przeżywał swój najlepszy okres w barwach „Pomarańczowo-Niebieskich”. Czy Mitch Brown i reszta składu udźwigną ciężar tej straty?
Kontuzja Shameta i echa przeszłości: Czy to powrót demona z października 2024?
Środa przyniosła New York Knicks bolesną stratę. Jak poinformował Shams Charania z ESPN, obrońca Landry Shamet będzie wyłączony z gry na minimum cztery tygodnie z powodu skręcenia prawego barku. Najwcześniej koszykarz może wrócić na parkiety tuż po Świętach Bożego Narodzenia, podczas gdy ponowna ocena jego stanu nastąpi po upływie miesiąca. Kontekst tego urazu jest wyjątkowo niepokojący.
Shamet zszedł z parkietu w sobotnim meczu przeciwko Orlando Magic, przegranym 121 do 133, po zaledwie trzech minutach gry. Złapał się za prawą rękę po zderzeniu z zasłoną postawioną przez Wendella Cartera Jr. w środkowej części boiska. To zdarzenie do złudzenia przypominało uraz, jakiego Shamet doznał podczas przedsezonowego okresu w październiku 2024 roku, kiedy to dyslokacja stawu była tak poważna, że groziła interwencją chirurgiczną. Kolizja z Carterem wyglądała, jakby staw znów wyskoczył z panewki, natychmiast wzniecając obawy, że stary problem powrócił ze zdwojoną siłą.
Przerwany strzelecki festiwal: Shamet pędził po miano najlepszego shootera
Zanim doszło do pechowego incydentu, Landry Shamet przeżywał swój absolutny szczyt formy jako zawodnik Knicks. Wchodził do gry ze średnią 9,3 punktu na mecz i imponującą skutecznością 42,4% za trzy punkty, plasując się w czołówce najcelniejszych graczy obwodowych w lidze w ostatnim miesiącu. Mieliśmy cztery kolejne występy z dorobkiem dwucyfrowym, w tym eksplozję 36 punktów przeciwko Miami Heat. Przypomnijmy też moment, gdy wsadem i wybiciem piłki z kosza zapobiegł porażce z Dallas Mavericks.
Jego dynamiczny wzrost pod wodzą trenera Mike’a Browna zaowocował regularnymi występami w pierwszej piątce. Reakcje kolegów z drużyny jasno pokazały skalę straty. Karl-Anthony Towns nie gryzł się w język, mówiąc reporterom:
„On pracował niesamowicie ciężko. W tych ostatnich tygodniach był w stanie pokazać Nowemu Jorkowi, dlaczego jest tak wartościowy. To cholernie pechowe, że to się zdarzyło.”
Trener Brown stara się zachować spokój, podkreślając głębię składu, która musi teraz udźwignąć ten miesiąc bez kluczowego strzelca.
„Będę ciągle powtarzał: chodzi o to, by następny facet był gotowy” – powiedział Brown reporterom po meczu. „W naszym przypadku, to następny ciągle następny, albo coś w tym stylu. Musimy mieć graczy gotowych do gry, zwłaszcza tych, którzy nie mieli większych minut. Nie muszą od razu robić cudów. Wystarczy, że wejdą i zagrają twardo, kontynuując grę w sposób, w jaki gramy na obu krańcach parkietu.”
Kto za Shameta? McBride musi udźwignąć ciężar „next man up”
W pierwszym meczu po kontuzji, w poniedziałek przeciwko Brooklyn Nets, Knicks wygrali 113 do 100. Miles McBride wskoczył do pierwszej piątki i zanotował dziewięć punktów w 24 minuty, po opuszczeniu jednego spotkania z powodów osobistych.
Trener Brown wyraźnie zaznaczył, że nie oczekuje, by McBride, czy ktokolwiek inny, zastąpił Shameta jako kluczowy element przyciągający obronę (tzw. shooting gravity).
„Nie oczekujemy, że ktokolwiek wejdzie i będzie Landrym” – stwierdził Brown. „Potrzebujemy po prostu, by chłopaki grali twardo i kontynuowali naszą grę na obu końcach parkietu.”
W tej sytuacji Knicks prawdopodobnie będą jeszcze bardziej polegać na fizyczności Josha Harta w obronie, być może nawet kosztem elastyczności, jaką dawało spacing po rzutach Shameta.
Zegar tyka: Kontrakt wisi na włosku w obliczu urazu
Najbardziej drażliwa kwestia dotyczy finansów i kalendarza drużyny. Kontrakt Landry’ego Shameta ma stać się w pełni gwarantowany na początku stycznia – termin ten niemal idealnie pokrywa się z przewidywanym powrotem zawodnika. Jeśli rekonwalescencja barku się przedłuży, zarząd Knicks stanie przed trudną decyzją: albo zagwarantować mu pozostałą część kontraktu, albo podjąć ryzyko i go zwolnić, szukając alternatywy na rynku wolnych agentów. Czas, jak zawsze w NBA, nieubłaganie tyka.









