Los Angeles Lakers podjęli niespodziewaną decyzję o wezwaniu Bronny’ego Jamesa z G League, rzucając go w wir wydarzeń tuż po tym, jak Luka Dončić nabawił się kontuzji lewej nogi w starciu z LA Clippers. To klasyczny przykład tego, jak nagłe zawieruchy na parkiecie wymuszają na sztabie szkoleniowym kreatywne rozwiązania. Czy syn legendy wykorzysta szansę, która spadła mu prosto z nieba, czy znów zniknie w cieniu oczekiwań?
Kryzys w Kadze Lakers: Czyja to wina i kto łata dziury?
Niedzielne ogłoszenie Lakersów o powrocie drugoroczniaka Bronny’ego Jamesa do składu NBA było bezpośrednią konsekwencją pechowego urazu Luki Dončicia, który po starciu z Bogdanem Bogdanoviciem podczas porażki 103-88 z Clippers, nie był już w stanie wrócić na parkiet. Nie chodzi tylko o Dončicia; lista nieobecnych robi się boleśnie długa – na niej widnieją Rui Hachimura (pachwina), Austin Reaves (naciągnięcie łydki), Deandre Ayton (łokieć) oraz Gabe Vincent (plecy). Choć Reaves i Ayton mają szansę wrócić na wtorkowy mecz z Phoenix Suns, Vincent, kluczowy zmiennik na pozycji rozgrywającego, ma pauzować co najmniej tydzień.
Dončić doznał urazu w pierwszej połowie, grając jeszcze 20 minut. Po przerwie jednak nie pojawił się na parkiecie. Trener Lakers, JJ Redick, po meczu ujawnił kulisy tej decyzji: „Widziałem, jak kuleje pod koniec pierwszej połowy. Przyszedł do mnie w przerwie i powiedział, że fizycznie nie jest w stanie kontynuować gry” – relacjonował Redick (cytat za ESPN, Dave McMenamin). To właśnie w obliczu takiego kryzysu kadrowego, gdzie brakuje rąk do rotacji, sprowadzanie kogokolwiek z rozwojowej ligi staje się koniecznością, a nie luksusem testowania talentów. Bronny James, ostatnio widziany w akcji z Lakers podczas porażki w ćwierćfinale Pucharu NBA z San Antonio Spurs 10 grudnia (gdzie zaliczył zaledwie minutę gry w ‘garbage time’), wraca w momencie, gdy każda minuta na parkiecie może być na wagę złota.
Bronny w G League: Czy to tylko „przetarcie terenu”?
Warto przyjrzeć się, jak młody James radził sobie w South Bay Lakers. Poza epizodami z początku sezonu, kiedy musiał zastępować kontuzjowanych ojca i Gabe’a Vincenta (notując 18 lub więcej minut w trzech meczach listopada), jego obecność w G League miała być szansą na budowanie pewności siebie, zwłaszcza że problemy ze skutecznością w NBA były widoczne. W 14 meczach G League notował zaledwie 1,9 punktu, trafiając 32% rzutów z gry i 28% za trzy. To twarde statystyki, które nie zachwycą purystów ofensywy.
Jednak jego powrót do niższej ligi przyniósł obiecujące sygnały, szczególnie w aspekcie kreowania gry i obrony perymetru – cechy, za którą chwalił go trener Redick. W niedzielę, tuż przed wezwaniem, Bronny zaliczył solidny występ przeciwko Wisconsin Herd, prowadzonym przez byłego All-Stara, Victora Oladipo. W tym zwycięstwie Bronny zanotował 15 punktów, 5 asyst i 3 zbiórki, pokazując większą swobodę. Jak donosiło jedno z kont, młody James spędził na parkiecie 34 minuty, notując efektywność +6 w +/-. W starciu tym ojcowie chrzestni koszykarskiego rzemiosła, tacy jak James Worthy, widzieli potencjał: jego mecz przeciwko Trail Blazers 3 listopada nazwano „najlepszym meczem” jego dotychczasowej młodej kariery. Te dobre występy w G League, choć marginalne w oczach ligi, najwyraźniej przekonały sztab Lakers, że ma teraz być gotowy, by wejść do rotacji w NBA.
Nowa szansa dla syna Lakers Legendy: Czy wykorzysta „okienko możliwości”?
Wezwanie Bronny’ego nastąpiło niemal natychmiast po jego niedzielnym występie przeciwko Herd, co sugeruje, że zarząd i trenerzy nie zamierzali czekać, mając świadomość, jak kruche potrafią być składy w środku sezonu. Czy to niespodziewana szansa, czy może desperacka próba załatania dziur? Redick na pewno będzie chciał zobaczyć, jak James radzi sobie w chaosie meczu NBA, zwłaszcza gdy brakuje takich graczy jak Vincent czy Dončić, którzy potrafią dyrygować atakiem.
„Chyba Bronny James może wykorzystać swoją następną szansę, by udowodnić, że należy do NBA, gdy Lakers (19-8) udadzą się do Phoenix, by zmierzyć się z Suns (15-13) we wtorek,” można wywnioskować z bieżącej sytuacji. Biorąc pod uwagę długą listę kontuzjowanych, jest niemal pewne, że świeżo wezwany zawodnik otrzyma więcej niż symboliczny czas gry. To jest moment, w którym zawodnicy z zaplecza muszą wejść do gry i pokazać, że potrafią grać na najwyższym poziomie, redukując błędy, które charakteryzowały jego dotychczasowe, choć skromne, występy w głównej drużynie. Patrząc na to, jak szybko urazy potrafią zmienić scenariusz sezonu w Los Angeles, szansa dla Jamesa jest realna i niekoniecznie zamierzona.









