Lakers zmagają się z kontuzjami, a Wembanyama wykorzystuje nieobecność gwiazd.

Ostatnie dni dla Los Angeles Lakers to prawdziwa jazda bez trzymanki, naznaczona kontuzjami i sporą dawką niepewności. Gdy kluczowi gracze lądują na liście nieobecnych, a stawką jest walka o stabilną pozycję w play-offach, kibice z niepokojem zadają sobie fundamentalne pytanie: czy drużyna przetrwa ten kryzys formy i zdrowia? Ta seria gier, choć na papierze wyglądała na niemal z góry przegraną, rzuca nowe światło na głębię składu i zarządzanie obciążeniem gwiazd.

Lakers na krawędzi: Kiedy oszczędzanie gwiazd staje się koniecznością?

Wtorkowe starcie Lakers z San Antonio Spurs, zakończone wynikiem 136-108 dla Ostróg, nie było niespodzianką, biorąc pod uwagę listę nieobecnych w obozie Jeziorowców. Mówimy tu o prawdziwej arystokracji kontuzji: LeBron James, Austin Reaves i Luka Dončić – wszyscy wykluczeni z gry. Do tego dorzućmy Deandre Aytona i Marcusa Smarta. W obliczu tak poważnych ubytków, porażka wydawała się być w zasadzie zapisana w scenariuszu.

To co miało być prostym meczem, zamieniło się w pokaz siły Victora Wembanyamy, który zdominował parkiet. Młody Francuz zdobył 40 punktów, notując w samej pierwszej połowie oszałamiające 37 punktów, demolując obronę Lakers, której trzonu brakowało. Dla Los Angeles, w ofensywie brylowali Luke Kennard i Drew Timme, rzucając po 14 punktów. Co ciekawe, Bronny James zaprezentował jeden z najbardziej wszechstronnych występów w swojej młodej karierze, dorzucając 12 punktów i 6 asyst przy wydłużonym czasie gry.

Najważniejsze jednak nie jest to, kto grał, lecz dlaczego nie grali ci najważniejsi. Jak podkreślił trener JJ Redick, decyzje dotyczące Jamesa i Reavesa były podyktowane przede wszystkim środkami ostrożności. Redick zdradził reporterom: „Austin wracał po urazie tkanek, miał zagrać tylko w jednym z tych meczów. LeBron, z oczywistych względów ze względu na historię urazów, z którą boryka się na początku sezonu. To zależy, jak obudzi się następnego dnia po porannym leczeniu, ale wykluczyliśmy go z gry”. Zapytany o Dončića, Redick był zwięzły: „Luka kontynuuje postępy”.

Koniec pewnej ery i zarządzanie 41-letnią legendą

Sytuacja LeBrona Jamesa generuje sporo szumu medialnego. Mając 41 lat, jego dostępność w meczach rozgrywanych dzień po dniu stała się stałym tematem rozmów. James opuścił już 18 spotkań, co oznacza, że nie spełni wymogu minimum 65 rozegranych meczów niezbędnego do kwalifikacji do nagród na koniec sezonu. To będzie miało historyczne konsekwencje.

Po raz pierwszy od 2005 roku James nie zostanie wybrany do składu All-NBA, co jest niewątpliwie kamieniem milowym w jego i tak już nieśmiertelnej karierze. To cena, jaką płaci ciało, które notuje gigantyczne minuty od dwóch dekad.

Z kolei Austin Reaves dopiero co wrócił po 19 meczach przerwy. Wygląda na to, że we władzach Lakers zapanowała determinacja, by zarządzać jego obciążeniem niezwykle ostrożnie – priorytetem jest długoterminowa wytrzymałość nad krótkoterminowymi zdobyczami punktowymi. Ta strategia, choć frustrująca dla fanów w chwilach kryzysu, jest racjonalna z perspektywy walki o mistrzostwo w fazie pucharowej.

Powrót Dončića: Czy All-Star break przyniesie ulgę?

Luka Dončić opuścił trzy mecze z rzędu po tym, jak musiał zejść z parkietu w pierwszej kwarcie minionego czwartku przeciwko Philadelphii 76ers z urazem ścięgna udowego. Informacja od Redicka, choć lakoniczna, zbiega się z wcześniejszymi doniesieniami, że naciągnięcie jest łagodne. Pojawia się realistyczna szansa, że Słoweniec wróci do gry jeszcze przed przerwą na Mecz Gwiazd, być może w spotkaniu z jego byłą drużyną, Dallas Mavericks.

Lakers w tym sezonie już kilkakrotnie musieli radzić sobie z kontuzjami Dončića, w tym ze skręceniem palca lewego, nawracającymi problemami z nogami, a także urazami dolnej części pleców i kostki, które wykluczyły go na pewien czas. Sam koszykarz przyznawał, że gra z narastającym bólem, który z czasem się nasilał, budzi obawy o skumulowane zmęczenie przy tak wysokim obciążeniu minutowym.

Ta porażka z San Antonio sprowadziła bilans Lakers do 32 zwycięstw i 21 porażek, co oznacza dwie przegrane z rzędu. Obecnie zajmują piąte miejsce na Zachodniej Konferencji, mając zaledwie 1,5 meczu straty do Denver Nuggets i Houston Rockets, które okupują pozycje trzecią i czwartą. Jednocześnie, zaledwie pół zwycięstwa dzieli ich od Phoenix Suns na siódmej pozycji, utrzymując ich w ścisłej walce o uniknięcie baraży.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483