Sytuacja Rui Hachimury w Los Angeles Lakers to prawdziwy dylemat, który spędza sen z powiek kibicom i decydentom. Zamiast cieszyć się z taniego hitu transferowego, Lakers zderzyli się z problemem finansowym i strategicznym. Czy unieśli ten ciężar, czy ten „wielki wygrany” transfer może skończyć się gorzkim odejściem? Zanurzmy się w meandry kontraktów i ambicji w Miastach Aniołów.
Rui Hachimura: Nieoczekiwany problem dla „Jeziorowców”
Łatwiej byłoby Lakers, gdyby Rui Hachimura zaliczał słaby sezon, a jego wartość rynkowa spadała. Wtedy latem można by go po prostu oddać jako wygasający kontrakt za jakiegoś drobnego gracza rotacyjnego. Ale Hachimura zrobił coś zupełnie przeciwnego – udowodnił, że jest absolutnie kluczowym elementem wyjściowej piątki, świetny jako obrońca i strzelec, który nie potrzebuje piłki w rękach, by produkować. Obecnie notuje 13,3 punktu, trafiając przy tym 53,2% wszystkich rzutów z gry i oszałamiające 46,0% za trzy punkty. To jest statystyka, która sprawia, że zarząd klubu z Tinseltown ma ból głowy.
Lakers nie chcą oddawać Hachimury. Tu leży sedno problemu. Nie chcą jednak podpisywać z nim przedłużenia, które czeka na niego – mowa o maksymalnej umowie opiewającej na 114 milionów dolarów w cztery lata. Dlaczego? Ekipa jest zdeterminowana, by utrzymać elastyczność płacową i miejsce w salary cap na przyszłe, być może większe transfery. Podpisanie teraz (może to zrobić do 30 czerwca) kontraktu z Hachimurą natychmiast skonsumuje tę przestrzeń. W rezultacie, długoterminowa przyszłość Japończyka w Los Angeles jest obecnie zawieszona w próżni. Czy można sobie wyobrazić, by tak wartościowy gracz po prostu odszedł za darmo?
Czy wymiana Hachimury to „wielki triumf” Roba Pelinki?
Wielu ekspertów i anonimowych dyrektorów NBA zwraca uwagę na fakt, że Lakers nie aktywnie oferują Hachimury w wymianie. Nie dają też sygnałów, że chcą się go pozbyć. Jego wygasający kontrakt mógłby być niezbędnym elementem w przypadku większej operacji handlowej, ale tylko jako „wypełniacz” pensji (zarabia 18,2 miliona dolarów w tym roku). Problem polega na tym, że inne drużyny nie chcą oddawać cennego personelu sportowego za gracza, którego mogą pozyskać za kilka miesięcy jako wolnego agenta.
Lakers muszą również pogodzić się z sytuacją Austina Reavesa, który również wchodzi w wolną agencję. Powszechne przekonanie jest takie, że Reaves zostanie zatrzymany – chyba że wyląduje w ramach transferu „blokbustera”. Jak podsumował to pewien dyrektor NBA:
„To ich największy problem, który muszą rozwiązać, decydując, co będzie dalej. Kwestia Austina Reavesa jakoś się ułoży. Ale Rui Hachimura to trudna decyzja. To był wielki wygrany dla nich, dla Roba (Pelinki). Dali za niego grosze, a on okazał się niezwykle wartościowym graczem dla tej drużyny. Teraz mamy sytuację, w której jedna z najlepszych wymian, jakie wykonaliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat, ma po prostu pozwolić odejść temu gościowi? To jest naprawdę trudne.”
Wolna Agencja, a potem powrót do Lakers? Manewr psychologiczny?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Lakers to pozwolenie Hachimurze na wejście na rynek wolnych agentów. W ten sposób zobaczą, jakie jest jego faktyczne zapotrzebowanie rynkowe, a następnie spróbują go podpisać na kontrakcie odpowiadającym jego uzyskanej wyceny. Zamiast płacić mu cztery lata ze średnią 28,6 miliona dolarów rocznie, być może uda się zejść do poziomu trzech lat i 22 milionów dolarów rocznie.
Ten dyrektor zauważył:
„Chcą go zatrzymać, jest dobrym graczem. Ale nie chcą płacić mu prawie 30 milionów dolarów rocznie. Jeśli uda im się go przekonać do niższej kwoty, może zdecydują się na przedłużenie przed końcem czerwca. Lakers chcą jednak najpierw zobaczyć, kogo uda im się podpisać w wolnej agencji. Z kolei Rui chce zobaczyć, ile pieniędzy jest dostępnych na rynku wolnych agentów.”
W tym kontekście, istnieje realna szansa, że Rui Hachimura po krótkiej i potencjalnie pouczającej eskapadzie na rynek, ostatecznie zdecyduje się wrócić do Los Angeles, ale już na warunkach, które będą bardziej komfortowe dla ich budżetu. To byłoby eleganckie rozwiązanie: najpierw sprawdzić jego cenę na rynku, a potem wykorzystać tę wiedzę do negocjacji w domu. Choć strategicznie ryzykowny, politycznie i finansowo ma sens.









