Dramat w Konferencji Wschodniej przybrał na sile, a Cleveland Cavaliers zostali dosłownie zmieceni z parkietu przez New York Knicks w czwartym meczu Finałów Konferencji. Gdy kurz opadł po laniu 130-93, cała uwaga skupiła się na jednej, wyrazistej postaci: Jamesie Hardenie. Jego statystyki w kluczowym momencie rywalizacji nie pozostawiają złudzeń, wywołując lawinę komentarzy i gorzkich refleksji w świecie NBA.
Czy James Harden przekroczył próg nieodwracalnej krytyki?
Konsekwencje tej porażki są brutalne dla Kawalerzystów. Zostali zdemolowani, a wynik 130 do 93 to nie tylko przegrana, to był pokaz siły Knicksów i jednocześnie bolesny moment dla kibiców Cavs. W centrum tego sztormu znalazł się James Harden, który w 33 minuty na parkiecie zaprezentował się fatalnie: zaledwie 12 punktów, cztery zbiórki, dwie asysty, jeden przechwyt i jeden blok. Najbardziej bolesne są jednak jego rzuty: 2/8 z gry i katastrofalne 0/6 za trzy punkty. To nie jest występ gracza aspirującego do mistrzostwa.
Co ciekawe, warto odnotować, że Harden wciąż dzieli niechlubne osiągnięcie z legendą ligi. Jak zauważył portal HoopsHype: „James Harden kończy sezon jako gracz z największą liczbą wygranych meczów w play-offach bez tytułu mistrzowskiego NBA. Jest zrównany na poziomie 98 zwycięstw z Karlem Malone’em”. To statystyczne piętno, które ciąży na karierze Harden, a każdy taki falstart w play-offach tylko je pogłębia.
Jak NBA zareagowała na występ „Brodacza”?
Internet, jak zawsze, nie oszczędzał gwiazdy Cleveland Cavaliers. Reakcje były natychmiastowe i, delikatnie mówiąc, bezlitosne. Wielu ekspertów i fanów postanowiło skreślić Hardena z listy bezpiecznych, elitarnych zawodników, zwłaszcza w kontekście nadchodzącego okna wolnych agentów.
Dziennikarz Stefan Bondy uderzył wprost w jego przyszłą wartość kontraktową, twierdząc: „Nie ma opcji, żeby dać Jamesowi Hardenowi duży kontrakt w wolnej agencji.” To jest sedno problemu dla każdej franczyzy – czy ryzyko wysokiej pensji dla zawodnika, który zawodzi w kluczowych momentach, jest tego warte?
Inni komentatorzy wykazywali się już tylko gorzką rezygnacją. Rob Perez z humorystycznym sarkazmem podsumował sytuację: „W tym momencie bycie apologetą Hardena to nie wybór – to stan.” Sugeruje to, że obrona jego gry stała się trudna, niemal absurdalna, biorąc pod uwagę powtarzające się rozczarowania w fazie posezonowej.
Pojedynek z Jalenem Brunsonem i symbolika porażki
Zdjęcia po meczu, ukazujące Hardena broniącego Jalen’a Brunsona z Detroit Pistons (choć opis wskazuje na mecz z Knicksami, sam wizualny aspekt jest symboliczny), przypominają o tym, jak ważna stała się indywidualna walka na parkiecie. W czwartym meczu Finałów Konferencji Wschodniej, gdzie Cavs zostali doszczętnie rozbici przez New York Knicks, Harden nie tylko nie zaprezentował skuteczności, ale ewidentnie nie był w stanie sprostać wyzwaniu rzuconemu przez rywali, takich jak Brunson, który w tym czasie prowadził swój zespół do dominacji. Trudno jest winić tylko trenera Kenny’ego Atkinsona, widocznego obok Harden na zdjęciu z poprzedniego meczu, za fatalną dyscyplinę zespołu, gdy liderzy nie dostarczają.









