Na horyzoncie Los Angeles Lakers kłębią się chmury niepewności, zwłaszcza gdy chodzi o przyszłość ikony ligi, LeBrona Jamesa. Choć wydaje się, że klub stoi przed kłopotliwym dylematem dotyczącym wolnej agentury supergwiazdy, niektórzy dyrektorzy NBA przekonują, że rozwiązanie tej łamigłówki jest zaskakująco proste, choć finansowo bolesne dla kogoś, kto patrzy tylko na walkę o mistrzostwo.
Biznes przede wszystkim: Czy nowi właściciele Lakers zapłacą „cokolwiek zechce” za Króla?
Wygląda na to, że nowa ekipa zarządzająca Los Angeles Lakers ma jasną wizję — a przynajmniej taka jest opinia niektórych anonimowych dyrektorów Wschodniej Konferencji, z którymi rozmawiał Brian Windhorst z ESPN. Prognozują oni, że Lakers nie tylko zatrzymają czterokrotnego MVP tej latem, ale uczynią to na warunkach, które wydają się niemalże ustępstwem. Kluczowy warunek? James musi zgodzić się na roczny kontrakt, bez opcji gracza.
Jeden z dyrektorów jasno postawił sprawę na stole: „Zapłaciłbym LeBronowi niezależnie od kwoty, pod warunkiem, że byłaby to umowa na jeden rok, bez opcji gracza. Dałbym mu klauzulę no-trade (zakaz wymiany)”. Ten sam rozmówca dodał, że dotychczasowe działania nowego właściciela, Marka Waltera, w zasadzie zawsze odzwierciedlały dobrą praktykę biznesową. W końcu, jak argumentuje ten sam ekspert, „LeBron sprzedaje bilety. Utrzymuje w zadowoleniu lokalnego partnera telewizyjnego. Ponowne podpisanie umowy z LeBronem to po prostu dobry biznes”. To czysta kalkulacja, która pomija trudne pytania sportowe.
LeBron wciąż jest maszyną do wygrywania rund, ale czy to wystarczy?
Prawdziwe pytanie brzmi: czy zatrzymanie Jamesa jest biznesem mistrzowskim? Tutaj sprawa się komplikuje. Król udowodnił, że wciąż jest w stanie, można powiedzieć, niemalże na własnych plecach, poprowadzić zespół do zwycięstwa w serii playoff. W pierwszej rundzie Lakers pokonali Houston Rockets, gdzie James notował statystyki na poziomie 23,2 punktu, 8,3 asysty i 7,2 zbiórki.
Jednakże, w tych samych rozgrywkach, w dziesięciu meczach fazy pucharowej (wliczając cztery mecze, w których zostali zmieceni przez panujących mistrzów, Oklahoma City Thunder), jego średnie wyniosły 23,2 punktu, 7,3 asysty i 6,7 zbiórki. Owszem, Lakers grali bez kontuzjowanego supergwiazdora, Luki Dončicia (tutaj uwaga: źródło mylnie łączy Dončicia z pierwszą rundą Lakers, a mowa jest o meczach z OKC w drugiej rundzie), co z pewnością wpłynęłoby na bilans. Ale nawet gdy Dončić grał w sezonie zasadniczym przeciwko Thunder, Oklahoma City wygrywała mecze średnią przewagą ponad 29 punktów! To pokazuje przepaść, jaka dzieli obecnych Lakers od elitarnych zespołów Zachodu.
Długoterminowa wizja: Dončić i Reaves to fundament, ale potrzebny jest atletyzm pod koszem
Każdy, kto myśli o przyszłości w Konferencji Zachodniej, musi mieć strategię na kontrowentowanie potęgi młodych i dynamicznych kadr Thunder czy San Antonio Spurs. Dončić, wraz ze swoim partnerem z obwodu, Austinem Reavesem (który może latem wejść na rynek jako nieograniczony wolny agent), stanowią solidny punkt wyjścia dla Lakers. Jednak do regularnej rywalizacji o tytuł to zdecydowanie za mało.
LeBron zarobił w zeszłym roku 52,6 miliona dolarów. Nawet jeśli zgodzi się na drastyczną obniżkę pensji, nowy kontrakt Reavesa pochłonie sporą część uwolnionych funduszy. Tego typu restrukturyzacja finansowa wymaga precyzyjnego uzupełnienia składu. Los Angeles dramatycznie potrzebuje atletycznego centra, kogoś, kto będzie chronił obręcz i służył jako biegający cel dla podań Dončicia. Reszta priorytetów to szukanie młodych opcji typu „3-and-D” (rzut za trzy i obrona), aby zmaksymalizować potencjał duetu Dončić-Reaves.
Czy James pasuje do tego profilu? Niekoniecznie. Owszem, potrafi rzucać za trzy i od czasu do czasu potrafi podkręcić obronę w kluczowych momentach. Jednak sprowadzenie go z powrotem za kwotę równą „czegokolwiek zechce” wydaje się sprzeczne z planem budowy zespołu celującego w mistrzostwo w najbliższym czasie. Z drugiej strony, skoro Lakers mogą być lata od realnej walki o tytuł, trzymanie Jamesa przez kolejny sezon i zapewnienie sobie stabilności finansowej dzięki jego sile marketingowej wydaje się być pragmatyczną decyzją dla organizacji, która w ostatnich dwóch latach zdobywała przewagę parkietu w pierwszej rundzie playoff Zachodu.









