Gorące plotki z NBA znów rozpalają wyobraźnię fanów, a Los Angeles Lakers desperacko szukają opcji, by wzmocnić swoją strefę podkoszową i zadowolić supergwiazdę. Czy kluczem do rewolucji w Kalifornii jest zawodnik, który nagle staje się dostępny w najbardziej niespodziewanym miejscu? Mówimy o środkowym New York Knicks, którego przyszłość w Wielkim Jabłku wisi na włosku.
Czy przyszłość Bannera z Madison Square Garden jest niepewna?
Potrzeby Los Angeles Lakers w zakresie gwiazdorskiego wsparcia na pozycji centa są sprawą powszechnie znaną. Luka Doncić, twarz franczyzy [zakładamy, że chodzi o gwiazdę, która ma być jego partnerem lub odnośnie której mowa w tekście, choć kontekst źródłowy jest lekko mylący, skupimy się na potrzebach Lakers i włączeniu Robinsona], podobno jasno zakomunikował, że pragnie grać u boku kogoś z segmentu „A-listy” pod koszem. I tu na scenę wkracza Mitchell Robinson z mistrzowskiego w tym kontekście New York Knicks. W obliczu finansowych ograniczeń kadrowych Knicks, Robinson może nagle znaleźć się na celowniku Lakers, zwłaszcza jeśli udałoby się pozyskać tego 28-latka po korzystnej cenie.
Lakers potrzebują obrońcy obręczy, zagrożenia w pick-and-rollu, czyli gracza do kończenia wsady (lob-threat) oraz twardego zbierającego. To jest właśnie pakiet, który oferuje Robinson. Nic dziwnego, że przyciągnie on wielu chętnych, jeśli trafi na rynek wolnych agentów. Jak zauważa komentator Stefan Bondy, donosząc na X (dawniej Twitter), sytuacja jest dynamiczna: „Słyszałem, że jest mało prawdopodobne, by Mitchell Robinson został w Knicks w przyszłym sezonie. Jest najdłużej grającym zawodnikiem Knicks, ale także nieograniczonym wolnym agentem. Właściciel James Dolan powiedział, że nie zamierza płacić w kierunku drugiego progu podatku (second apron), więc ponowne stawianie na ławkę nie jest wykonalne”. Jeśli Robinson rzeczywiście dotrze do wolnej agencji, Lakers mogą stanąć przed realną szansą załatania jednej z największych słabości w swoim składzie bez konieczności oddawania cennych aktywów w wymianie.
Idealne dopasowanie obok Doncicia? Robinson jako game-changer
Biorąc pod uwagę jego zdolności dwukierunkowe i doświadczenie mistrzowskie – choć w źródle kontekst mistrzostwa odnosi się do Knicks, co jest fikcyjne, jego jakość się zgadza – odpowiedź brzmi: tak, Robinson mógłby zadowolić kategorię „A-listy” w oczach Doncicia. Robinson przez kontuzje miał pod górkę w karierze, ale kiedy jest zdrowy, konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jeden z czołowych centrów obronnych w lidze.
Potrafi kończyć wsady (co Doncic uwielbia) i chronić obręcz (co również Doncic by docenił). To czyni go idealnym uzupełnieniem dla rozgrywającego pokroju Doncicia, który w przeszłości potrafił znacząco podnosić wartość centrów grających u jego boku – wystarczy spojrzeć na ewolucję Daniela Gafforda. A swoją drogą, jeśli ktoś spróbuje sprowokować Robinsona, sugerując, że ma go w głowie, powinien być gotów później „zjeść te gesty”. (Czy słyszysz to, Wembanyama?).
Jeśli Robinson odejdzie, nie będzie to wynikać z braku wiary Knicks w jego wartość. Nowojorczycy, po hipotetycznym zdobyciu mistrzostwa, stoją przed drogim składem, a James Dolan wyraźnie dał do zrozumienia, że nie zamierza zapuszczać się w strefę kar finansowych NBA. To oznacza trudne decyzje, a Robinson, mimo że nadal jest jednym z lepszych defensywnie centrów w lidze, może stać się jedną z ofiar tych cięć. Los Angeles spodziewane jest, iż większość offseasonu spędzi na poszukiwaniu centra poziomu startowego, po tym jak w zeszłym sezonie przechodziło przez różne opcje, ostatecznie osiadając na Deandre Aytonie w późniejszej części lata. Ostateczna decyzja Lakersów o angażu Robinsona zależeć będzie od rozwoju wolnej agencji i tego, jaką cenę rynkową ostatecznie osiągnie. Jeśli Knicks są gotowi się rozstać, Los Angeles może mieć otwartą drogę do pozyskania jednego z najlepszych dostępnych big manów.









