Dzień przed huczną ceremonią draftu NBA, nad New York Knicks zawisła groźna chmura dotycząca przyszłości ich kluczowego zawodnika, Mitchella Robinsona. Czy wizja pozostania poniżej drugiego progu luksusowego podatku faktycznie przekreślała szanse na zatrzymanie mistrzowskiego centra? Szybka, niemal szalona seria transakcji wydaje się być desperacką, ale genialną próbą uratowania rdzenia składu, który niedawno przyniósł chwałę Madison Square Garden.
Finansowa gimnastyka Brooka Allera: Czy to ruch po mistrzu?
Zaledwie 24 godziny przed ogłoszeniem pierwszych wyborów, sytuacja Mitchella Robinsona w szeregach New York Knicks stała się niepewna. Jak ostrzegał insider SNY Knicks, Ian Begley, zobowiązanie klubu do utrzymania się poniżej karnego drugiego progu luksusowego podatku (second apron) miało fundamentalnie skomplikować re-signowanie weterana, jeśli na rynku wolnych agentów otrzymałby lukratywne oferty. To właśnie te obawy pchnęły wiceprezesa ds. koszykówki i planowania strategicznego, Brooka Allera, do błyskawicznego działania.
W ciągu zaledwie dziesięciu minut we wtorkowy wieczór, Knicks przeprowadzili cztery wymiany, całkowicie wycofując się z pierwszej rundy draftu. Efekt? Zgarnęli pięć wyborów w drugiej rundzie i, co kluczowe, wygenerowali około 3,2 miliona dolarów dodatkowej elastyczności w budżecie płacowym. Może i nie przynieśli jednego, wielkiego nazwiska z loterii, ale być może znacząco podnieśli szanse na zatrzymanie jednego z najważniejszych ogniw swojej niedawnej mistrzowskiej maszyny.
Jeszcze tydzień wcześniej, Brian Windhorst z ESPN ujawnił, że władze Knicks rozpoczęły coś, co nazwał „pewnym stopniem wstępnych negocjacji” z przedstawicielami Robinsona. Jak stwierdził Windhorst w programie Get Up: „Ich biura zarządcze przychodzą dziś do pracy z listą rzeczy do zrobienia. Muszą znaleźć sposób, aby zatrzymać Mitchella Robinsona w tym zespole”. Wygląda na to, że Aller ustawił finansową poduszkę powietrzną, zanim rozpoczął trudną rozmowę o kontrakcie.
Koniec pierwszej rundy to nie kapitulacja, to strategia
Sednem nocnych manewrów na draftowej giełdzie nie było poszukiwanie natychmiastowych wzmocnień. Drużyny, które sięgają po mistrzostwo, rzadko kiedy opierają swoje szanse w play-offach na minutach od debiutantów wybieranych z okolic końca pierwszej rundy. Nowy Jork potraktował draft jako kolejną platformę do stworzenia opcji i elastyczności, zamieniając jeden wybór w pierwszej rundzie na przyszłe aktywa, gotówkowe uzupełnienia i wspomnianą swobodę finansową.
Bobby Marks, analityk budżetowy ESPN, wycenił wartość pensji pierwszorocznej pensji z 25. wyboru w pierwszej rundzie na około 3,2 miliona dolarów. Unikając tego gwarantowanego kontraktu dla debiutanta, Knicks powiększyli swoją przewidywaną rezerwę poniżej drugiego progu luksusu z około 13 milionów dolarów do blisko 16,2 miliona. Dla przeciętnego zespołu to drobiazg, ale dla pretendenta, który próbuje utrzymać kluczowych zawodników pod rygorami restrykcyjnego Układu Zbiorowego, każdy dolar ma znaczenie. Szczególnie, gdy jednym z tych wolnych agentów jest Robinson.
Jak donosi Shams Charania z ESPN, Knicks otrzymali już oferty dotyczące przyszłych wyborów w drafcie za 31. wybór i nadal są otwarci na dalsze transakcje. Ten fakt został dostrzeżony przez ekspertów. Podczas podcastu Hoop Collective, gdy Marksi komentował oszczędności, Windhorst wtrącił: „Knicks wykonali cztery wymiany w 10 minut”. Marks odpowiedział: „Tak. I zaoszczędzili na tym 3 miliony dolarów”. Windhorst natychmiast zidentyfikował architekta tych działań: „I to jest właśnie Brock Aller”.
Obrona, która kosztuje miliony: Dlaczego Robinson jest nietykalny?
Robinson jest dla Knicks kluczową decyzją tego lata. Jako najdłużej związany zawodnik w obecnym składzie, odegrał fundamentalną rolę w ich mistrzowskim marszu, oferując elitarną ochronę obręczy, zbieranie w ataku i wszechstronność defensywną. Jego wpływ często wykraczał poza tradycyjne statystyki.
W całej lidze, dyrektorzy kadr nadal postrzegają Robinsona jako jednego z najbardziej efektywnych centrów defensywnych, gdy jest zdrowy – jest to dokładnie ten profil gracza, którego pretendenci do tytułu za wszelką cenę starają się zatrzymać. Jego zdolność do kontrolowania linczu i wymuszania oddawania trudnych rzutów jest nieoceniona w fazie pucharowej.
Nie wiadomo, czy oszczędności wypracowane w nocy draftu okażą się ostatecznie wystarczające, by utrzymać Robinsona w Nowym Jorku. Jednak znaczenie manewrów Knicks nie leżało w tym, kogo ostatecznie wybrali. Chodziło o zachowanie jak największej liczby ścieżek do utrzymania składu, który właśnie odzyskał mistrzostwo dla Nowego Jorku. Dzięki najnowszej rundzie finansowej akrobatyki Brooka Allera, Knicks mają teraz nieco więcej miejsca, by podjąć tę próbę.









