Lakers szukają wzmocnień na skrzydle, ale rynek oferuje trudne opcje.

Zbliżający się termin wymiany handlowej 5 lutego elektryzuje fanów Los Angeles Lakers, którzy z niecierpliwością wyczekują ruchów generalnego menedżera Roba Pelinki. Drużyna desperacko szuka wzmocnień na pozycji skrzydłowego, ale rynek okazuje się być zaskakująco oporny na licytację. Czy latynoska korona kalifornijskiego imperium zdoła znaleźć brakujący element układanki, zanim zegar wybije ostatnią sekundę okienka transferowego?

Wojna o skrzydłowych: Kto jest na celowniku Lakers i dlaczego to takie trudne?

Walka o ulepszenie składu na obwodzie to od dawna priorytet dla sztabu Lakers, a zwłaszcza dla Roba Pelinki. W ostatnich tygodniach spekulacje transferowe krążyły wokół prawdziwej pleiady graczy: od Herb Jonesa, przez Treya Murphy’ego III i Jonathana Kumingę, aż po Milesa Bridgesa, Andrew Wigginsa, Saddiqa Beya i Naji Marshalla. To lista życzeń godna europejskiego mocarstwa, niekoniecznie zespołu, który musi zacząć oszczędzać, by zmieścić się w progach luksusowego poduszkowca salary cap.

Jednak koszykarska szachownica została właśnie przesunięta. Jak donoszą media, dwaj zawodnicy, na których Lakers mieli oko – De’Andre Hunter i Keon Ellis – nagle zniknęli z rynku po skomplikowanej transakcji wielodrużynowej między Cleveland Cavaliers a Sacramento Kings. To oznacza, że Pelinka musi szybko zmienić kierunek poszukiwań, jeśli chce sprowadzić wymarzonego „two-way player” — zawodnika, który potrafi zarówno bronić, jak i atakować.

Co ciekawe, wewnętrzne głosy sugerują, że zainteresowanie Lakersami Hunterem mogło być przeceniane. Jak twierdzili insiderzy NBA, Marc Stein i Jake Fischer, „nawet jeśli doszło do rozmów na wczesnym etapie, zainteresowanie Lakersami Hunterem mogło być przecenione”. To klasyczna gra pozorów przed końcem okna transferowego, gdzie jeden zespół „dyskretnie” negocjuje, a drugi publikuje informację, by podbić cenę rywalom.

Dean Wade: Cicha opcja z Cleveland, która może rozwiązać problem koszmarnego ataku?

Gdy czołowe nazwiska odpadają, redakcje sportowe zaczynają kopać głębiej w odmętach ligi. Dan Favale z Bleacher Report podrzucił intrygującą alternatywę: Deana Wade’a z Cleveland Cavaliers. Choć Wade z pewnością nie jest nazwiskiem, które rozpaliłoby Crypto.com Arena do czerwoności, to idealnie wpisuje się w to, czego drużyna potrzebuje.

Favale podsumował to bez owijania w bawełnę: „Dean Wade nie zapewni prezydentowi drużyny Robowi Pelince kolejnego przedłużenia kontraktu, ale gdy jest zdrowy, jest dokładnie tym typem gracza combo na pozycji skrzydłowego, za którym ta ławka się głodzi”. To jest sedno sprawy: Lakers są „przepełnieni graczami jednowymiarowymi” (one-way players), co w koszykarskim żargonie oznacza, że większość ich zmienników skupia się albo na rzucie, albo na obronie. Potrzebują kogoś elastycznego.

Wade, mierzący 6 stóp i 9 cali (około 206 cm), oferuje fizykalność, której Lakersom brakuje. Ma pewną wszechstronność defensywną i co kluczowe, potrafi rozciągnąć obronę z dystansu (34% za trzy punkty). Najważniejsze ostrzeżenie Favale’a brzmi jednak tak: „Jakiekolwiek ciała skupione na obronie, po które sięgną, nie mogą stać się zagrożeniem dla podważenia ataku punktowego”. Wade, ze swoją średnią 5.8 punktu na mecz, nie powinien tego robić.

Kontrakty spalone: Czy „śmieciowe” aktywa Lakers wystarczą na dogonienie reszty stawki?

Gdyby to było takie proste, każdy menedżer wygrałby mistrzostwo co roku. Problem Lakers leży w aktywach nieatrakcyjnych dla potencjalnych partnerów. Dean Wade jest opcją typu expiring – jego kontrakt wygasa po tym sezonie, zarabia 6,6 miliona dolarów, co idealnie pasuje do filozofii unikania długoterminowego zadłużenia.

Problem polega na tym, co Lakers mają do zaoferowania w zamian. Pakietem bazowym są wygasające umowy Ruiego Hachimury (18.2 mln USD), Gabe’a Vincenta (11.5 mln USD) i Maxi Klebera (11 mln USD), oraz perspektywiczny, choć wciąż niedoświadczony, Dalton Knecht. Niestety, jak doniesiono, te aktywa cieszą się „ograniczonym zainteresowaniem wokół ligi”.

Co gorsza dla Pelinki, Lakers kontrolują tylko jeden wymienialny wybór w pierwszej rundzie draftu przyszłości, co jest koszmarnie mało w erze, gdy inne zespoły chcą chronić swoją przyszłość. Reporter Jake Weinbach poinformował, że Los Angeles ma poważne problemy, by sprostać cenom za preferowanych graczy.

Weinbach pisał na platformie X: „Inni znaczący kandydaci na wymianę dla Lakers to Naji Marshall z Dallas, Herb Jones z Nowego Orleanu i Andrew Wiggins z Miami, ale Los Angeles nie byli w stanie sprostać wycenom tych cennych skrzydłowych do tej pory”. Podobne doniesienia dotyczyły Jonathana Kumingi z Golden State Warriors, którego pakiet Lakers rzekomo odrzucono jako niewystarczający. Nawet ESPN potwierdza spekulacje, że Lakers badają opcję „flipowania” jednego ze swoich wyborów w pierwszej rundzie z 2031 lub 2032 roku na rzecz kilku przyszłych, rozłożonych w czasie wyborów. Dave McMenamin z ESPN stwierdził, że cichy deadline dla tej franczyzy oznaczałby „ogromne niedopatrzenie”. Czas się kurczy, a Los Angeles może wkrótce zostać zmuszone do zaakceptowania mniejszego, bardziej pragmatycznego kompromisu.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483