Los Angeles Lakers znów na skrzyżowaniu dróg: czy ich gwiazdy postawią na obronę, czy wciąż będą tańczyć w rytmie ofensywnego boogie? Po kolejnym szalonym zwycięstwie z Jazz, w którym padło mnóstwo punktów, powraca fundamentalne pytanie o fundamenty tego składu. Kiedy drużyna ma tak potężny arsenał w ataku, presja na żelazną defensywę często maleje, ale czy to recepta na mistrzostwo w twardej, zachodniej konferencji? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Marcus Smart.
Czy ofensywny blask przyćmiewa potrzebę gry w obronie?
Od tygodni krąży narracja, że Lakers, mimo iż stanowią realne zagrożenie na Zachodzie, nie utrzymają tempa w play-offach, jeśli drastycznie nie poprawią się w obronie. Po rozmowie z trenerem, w której JJ Redick wezwał do podniesienia intensywności, wydawało się, że drużyna załapała wiatr w żagle, co pokazał mecz z Suns. Jednak starcie z Utah Jazz brutalnie zweryfikowało te nastroje. Utah załadowało 78 punktów w pierwszej połowie, trafiając niemal 50% za trzy i osiągając 52% z gry. Mimo że Lakers wygrali 143-135, ten wynik to dla deficytu obronnego raczej mały krok w bok niż krok naprzód.
W epicentrum tych obronnych dylematów znajduje się nowy nabytek, Marcus Smart, sprowadziny po to, by być taranem na przedpolu. Po meczu z Jazz, Smart otwarcie przyznał zmagania w narzucaniu swojego reżimu mentalnego na drużynę pełną ofensywnie uzdolnionych gwiazd.
W jego słowach pobrzmiewa frustracja i realizm:
„Mamy mnóstwo gwiazdorskiej siły ofensywnej. W tym meczu, nazwijmy rzeczy po imieniu – ludzie chcą oglądać atak. To jest nazwa gry, więc czasami jest ciężko w obronie. Dlatego, kiedy zaczynamy, od pierwszego gwizdka, próbuję naciskać na rywali na całym boisku.”
Smart, zdaje się, próbuje wymusić na zespole dyscyplinę, wierząc, że „najtwardsza drużyna ustala zasady”. Zaznacza, że chciałby, aby ten stan obowiązywał od samego początku starcia, choć przyznaje, że idealny scenariusz nie zawsze się materializuje.
Statystyczny paradoks: Zbroja ofensywna vs. dziura w statystykach
Lakers, będąc obecnie szóstą siłą w lidze pod względem efektywności ofensywnej (118.8 na 100 posiadań), jednocześnie znajdują się dopiero na 22. miejscu w defensywie (117.1). To klasyczny przypadek drużyny, która może wygrać każdy wieczór, jeśli tylko jej strzelcy będą w gazie, ale która na dłuższą metę, w starciach play-off, może zostać skasowana przez twarde zespoły.
Smart rozumie ten dylemat doskonale, będąc zawodnikiem, którego DNA opiera się na walce o każdą piłkę:
„Muszę wykonywać swoją pracę i mieć nadzieję, że niektórzy to podchwycą. Ale tak, mamy mnóstwo gwiazd w ataku, więc czasami jest to trudne, bo potrafimy zdobywać punkty. Czasami widzimy to, co zobaczyliśmy (z Jazz). Wolelibyśmy, żeby tak nie było. Musimy dalej to poprawiać.”
Mimo priorytetu obrony, w meczu z Jazz Smart sam pokazał, że potrafi dołożyć swoją cegiełkę w ataku. Wychodząc po kontuzji pleców, trafił znaczące 5 z 9 rzutów za trzy, notując 17 punktów.
Gdzie szukać iskry: Potrzeba synergii i „urgency”
Jazz, podobnie jak większość rywali, dał Smartowi przestrzeń, licząc na to, że poniesie on ciężar nieskuteczności. Odpowiadał on na to z dużą pewnością siebie:
„Grali przeciwko mnie tak, jak grali przeciwko mnie przez ostatnie dwa mecze. Od jesieni strzelam dobrze, więc pomyśleli, zostawmy go samego, niech spróbuje trafić. Dziś znalazłem swój rytm. Ukłony dla Luki i reszty chłopaków, LeBrona, za to, że mnie znajdowali i byłem gotów do trafiania.”
Jednak kluczową różnicę, która przyniosła zwycięstwo, Smart upatruje w zmianie mentalności w drugiej połowie. Nie chodziło o magię w ataku, a o włączenie trybu walki.
„Poczucie pilności (Urgency). Podnieśliśmy nasze poczucie pilności” – stwierdził Smart. „Byliśmy w torach podań. Pomagaliśmy sobie nawzajem, ci gracze, którzy mieli proste rajdy wzdłuż linii bocznej, my podstawialiśmy im ciało i utrudnialiśmy im wszystko, jak tylko mogliśmy.”
To właśnie ta „urgency” z drugiej połowy starcia z Jazz jest dla Lakers papierkiem lakmusowym. Czy potrafią utrzymać ten poziom intensywności przez 48 minut, czy też, jak sugeruje Smart, ich naturalny instynkt będzie ciągnął ich w stronę błyszczącej ofensywy, kosztem twardej, ale mniej widowiskowej gry w obronie? Czas pokaże, czy rozmowy z gwiazdami przełożyły się na trwałą zmianę paradygmatu w Los Angeles.









