Lakers znów zablokowani przed transferami: ograniczenia finansowe hamują ofensywę.

Sezon wymian w NBA 2026 miał być elektryzujący, pełen sensacyjnych ruchów, a tymczasem zastyga w bezruchu, niczym na siatce przy rzucie za trzy. Zaledwie jeden znaczący transfer, ten Trae Younga do Wizards, zdaje się być jedynym jasnym punktem tej ciszy. Czyżby to właśnie Los Angeles Lakers, z ich skomplikowaną układanką finansową i ograniczonymi aktywami, byli głównym winowajcą tej pozornej stagnacji?

Czy Lakers sprowadzili „zimny prysznic” na rynek wymian?

Oczekiwania były wysokie. Mówiło się o trzęsieniu ziemi, o gwiazdach zmieniających barwy. Tymczasem, jak donoszą Tim Bontemps i Brian Windhorst z ESPN, to właśnie sytuacja finansowa Jeziorowców może studzić zapały innych drużyn i sprawić, że deadline 5 lutego będzie zaskakująco cichy. Lakers, mimo ewidentnych braków, zwłaszcza w defensywie, mają poważne ograniczenia.

„Lakers są doskonałym przykładem, dlaczego ten deadline może być cichy” – napisali dwaj insiderzy. „Pomimo rażących wad drużyny, zwłaszcza w obronie, Lakers mają ograniczone aktywa w postaci wyborów w drafcie i znajdują się zaledwie milion dolarów poniżej pierwszego progu twardego pułapu pensji na ten sezon, co daje im niewielką elastyczność, by wprowadzać poprawki w składzie niezbędne do tego, by stać się realnym zagrożeniem na Zachodzie.”

Aktualny bilans Lakers (23-12 po 35 meczach) nie oddaje pełni problemów. Choć Luka Dončić prezentuje się jak generacyjny talent, a Austin Reaves odpoczywa, to LeBron James walczy z upływem czasu, Deandre Ayton wydaje się coraz bardziej znużony, a drużyna plasuje się blisko dna ligi pod względem efektywności defensywnej. Kiedy największy pretendent do mistrzostwa ma tak pęknięty fundament, trudno oczekiwać, by inni rzucali się w wir ryzykownych transakcji.

Czy blockbusterowe nazwiska zostaną na swoich posterunkach?

Kilka tygodni temu na ustach wszystkich wisiały transfery takich graczy jak Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, Lauri Markkanen czy Jonathan Kuminga. Obecnie te plotki przybrały zupełnie inny, bardziej przyziemny ton.

Antetokounmpo osobiście oświadczył, że nigdy nie poprosi o wymianę z Milwaukee Bucks. Z kolei Anthony Davis notuje kolejne kontuzje, co naturalnie obniża jego wartość rynkową. Utah Jazz nie wykazują chęci do negocjowania jakiejkolwiek oferty za Markkanena. Nawet sytuacja Jonathana Kumingi w Golden State Warriors, opisywana przez Anthony’ego Slatera jako „sytuacja zakładnicza”, sugeruje, że Warriors wolą poczekać na lepszą ofertę latem, niż oddać go teraz za półśrodki.

„Nadszedł czas, aby przyspieszyć do offseason,” powiedział anonimowy dyrektor z Konferencji Zachodniej Bontempsowi i Windhorstowi. „Nie mogą realistycznie wzmocnić składu… Skupiają się na zachowaniu miejsca pod sufitem płac i próbie dokonania marginalnych ruchów, a trudno znaleźć wiele opcji transferowych, które miałyby sens.”

Gracze tacy jak Michael Porter Jr., Trey Murphy, Herb Jones, Coby White i Zach LaVine wciąż wydają się być dostępni na rynku. Jednak ograniczenia, na jakie narzuciły sobie drużyny takie jak Lakers, Warriors czy nawet New York Knicks, sprawiają, że nikt nie chce teraz ryzykować majątku. Dla działaczy Lakers, z Robem Pelinką na czele, czekanie do lata może być jedyną mądrą opcją, mimo że to potencjalnie ostatni sezon Jamesa. Czy to oznacza, że przebudowa pod Dončića musi zacząć się od puszczenia w niepamięć obecnego sezonu?

Czy Daniel Gafford to jedyna realistyczna opcja dla Lakers?

Fakt, że Jeziorowcy mają problemy, nie oznacza, że są całkowicie poza grą, ale wymaga to od nich żonglerki na granicy niemożliwości, by zmieścić się w restrykcjach pierwszego progu podatkowego i jednocześnie wzmocnić skład. Im bliżej deadline’u, tym bardziej wydaje się to scenariuszem fantastycznym.

Mimo to, Lakers wciąż mają na celowniku kilku graczy. Wśród nich są Herb Jones, Daniel Gafford, a ostatnio dołączył do listy Keon Ellis z Sacramento Kings.

Jones i Ellis są kuszący, ale ich cena może okazać się zbyt wysoka. Wartość Jonesa rośnie, a inne drużyny mogą zaoferować Pelicansom lepszy pakiet. Podobnie jest z Ellisem, który pomimo ograniczonego czasu gry w Sacramento, jest na radarze wielu zespołów, w tym Knicks, którzy są gotowi zapłacić więcej niż Lakers za tego gracza typu 3-and-D.

Gafford jawi się jako najsensowniejsza opcja. Pasuje do potrzeb Lakers, a choć jego trzyletnie przedłużenie o wartości 54 milionów dolarów wejdzie w życie w przyszłym sezonie, co może wymusić oddanie Rui Hachimury i co najmniej jednego innego aktywa, to ma on solidną historię współpracy z Dončićem. Co ważniejsze, dałby trenerowi J.J. Redickowi więcej pewności w obronie niż obecny Deandre Ayton.

Niezależnie od tego, kogo Lakers będą namierzali przed trade deadline’em, czeka ich piekielnie trudne zadanie: znaleźć ruch, który zmieści się w narzuconych restrykcjach i jednocześnie przekształci ich w silnego kandydata do mistrzostwa. Na ten moment wydaje się, że bardziej realne jest budowanie strategii na przyszłość bez uwzględniania ostatniego rozdziału LeBrona Jamesa.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482